O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   







  Rok Ojca Jordana w Krakowie - homilia, 9 września 2018


Cisi i ukryci współpracownicy Boskiego Zbawiciela

 

Homilia wygłoszona przez ks. Piotra Szyrszenia SDS w kościele salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, w niedzielę, 9 września 2018 r. z okazji setnej rocznicy śmierci czcigodnego sługi Bożego ojca Franciszka Marii od Krzyża Jordana, założyciela salwatorianów i salwatorianek, która przypadła 8 września 2018 r.

 

 

homilia – 23. Niedziela Zwykła (rok B), 9 września 2018
Iz 35, 4-7a; Ps 146, 6c-7. 8-9a. 9b-10; Jk 2, 1-5; Mk 7, 31-37

NAGRANIE HOMILII Z 9 WRZEŚNIA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

8 września 1918 roku, a więc sto lat temu, w godzinach wieczornych, tuż po godz. 20.00, zmarł o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, założyciel salwatorianów i salwatorianek. Proszę się nie obawiać. Nie będę opowiadać życiorysu naszego założyciela. Chcę, byśmy razem z o. Jordanem usiedli u stóp Jezusa, Nauczyciela i słuchali, co On ma nam do powiedzenia dziś, w setną rocznicę śmierci o. Jordana. „Prowadź rozmowy duchowe z dobrym Zbawicielem! Usiądź pokorny i otwarty u Jego stóp i słuchaj uważnie Jego słów!” (DD I/65). To notatka, którą Jan Chrzciciel Jordan, późniejszy założyciel salwatorianów i salwatorianek, zrobił w swoim dzienniku duchowym mając 30 lat, u początku 1878 r. Był wówczas alumnem seminarium duchownego. Miesiąc albo dwa miesiące później przyjął święcenia diakonatu (16 marca 1878). Skorzystajmy z tej notatki jako wskazówki do rozważania usłyszanego fragmentu Ewangelii, tutaj i teraz, a może również jako pomocy do modlitwy tym słowem Pana Boga, kiedy wrócimy do domów.

„Prowadź rozmowy duchowe z dobrym Zbawicielem!”. Kiedy z wiarą bierzemy do ręki Pismo Święte, naszym rozmówcą jest Osoba, nie księga. Książkę można czytać, ale Osobę się słucha, do Osoby się mówi, z Osobą się rozmawia. Nam chodzi o spotkanie i rozmowę z Osobą, „z dobrym Zbawicielem”. Naszym rozmówcą jest Ten, którego kochamy i który nas kocha, który tak nas kocha, że dał za nas swoje życie. Co znaczy „prowadzić duchową rozmowę”? Rozmowa duchowa nie jest rozmową jedynie na tak zwane tematy pobożne. Jeżeli życie duchowe to takie życie, w którym Duch Święty jest przewodnikiem, to i rozmowa wówczas jest duchową, kiedy jej przewodnikiem jest Duch Święty, a to znaczy, że Duch Święty podsuwa nam tematy, wskazuje je albo nam je wyznacza. I może się zdarzyć, że jako temat duchowej rozmowy z Jezusem Duch Święty wskaże mi temat bardzo przyziemny, bardzo mocno związany z doczesną rzeczywistością mojego życia. Rozmawiaj „z ukochanym Zbawicielem” o swoim życiu; takim, jakie ono jest. Rozmawiaj, to znaczy nie tylko ty mów Jezusowi, jak ty widzisz swoje życie, ale pozwól Jezusowi powiedzieć ci, jak On widzi twoje życie. „Usiądź!”, a więc nie tylko wyhamuj, nie tylko zwolnij, nie tylko zatrzymaj się, nie tylko stań, ale „usiądź pokorny”! A „pokora jest prawdą” (DD I/78) - tę intuicję św. Teresy z Avila Jordan zapisał w dzienniku. Usiądź w prawdzie!

Z dzisiejszą Ewangelią koresponduje kolejna wskazówka, jaką Jordan daje sobie i nam: „Usiądź otwarty u Jego stóp i słuchaj uważnie Jego słów!”. Otwarty! Jordan zapisał tę notatkę w swoim języku ojczystym, a więc w języku niemieckim. Użył słowa „gelehrig”, które można też przetłumaczyć: „spragniony nauki”, pojętny, gotowy, żeby się uczyć. Ta otwartość to cecha ucznia Jezusa. Ktoś powie, że dziś w Ewangelii widzimy sytuację przeciwną. Do Jezusa bowiem zostaje przyprowadzony człowiek, jeśli można tak powiedzieć, „zamknięty”, niezdolny do rozmowy, bo głuchoniemy; niezdolny do słuchania i ledwie mówiący (Ewangelista używa takiego określenia: ledwie mówiący, mający trudności z mówieniem). I co zrobić, jeśli nie umiem rozmawiać? Mam przyjść do Jezusa, bo Jezus umie rozmawiać ze mną. Ale, przyznajcie, nie jest łatwo, by przyjść na rozmowę z kimś/Kimś, zdając sobie sprawę, że mam kłopot ze słuchaniem kogoś, że mam kłopot z tym, żeby się wypowiedzieć wobec tej osoby. Ilu chrześcijan, ilu z nas może, zostawia Pismo Święte na półce tłumacząc się: „Nie umiem! Nie rozumiem! Nie potrafię! Nie dam rady!”. Opór w nas jest tak duży, że trzeba nas niejako „przyprowadzić”, a nawet „przynieść” na to spotkanie z Panem Jezusem, na taką rozmowę.

Słyszeliśmy: „przyprowadzili Mu głuchoniemego”. I już ta informacja jest zaskakująca, bo przecież choroba uszu i języka nie uniemożliwia samodzielnego chodzenia. Tymczasem, jakby tego było mało, Ewangelista w języku oryginalnym używa czasownika: „przynieśli”. To, że „przynieśli” kiedyś Jezusowi paralityka na noszach (Mk 2, 3) rozumiem, ale to, że „przynieśli” głuchoniemego, trochę dziwi. Zaskoczenie może wzróść, kiedy czytając Ewangelię w oryginale odkryjemy, że czasownik „przynosić” występuje w kilku miejscach Ewangelii, w których mowa spotkaniach Jezusa z chorymi. Na przykład, w Kafarnaum „zaczęli przynosić do Niego wszystkich chorych i opętanych” (Mk 1, 32). Albo w Betsaidzie, „przyprowadzili” (dosł. „przynieśli”) Mu niewidomego i prosili Go, aby się go dotknął (Mk 8, 22). Albo pewien mężczyzna, ojciec, wołał do Jezusa: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie (dosł. przyniosłem ci”) mojego syna, który ma ducha niemego (Mk 9, 17). „Przynieśli chorych”. A może coś w tym jednak jest, że kiedy jest się chorym, - to taki paradoks, że kiedy jest się chorym -, to trudno się samemu wybrać się do lekarza. I czasem trzeba dyskretnej, a czasem bardziej zdecydowanej pomocy kogoś z otoczenia. Czasem nawet nie wystarczy jedna osoba, potrzeba takich interwencji więcej, żeby zmobilizować chorego, by jednak poszedł do lekarza.

Uderza taka prosta rzecz, że „przyprowadzili, przynieśli” to liczba mnoga. Ile potrzeba zachęt, dyskretnych czy zdecydowanych, byśmy z wiarą sięgnęli po Pismo Święte, byśmy chorzy na duchu czy na ciele, udali się do Lekarza, jakim jest Jezusa. Może się tłumaczysz: „Nie umiem rozmawiać z Bogiem. Nie umiem rozmawiać o sobie! Może jeszcze o życiu innych to bym porozmawiał, ale o sobie? O tym, co trudne we mnie, a czasem również o tym, co piękne we mnie, nie potrafię ani mówić, ani słuchać! Jeśli tak jest ze mną czy z tobą, jeśli nie jestem otwarty, nie jestem podatny do uczenie się, nie jestem podatny na leczenie, to właśnie dlatego, będąc zamkniętym i chorym, potrzebuję spotkania z Jezusem, Zbawicielem. Potrzebuję spotkania z Jezusem, który powie do mnie: „effatha”, to znaczy „otwórz się”. To krótkie „otwórz się”, streszcza całą misję Chrystusa. Zamknięcie się człowieka, odizolowanie się od Boga czy od innych, nie dotyczy tylko wymiary zmysłów zewnętrznych. Istnieje zamknięcie wewnętrzne, które Biblia wiąże z centrum osoby, jakim jest serce. A Jezus, Zbawiciel świata, przyszedł właśnie po to, aby nas „otworzyć”, aby nas wyzwolić, aby nas uzdolnić do przeżywania relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z samymi sobą.

Dziś chciałbym wam zwrócić uwagę na takich cichych, ukrytych bohaterów tej Ewangelii. W zasadzie nic o nich nie wiemy. Nie znamy ich imion ani kondycji ich życia. Wiemy tylko, że „przyprowadzili” albo „przynieśli” głuchoniemego do Jezusa. Oni są jak Franciszek Maria od Krzyża Jordan. My wierzymy, że jest święty; jego proces beatyfikacyjny trwa, ale znany jest niewielu. Jest wielu bardziej znanych świętych. Takich też cichych i ukrytych współpracowników Jezusa, Zbawiciela, salwatorianów i salwatorianek, niekoniecznie tych chodzących w habitach, ale wielu współpracowników Zbawiciela, bardzo potrzebuje współczesny świat! Cichych, może ukrytych dla świata, ale przyprowadzających innych do Jezusa, do Salvatora, do Zbawiciela. Bo tu trzeba podkreślić z mocą, że Salvator – Zbawiciel jest jeden! I że tylko, Jezus Chrystus, Zbawiciel, może otwierać zamkniętych duchowo, leczyć chorych, wskrzeszać umarłych, przywracać życie grzesznikom! Natomiast Ten jedyny Zbawiciel, - może w swojej pokorze -, potrzebuje współpracowników.

Dziś widzimy Jezusa, który przemierza posiadłości Dekapolu. Opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie. A wiec Jezus idzie przez tereny nieżydowskie, pogańskie; moglibyśmy powiedzieć: misyjne. Bo On jest Zbawicielem wszystkich! To było coś, co leżało na sercu o. Jordanowi. Dam trzy przykłady zapisków z jego dziennika duchowego. Kilka miesięcy po święceniach kapłańskich zanotował: „Żebym mógł uratować wszystkich! (DD I 149 – XI 1878). Mając 38 lat, 8 lat po święceniach, pisze: „Wierz, ufaj, miej nadzieję, kochaj, pracuj! Wszystkich musisz doprowadzić do Chrystusa. Wszystkich, obojętnie z jakiego narodu, jesteś dłużnikiem! (DD I 192 – VIII/XII 1886). Wreszcie, kiedy ma 49 lat, pisze: „Wszystkich, o Ojcze, wszystkich, wszystkich, o mój Boże, wszystkich, o Jezu, wszystkich, o Zbawicielu Świata, chciałbym ratować z całą pasją” (DD II/12 – X/XI 1897). Ale do Jezusa, przechodzącego przez Dekapol, przyprowadzono jednego człowieka. To nam może przypomnieć bardziej znaną myśl o. Jordana: „Dopóki jest na świecie jeszcze jeden człowiek, który nie zna Boga i nie kocha Go ponad wszystko, nie możesz ani chwili spocząć” (DD II/1). I nie musimy tego jednego człowieka szukać na krańcach świata. Być może ten potrzebujący człowiek żyje bardzo blisko. Uderza mnie to, że kiedy św. Paweł pisze w pierwszym liście do Tymoteusza o wdowach, które chcą się zaangażować we wspólnocie Kościoła, wtrąca uwagę: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5, 8). Byłoby jakimś nieporozumieniem, gdy szukałbym kogoś na końcu świata, żeby mu pomóc, a zapominał o trosce o kogoś, kto jest bardzo blisko. O. Jordan nie głosił homilii dla tłumów. Nigdy nie był wikariuszem. Tak się jego życie „poukładało”. Chciał zbawienia wszystkich, gorąco pragnął zbawienia wszystkich, ale jego „parafią” była mała rodzina, mała wspólnota salwatoriańska, którą założył i która stopniowo się rozrastała.

Mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że dziś Jezus zaprasza mnie i nas, byśmy w setną rocznicę śmierci o. Jordan dostrzegli w Ewangelii tych cichych jej bohaterów, którzy potrafili zauważyć głuchoniemego i przyprowadzić go do Jezusa. To jest nasza misja! To misja nie tylko salwatorianów i salwatorianek chodzących w habitach. A Duch Święty jest w tej misji naszym wzorem i mocą. Wzorem i mocą jest dla nas Duch Święty, który jest najbardziej ukrytą z Trzech Osób Boskich. Dlaczego? Ponieważ prowadzi nas do Ojca, daje nam poznać Ojca, a sam pozostaje „w ukryciu”. Daje nam usłyszeć Jezusa, daje nam rozpoznać Słowo Ojca, a sam pozostaje „w ukryciu”. Nie mówi sam od siebie, ale mówi to, co usłyszał od Ojca i Syna, rozmawiających ze sobą. To Jego bycie „w ukryciu”, Kościół w Katechizmie po polsku nazywa „prawdziwie Boskim wyniszczeniem”. To bycie w ukryciu po hiszpańsku nazwano „ukryciem tak dyskretnym, prawdziwie Boskim” („un ocultamiento tan discreto, propiamente divino”). Duch Święty jest! Jest w pełni, w pełni Osobą, ale jest tak obecny, jakby Go nie było. Duch Święty jest tak dyskretnie i tak życiodajnie obecny jak powietrze! Bo rzeczywiście jest „Powietrzem”. Kłopot polega na tym, że możemy Go potraktować jak powietrze w dwóch znaczeniach tego zdania. Możemy Go potraktować w sposób pozytywny, jak Powietrze, i nawdychać się tego życiodajnego Powietrza, którego potrzebujemy, żeby On nas nauczył tego życia w ukryciu. Ale możemy też Go potraktować, jak powietrze, a mówimy tak czasem, kiedy chcemy powiedzieć, że ktoś kogoś ignoruje. Duch Święty jest Miłością, której potrzebujemy. Czy łatwo jest być obok drugiego człowieka „w ukryciu”? Być w pełni i stworzyć drugiemu przestrzeń, żeby on był w pełni?

Wszyscy potrzebujemy, by wziąć sobie do serca tę zachętę Jana Chrzciciela Jordana: „Prowadź rozmowy duchowe z dobrym Zbawicielem! Usiądź pokorny i otwarty u Jego stóp i słuchaj uważnie Jego słów!” (DD I/65). Pomódlmy się może dziś, byśmy sami te rozmowy duchowe ze Zbawicielem prowadzili, tak jak potrafimy, i żebyśmy innych do nich podprowadzali! Żeby Jezus w naszym i w innych życiu mógł dokonywać tego dzieła otwierania nas na Boga, na drugiego człowieka i na prawdę o nas samych.

Piotr Szyrszeń SDS

 

 


„Zaangażuj się z wiarą i miłością w swoim ‘małym’ świecie!”
Rok Ojca Jordana w Krakowie - homilia, 8 sierpnia 2018


„‘Nigdy nie wypuszczaj Pisma Świętego ze swoich rąk!’,
a poznasz, że Bóg nigdy cię nie opuścił!”
Rok Ojca Jordana w Krakowie - homilia, 8 lipca 2018


„Doświadczyć, że Bóg jest Ojcem - nasze żyć albo nie żyć”
„Wpatruj się w Krzyż – Drzewo życia! Bądź cierpliwy!”
Rekolekcje z Ojcem Jordanem – Oborniki Śl., 17-21 III 2018


„Bądźcie… naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego!”
Rok Ojca Jordana w Krakowie - homilia, 8 listopada 2017

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl