O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Bliski jest mi Piotr… ten jeszcze bez aureoli


Bliski jest mi Piotr… ten jeszcze bez aureoli

 

homilia Krzysztofa Wonsa SDS w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców
Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych 2017-2019, 16 maja 2019

2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 17, 20-26 [pierwsze czytanie wybrane wg programu Szkoły]

 

Drodzy Bracia. To nasz ostatni wieczór przy ołtarzu Jezusa - w tej wspólnocie Szkoły, w tym gronie. Przed chwilą Jan Ewangelista wprowadził nas do Wieczernika. Dla nas, zwłaszcza prezbiterów i konsekrowanych, jest to miejsce przenajświętsze. Powinno być takim zawsze. W Wieczerniku codziennie się przekonujemy, że Jezus nosił nas w sercu od założenia świata, przywołał do siebie – bo sam chciał (por. Mk 3, 14) i wyświęcił na swoich prezbiterów.

W Wieczerniku również wielu z nas konsekrował przez śluby zakonne. Poślubił w sercu. Wieczernik to nasze prezbiterium i miejsce zaślubin. Tchnął na nas swego Ducha, położył ręce i przelał ze swego do naszego serca te same uczucia i dążenia, które są w Nim (por. Flp 2, 5), aby miłość, którą Ojciec Go umiłował, w nas była i On w nas (por. J 17, 26). Miłość pasterska i miłość oblubieńcza Jezusa to nasze DNA.

W Wieczerniku jesteśmy świadkami czułej i żarliwej rozmowy Jezusa z Ojcem. O czym, a raczej, o kim rozmawia Jezus z Ojcem? O nas. Modli się za nas. Tak jest podczas każdej Eucharystii. Patrzy na nas i mówi do Ojca: „Twoimi są, Ty Mi ich dałeś” (por. J 17, 6.9). Ojciec przed wiekami złożył nas w sercu Syna. Jakie to poruszające, myśleć o tym, że każdy z nas ma w Jego sercu swoje niezastąpione miejsce. Ale tym samym mówi nam, że bardzo nam ufa. Ufa, że Go nie zranimy. Dopuszcza nas tak blisko do swojego Serca, bo ufa, że będziemy pociechą Jego serca i że Go nie zdradzimy.

Wieczernik to święte prezbiterium, do którego nie wolno przenosić instynktów i dążeń tego świata. Nie można mieszać sacrum z profanum. Tu nie ma pierwszych, drugich i ostatnich miejsc. Tu wszyscy mamy pierwsze miejsce w Jego sercu i tak powinno być w Kościele. Kiedy w Wieczerniku, jak pisze Łukasz, ci przecież neoprezbiterzy z Piotrem na czele zaczęli się wynosić jeden nad drugiego i spierać, kto z nich jest ważniejszy, Jezus od razu przypomniał, że Wieczernik – to święte prezbiterium, to miejsce służby, a nie rywalizacji (por. Łk 22, 24-27). Zaraz potem powiedział do Piotra, że usilnie modlił się za niego, aby pozostał Jego pszenicą i nigdy nie zamienił się w plewę tego świata.

Ilekroć Jezus, w naszych dłoniach (!), cudownie przemienia pszeniczny chleb w swoje Ciało za nas wydane, - i za chwilę znowu się tak stanie -, tylekroć pyta nas czy chcemy być, jak On, czy jak plewa tego świata. Rywalizacja, szukanie siebie - to plewa tego świata. Masz być Piotrze, jak Ja – pszenicą, która pozwala się zetrzeć na mąkę, by stać się chlebem dla braci. Kiedy takim będziesz, będziesz wiarygodny, a bracia utwierdzą się w wierze (por. Łk 22, 21-34).

Usiądźmy tego wieczoru w Wieczerniku obok Piotra. Przez ostatnie dwa lata stał się nam bardziej bliski, - tak myślę -, a może dla kogoś z nas - niemal jak bliźniak. Przeżywaliśmy z nim z bliska spotkania z Jezusem: od pierwszego spojrzenia, pierwszego zakochania i miłosnego przylgnięcia w Judei i w Galilei, po tamto spojrzenie na dziedzińcu arcykapłana, gdy duszę Piotra zalegały ciemności grzechu zdrady.

Zawsze sobie mówię, że zarówno to pierwsze spotkanie, jak i to ostatnie, i wszystkie inne, nawet jeśli były trudne czy dramatyczne, były piękne, jeśli były spotkaniem z Jezusem. Piotr uczył nas spotykać się z Jezusem twarzą w twarz. Razem z nim uczyliśmy się patrzeć na Niego i słuchać Go. Uczyliśmy się opowiadać Mu nasze potrzeby, nasze pragnienia, nasze uczucia. Dla mężczyzny takie zwierzanie się nie jest łatwe, ale jest bardzo uwalniające; zwłaszcza kiedy czyni się to przed Jezusem i wśród braci, którzy sobie ufają, którzy się kochają. Piotr nas tego uczył. Myślę, że zbliżyliśmy się do Piotra i do siebie bardzo. To Jezus nas zbliżył.

W Wieczerniku spotykamy Piotra, zwyczajnego człowieka, neoprezbitera, któremu co dopiero Jezus umył nogi. To Piotr bez aureoli. Aureola u Piotra pojawiła się na samym końcu, gdy się już zestarzał i dał się poprowadzić przez Innego, dokąd nie chciał (por. J 21, 19).

Mam potrzebę, aby tego wieczoru, w obecności Jezusa, w Jego Wieczerniku, podziękować Wam za dwa lata wspólnego słuchania Słowa i za dwa lata wpatrywania się w Niego na adoracji. Za to, że podzieliliście się swoją wiarą. (…) Jutro wyjedziecie, ale Wasza wiara i modlitwa, Wasza lectio divina z Piotrem, pozostaną także tutaj, w murach krakowskiego Domu Słowa. To, co duchowe, jest wieczne.

W duchu i przyjaźni chcę się podzielić z Wami moją przyjaźnią z Piotrem. Do tej pory czyniłem Wam wprowadzenia do Waszych spotkań z Piotrem. Teraz chcę powiedzieć Wam coś o moich spotkaniach z nim. Ta szczególna przyjaźń z Piotrem w moim życiu trwa od 20 lat, kiedy zacząłem z nim drogę lectio divina. Stał mi się bliski w Ewangeliach, a potem w Dziejach Apostolskich. Myślę, że każdy z Was ma kogoś bardzo bliskiego… Na żadnej stronicy tych Ksiąg nigdy nie widziałem go w aureoli. I bliski jest mi właśnie taki Piotr: ten Piotr jeszcze bez aureoli. Łatwiej mi było się z nim spotykać…

Bliski jest mi Piotr siedzący w Wieczerniku ze swoim zwyczajnym życiem, ze swoją biografią rybaka, ze swoją ognistą, ale kruchą miłością do Jezusa. Nie wiem, w którym miejscu siedział przy stole w Wieczerniku, w Wielki Czwartek, czy bliżej czy dalej od Jezusa. Ale to dla mnie nie ma znaczenia. Miał, jak każdy, swoje pierwsze miejsce w sercu Jezusa. Bo dla Niego wszyscy są pierwsi.

Bliski jest mi Piotr niepewny siebie, niepewny swojej wierności Mistrzowi, ale za to pewny miłości Jezusa, także wtedy, a może przede wszystkim wtedy, gdy spotyka się z Jego spojrzeniem na dziedzińcu swojego grzechu. Bliski jest mi Piotr, który nie wyobraża sobie życia bez Jezusa. Kiedy Go traci, to nie wie, dokąd się udać; nie wie co z sobą zrobić. Bez Jezusa nie wie, kim jest. Bez Jezusa jest nie do poznania, jakby nie był Piotrem, jakby nie był sobą. Odnajduję się bardzo w takim Piotrze.

Kocham Piotra za wiele rzeczy: za to, że zanim stał się Kefasem – Skałą, był kamyczkiem, był jednym z wielu Galilejczyków, synem niejakiego Jony z Betsaidy. Kocham Piotra za to, że przeprowadził się Betsaidy do Kafarnaum; chodziłem tak pieszo z Tabgi, to miejsce pozostanie w moim sercu na zawsze. Piotr się tak przeprowadził, jakby wiedział, że także Jezus przeprowadzi się z Nazaretu do Kafarnaum.

Kocham Piotra za jego dom nad jeziorem, którego mu szczerze zazdroszczę, gdy myślę o tym, że mieszkał u niego Jezus, tak po prostu, pod jednym dachem, siadał z Nim przy jednym stole. Może siadali razem na progu jego domu i rozprawiali. Pamiętam, kiedy pewnego dnia byłem w Galilei i oglądałem szczątki domu Szymona, chciałem koniecznie zobaczyć ten próg, który przekraczał Jezus.

Pamiętam nasze spotkanie z franciszkańskim archeologiem, Stanislao Loffredą, który zidentyfikował precyzyjnie to miejsce. Mówił, że to jedyny próg na całym świecie, o którym można powiedzieć, że przez ten próg fizycznie przechodził Jezus. Ten próg w domu Piotra pyta mnie o próg mojego pokoju. Co czuje Jezus w sercu, gdy go przekracza, gdy jest u mnie? Jak Mu jest ze mną za tym progiem? Czy nie czuje się samotny? Ten próg jest dla mnie, jak rachunek sumienia.

Bardzo bliski jest mi Piotr, gdy mówi do Jezusa, żeby odszedł od niego, bo czuje się zbyt grzeszny i gdy zrywa się rano z łóżka, by szukać Go, bo zniknął z jego domu. Wzruszają mnie, a myślę, że was także, te porywcze i ambitne Piotrowe wyznania i deklaracje. Bo, nawet jeśli nie potrafił ich spełniać, to zawsze były szczere. Nigdy nie miałem wątpliwości, że Piotr mówi szczerze. Szczerość to niezwykle cenna cecha.

Muszę wyznać, że jeszcze chętniej słucham jego płaczu za bramą dziedzińca. Nie wiem, jak wam, a mi jego płacz w Ewangeliach zawsze pomaga. Nigdy mi nie przeszkadzał i nigdy mnie nie przygnębiał. Piotr zalany łzami rośnie w moich oczach. W wyobraźni widzę go płaczącego za Jezusem, jak małe zagubione dziecko, jak tęskniące dziecko.

Ale najbardziej mnie wzrusza w dni paschalne. Przygotowując się do tej homilii pomyślałem, że jeśli, daj Boże, spotkam Piotra odźwiernego, ¬ bo mówią, że będzie u bram nieba -, to mu podziękuję za jego bieg do pustego grobu, a najbardziej za szalony bieg przez jezioro do czekającego na brzegu Jezusa.

Kocham go też za jego pytania do Jezusa, zwłaszcza za to retoryczne pytanie, które tamtego dnia, gdy wielu uczniów pokazało Jezusowi plecy i odeszło (ten kościół, który pustoszeje). On postawił pytanie właściwie sobie. Bo to jest pytanie, które – kiedy kościół pustoszeje – trzeba postawić sobie. Zawsze wzrusza mnie to pytanie Piotra: „Do kogóż pójdziemy? Mogę wyjść z kościoła, ale do kogóż pójdę?” (por. J 6, 68). „Bez Ciebie nie mam się gdzie podziać. Zająłeś cały mój świat”. Gdy przygotowywałem tę homilię, po raz pierwszy poprosiłem Piotra, żeby był patronem moich pytań do Jezusa.

Bliski jest mi także Piotr, który się buntuje, który nie rozumie Jezusa. Nawet mu zazdroszczę, że się potrafił z Nim pokłócić. Bliski jest mi Piotr, który ciągle jeszcze nie potrafi przyjąć darmowej miłości Jezusa, który nie wie, co zrobić ze sobą, gdy Mistrz klęka przez nim, by umyć mu nogi.

Bliski jest mi też Piotr speszony, nieśmiały, chowający się za Umiłowanym uczniem, bo sam nie potrafi zapytać Jezusa, kto Go zdradzi. Zawsze, kiedy spotykam go w tym Janowym wersecie, mam silne odczucie, że jest przerażony na myśl, że to on może być zdrajcą. I Piotr, który całym sobą chciał być świętym przełożonym, oparciem dla braci, skałą, która nie zawiedzie i który także całym sobą czuł, że jest zdolny zdradzić swojego Mistrza i zawieść braci.

Kiedy siadam w Wieczerniku przy takim właśnie Piotrze, nie idealnym, wtedy mi łatwiej i wtedy bardziej wierzę, nie mam nawet wątpliwości, że nie znalazłem się w prezbiterium z tytułu jakichś „świętych zasług” i że nie stałem się prezbiterem z powodu wyjątkowej charyzmy. Myślę, że wy również, a ja już się wiele razy przekonałem się w życiu, że bez Jezusa nic uczynić nie mogę; podobnie jak Piotr, który w czterech Ewangeliach bez pomocy Jezusa nie złowił ani jednej ryby.

Dobrze czuję się w Wieczerniku przy Piotrze, jakby pewniejszy wtedy darmowej miłości Jezusa, który właśnie takiego sobie wybrał, wyświęcił w Wielki Czwartek, chociaż wiedział, że tego samego dnia, neoprezbiter Piotr trzy razy się Go wyprze ani razu nie wypowiadając imienia Jezusa, jakby próbował wykreślić Go ze swojej pamięci. Bliski jest mi taki Piotr, bo pomaga mi wierzyć, że ja też mogę być blisko Jezusa pomimo moich upadków.

I słucham dzisiaj modlitwy Jezusa w Wieczerniku i widzę, jak się spełnia ta modlitwa w moim życiu; myślę, że wy również macie swoiste doświadczenie tej modlitwy. Tyle dla mnie wyprosił od Ojca. Bo prosił nie tylko za obecnymi wtedy w Wieczerniku. „Nie tylko za nimi proszę” – powiedział do Ojca. Prosił także za nami, byśmy dzięki słowu Piotra uwierzyli w Niego.

Jezu, dziękuję, że ciągle posyłasz mi Piotra. Jeszcze nigdy nie podziękowałem Ci za niego w Wieczerniku. Do tej pory dziękowałem Ci w Wieczerniku za Eucharystię, za umywanie mi nóg, za kapłaństwo, za Twoją modlitwę do Ojca. Dzisiaj Ci dziękuję także za Piotra! Kocham Cię w Piotrze.

Historia powołania tego zwykłego rybaka, którego odszukałeś wzrokiem w Galilei pogan, w tej cienistej krainie śmierci, którego nauczyłeś chodzić drogami Ducha, choć od młodości przyzwyczajony był „chodzić swoimi drogami”, tam „gdzie sam chciał” (por. J 21, 18), poszedł za Tobą aż do Rzymu; ta jego historia pomaga mi wierzyć, że ze mną także sobie poradzisz, że nauczysz mnie chodzić Twoimi drogami.

Tego wieczoru, proszę Cię, razem z moimi braćmi, tutaj zgromadzonymi, pomódl się za nas do Ojca w te dni mniej spokojne, w których nie mało dzieci Kościoła jest zagubionych z powodu grzechów zgorszenia twoich pasterzy, aby dzięki naszej miłości do Ciebie, mogły na nowo uwierzyć w Ciebie, aby miłość, którą Ojciec Cię umiłował, w nas była i Ty w nas (por. J 17, 26); byśmy dla innych stali się Piotrami.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* tytuł homilii pochodzi od redakcji;
---------------------------------------------------------------------
 


foto: w czasie Mszy św. w przeddzień zakończenia dwuletniej Szkoły Wychowawców WSD, 16 maja 2019

Od lat staram się chodzić tą drogą...
Poza Słowem nie ma życia!

homilia w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców 2015-2017, 11 maja 2017
2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 21, 15-19 [czytania wybrane wg programu Szkoły]

Pobyć z „całym” Piotrem:
Szymonem i Kefasem w jednej osobie

homilia w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców 2013-2015, 21 maja 2015
2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 21, 15-19 [czytania wybrane wg programu Szkoły]

By od progu nowicjatu i seminarium
pachniało ewangeliczną naturalnością

homilia w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców 2011-2013, 16 maja 2013
2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 21, 15-19 [czytania wybrane wg programu Szkoły]

Każdy zabiera z tej szkoły
ikonę swojego przemienienia, którą namalował

homilia w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców 2009-2011, 19 maja 2011
2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 21, 15-19 [czytania wybrane wg programu Szkoły]

 

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl