O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   







  Świadectwo: „Panie Jezu, spraw, aby wszyscy zostali zba ...


„Panie Jezu, spraw, aby wszyscy zostali zbawieni”

Br. Moris Maurin IPFI

 

 

Kiedy zastanawiam się nad warunkami życia zakonnego i jego ramami w Kościele, zwłaszcza w Polsce, gdzie ma ono najczęściej wymiar duszpasterski i to szczególnie parafialny, rozumiem pytania, które czasem możemy naszym życiem wywołać: „Czy Mali Braci Jezusa to rzeczywiście życie zakonne? Czy nie jest to utopia? Jaki to wszystko ma sens?”.

Piszę ten tekst siedząc przy stole, w kuchni, gdzie spożywamy posiłki i przyjmujemy gości, jednocześnie pilnuję gotującego się obiadu. Obok, w drugim pokoju, śpi jeden z młodych braci. W nocy pracował w hucie przy piecu. Drugi brat jest mechanikiem i właśnie jest w pracy. Obydwaj pracują na zmiany. Ich kolegami są mężczyźni ukształtowani przez twarde życie, w którym łatwo sięga się po alkohol i którzy często są surowi wobec ludzi Kościoła. Trzeci brat pracuje przy konserwacji aparatów medycznych w szpitalu. A ja, z pochodzenia będąc cudzoziemcem, obecnie na emeryturze, zajmuję się domem: zakupy, przyjmowanie gości, gotowanie, itp. Staram się jednocześnie utrzymywać częste kontakty z sąsiadami i często ich odwiedzać. Nasza dzielnica jest pod każdym względem bardzo biedna i cieszy się złą sławą, a mimo to jest wiele rodzin, które próbują żyć normalnie.

Tego ranka, jak co dzień, robiłem zakupy. Pomimo chłodu zawsze jest to okazja, aby spotkać tego czy owego, porozmawiać z sąsiadami. Kiedy jest cieplej, takie rozmowy mogą się przedłużać, zwłaszcza gdy chodzi o niektórych mężczyzn z naszej ulicy, którzy pomimo swojego młodego wieku, nie są już w stanie pracować, gdyż są już ofiarami alkoholu. Cierpią z tego powodu i gdy spotykam ich osobiście, sami o tym mówią, bądź słowami bądź spojrzeniem. Może się to wydać dziwne, ale na tej ulicy zabudowanej starymi zniszczonymi kamienicami, czuję się u siebie. Bez wątpienia jest tak dlatego, że znam ludzi, ale przede wszystkim ta ulica jest dla nas i dla mnie „Nazaretem”: Nazaretem, do którego posłał nas Duch Święty.

Uznając nasze ograniczenia, naszą miarę, pragniemy w jakiś sposób przedłużyć tę obecność Jezusa z Nazaretu w tych właśnie nędznych miejscach i środowiskach życia, uczestnicząc w konkretnych warunkach życia i pracy. Jeśli Bóg wybrał życie w Nazarecie, jeśli tam zechciał stać się jednym z nas, aby w ten sposób nas zbawić, to możemy odkryć do jakiego stopnia On nas kocha. Ponadto, w świetle tego wyboru sam Bóg się nam objawia i lepiej rozumiemy to, co dla Niego jest ważne, i to, co On kocha. Wybór tej wioski, wybór ubogiej rodziny podporządkowanej ciężkiej pracy własnych rąk, wyraża Boże preferencje. Poprzez tę prostą rzeczywistość, która Go otaczała, poprzez zwykłe życie, prostotę codziennych gestów Maryi i Józefa, Jezus, dziecko i młody człowiek, dostrzegał objawiającą się obecność Królestwa Bożego, które będzie głosił. Bez żadnej wątpliwości sam Jezus, nasz Zbawiciel i Bóg, był podporządkowany obowiązkowi pracy ręcznej, tak jak to czynił każdy młody Żyd.

Pewnego razu, gdy Jezus zaczął już głosić Dobrą Nowinę, rano, po spędzonej na modlitwie nocy, otoczony uczniami, których sam wybrał, wyszedł do tłumu, który się zgromadził. Patrzył na ludzi, którzy spodziewali się uzdrowienia, umocnienia. Znał tajemnice ich serc. Dobrze wiedział kim są: to był Jego lud, rozumiał ich. „Błogosławieni ubodzy, Królestwo Boże należy do was. Błogosławieni łagodni, miłosierni, błogosławieni, którzy płaczą...". Błogosławieństwa, które głosi są jakby Jego portretem, gdyż to On jest ubogim, łagodnym, miłosiernym... Nie przyszedł po to, aby potępiać, ale po to aby zbawiać, aby wzywać chorych i grzeszników. On jest po stronie ubogich i tych, którzy są odrzuceni. Przez całe swoje życie Jezus pozostanie „Jezusem z Nazaretu" - człowiekiem wolnym, prostym, który nie obawia się zabrudzenia, skalania przy stole grzeszników. Spotykający Go grzesznicy o najbardziej zatwardziałych sercach wyznają swoje grzechy i postanawiają się nawrócić.

Właśnie takiego Boga - Boga współczucia, Jezusa z Nazaretu - przyjął Karol de Foucauld, kiedy się nawrócił. Właśnie to oblicze Jezusa pełnego współczucia i Zbawiciela, moi bracia i ja próbujemy kontemplować, żyjąc w ten sposób. To On nawrócił mnie wiele lat temu. Żyjąc pośród ludzi prostych i często bardzo biednych, dzień po dniu uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy wcale od nich lepsi, że razem z nimi należymy do tej samej rasy. Doświadczamy jednocześnie, że nasi sąsiedzi, często pomimo albo właśnie dzięki swojej słabości, potrafią tak się zachować, mieć takie gesty, spojrzenia, które dotykają naszego serca i czasem to oni właśnie nas ewangelizują. Możemy więc zrozumieć, dlaczego Jezus wobec niektórych osób był wzruszony. W regularnym kontakcie z naszymi sąsiadami, kolegami z pracy, uświadamiamy sobie, że to my musimy się nawrócić, zmienić nasze serce, nasze spojrzenie po to, aby spróbować inaczej patrzeć na nich, rozumieć ich i kochać miłością Serca Jezusowego.

Różne są powołania w Kościele, różne potrzeby ludzi. Bez wątpienia potrzebują oni nauczania, opieki zdrowotnej, ale przede wszystkim - zwłaszcza jeśli są zranieni przez życie lub przez swoją nędzę - potrzebują istnieć, być uznawani i przyjęci w tym, czym są, z wartościami, które w sobie noszą: potrzebują wiary, że ich życie ma jeszcze sens. W tym celu same słowa nie wystarczą. Trzeba z nimi żyć, pracować razem, uczestniczyć w posiłkach przy tym samym stole...

Po południu, często po pracy, tak jak większość rodzin, które nas otacza, spotykamy się w trakcie posiłku wokół stołu. Każdy dzieli się tym, czym żył w pracy, o czym rozmawiał, jakie problemy naznaczyły jego dzień. Dzielimy się troskami, które noszą sąsiedzi, koledzy w pracy, wspólnym zmęczeniem, niekiedy brakiem sprawiedliwości. Jest to bardzo ważny czas w życiu braterskim. Nie jesteśmy „współbraćmi", którzy mieszkają razem, lecz prawdziwymi braćmi wobec siebie nawzajem i razem tworzymy jedną rodzinę. Potem, po zmyciu naczyń i innych zajęciach, spotykamy się znowu w naszej małej kaplicy urządzonej w jednym pokoju naszego mieszkania. Na czas modlitwy ubieramy nasze białe habity i spędzamy godzinę na milczącej adoracji. Najświętszy Sakrament jest wystawiony w sposób bardzo prosty i jest to czas bardzo intymnego przebywania z Jezusem, kontemplacji i modlitwy wstawienniczej. Tak samo jak mali bracia pragną być świadkami Boga i Jego Ewangelii wobec ludzi, pośród których żyją i pracują, tak samo są oni świadkami tych samych ludzi wobec Boga, ponieważ w jakiś sposób ci konkretni mężczyźni, te kobiety, również są obecni przed Bogiem. Poprzez te codzienne relacje znajomości i przyjaźni są oni wyryci w sercach, w pamięci braci, wyryci w ich ciele przez to samo zmęczenie wspólnie niesione. Patrząc na tego biednego brata, który czasem podczas modlitwy, musi walczyć, aby nie zasnąć, Bóg bez wątpienia widzi tych, których on nosi w sercu i których los dzieli na co dzień.

Czasem ten lub inny nasz przyjaciel bierze udział w naszej milczącej adoracji lub w odprawianej w sposób bardzo prosty, spokojny Mszy Świętej, podczas której jest również czas na osobiste dzielenie się Ewangelią. Jezus jest wówczas z nami: „Czyż serca nasze nie pałały?". Oczywiście, po modlitwie goście zostają na kolacji i spotkanie przedłuża się przy stole.

Żyję w ten sposób już dłużej niż 40 lat. Mieszkałem na Saharze, w Maroku, we Francji, a teraz w Polsce z moimi braćmi Polakami. Myślę, że mogę powiedzieć, iż pomimo moich słabości i trudności jestem szczęśliwy w tym życiu, że to proste i w pełni skoncentrowane na Jezusie powołanie całkowicie wypełnia mnie radością. Od czasu do czasu - oczywiście niezbyt często, szczególnie w trakcie samotnych rekolekcji w pustelni - Jego obecność bardziej wypełnia me serce. Jest to wówczas mocniejsze zaproszenie, aby zjednoczyć się z Nim w oddaniu się, w zaufaniu, wierności, lecz również w naśladowaniu Jego miłości do ludzi i w Jego pragnieniu zbawienia wszystkich.

To właśnie wzywa nas do wierności, do wierności temu powołaniu „kontemplatyków w świecie", które jest uznane przez Kościół, a które polega na uczestniczeniu w życiu, pracy, w tych samych warunkach życia ludzi ubogich, tych, którzy na tym świecie nie mają ani imienia ani znaczenia. Z całego serca pragniemy ich prawdziwego dobra. Razem idziemy do Ojca i mamy nadzieję, że razem Jezus nas przyjmie. To jest nasza nadzieja, bo wiemy, jak Bóg ich kocha. „Panie, spraw aby wszyscy zostali zbawieni!". Powtarzał to Karol de Foucauld w czasie modlitwy...

 

Br. Moris Maurin - francuski zakonnik ze zgromadzenia Małych Braci Jezusa, prawie trzydzieści lat przeżył w Polsce, zmarł 15 maja 2018 r. Jego świadectwo ukazało się w „Zeszytach Formacji Duchowej” nr 5 z 1997 roku pt. „Jezus zbawia” (s. 91-94). Więcej o pobytach br. Morisa w CFD w Krakowie tutaj.

 


br. Moris Maurin IFPI (www.idziemy.pl - fot. Adam Rostkowski)

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl