O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Słowo na jutro  Do medytacji   









  O. Jordan: „Macie głosić Chrystusa Ukrzyżowanego” ...


O. Jordan: „Macie głosić Chrystusa Ukrzyżowanego”
Z przemówień o. Franciszka M. od Krzyża Jordana (25 XII 1891)

 

#ZJordanemKuBeatyfikacji

 

homilia – III Niedziela Wielkiego Postu, 7 marca 2021
Wj 20, 1-17; Ps 19, 8-9. 10-11; 1 Kor 1, 22-25; J 2, 13-25

 

 

„Bracia: Gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1, 22-25).

„Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie». W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?». Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?». On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku” (J 2, 13-25).

 

Zbliża się beatyfikacja o. Franciszka Marii od Krzyża Jordana, założyciela zgromadzeń salwatorianów i salwatorianek. Odbędzie się ona 15 maja br. w Rzymie. I już od jakiegoś czasu sięgam po teksty biblijne z liturgii stawiając sobie pytanie, - a w zasadzie byłoby lepiej powiedzieć, stawiając Bogu pytanie - i prosząc Ducha Świętego, by wskazał mi słowo, które rzuci światło na tajemnicę życia o. Franciszka Jordana, na jakiś aspekt jego życia i posługi. I z takim nastawieniem dzisiaj sięgam po teksty liturgiczne, aby odkryć to słowo Boże, które nie tylko mnie, ale i nas, poprowadzi, nie tylko przygotowując do zbliżającej się beatyfikacji o. Jordana, ale będąc mi/nam pomocą na mojej/naszej drodze do świętości. „Na co zda się wszystko inne, jeśli nie będziemy dążyć do świętości?” – to jest pytanie, które kiedyś o. Jordan postawił swoim synom duchowym. A my moglibyśmy zapytać, na co zda się beatyfikacja, która ma się wkrótce odbyć, i inne beatyfikacje czy kanonizacje, które się odbywają, jeśli nie pobudzałyby one mnie/nas do wejścia na drogę świętości czy do wytrwałego kontynuowania mojej/naszej drogi do świętości? O. Jordan mówił: „Weźcie to sobie za regułę: ‘Muszę stać się podobnym do boskiego obrazu’. Nie szczędźcie żadnych wysiłków! ‘Muszę być święty, nawet jeśli ludzie będą mną pogardzali, lekceważyli mnie, drwili ze mnie – obym tylko podobał się Bogu, obym tylko był święty’. ‘Niech to kosztuje, ile chce’” (przemówienie z kapituły domowej, 20 kwietnia 1894).

Zanim podzielę się słowem z liturgii, które najbardziej mnie poruszyło, chcę nawiązać do słów, które usłyszeliśmy w zakończeniu odczytanego fragmentu Ewangelii: „Jezus wszystkich ZNAŁ i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem WIEDZIAŁ, co jest w człowieku” (w obu przypadkach występuje tutaj czasownik gr. „GINOSKO”). Drodzy, od kilku lat, od czasu do czasu, wraca do mnie intuicja, którą papież Franciszek wyraził ogłaszając Rok Miłosierdzia: „Tym, co pobudzało Jezusa we wszystkich okolicznościach, nie było nic innego jak miłosierdzie, które pozwalało Mu czytać w sercach swoich rozmówców i odpowiadać na ich najprawdziwszą potrzebę” (MV 8). Nie ma innych motywów działania Jezusa względem mnie i względem nas niż miłosierdzie. Odnieśmy to do obrazu z dzisiejszej Ewangelii. Jezus sporządza sobie jakiś bicz ze sznurów, zaczyna wypędzać przekupniów, przewracać stoły… Tym, co Go pobudzało do działania, jest miłosierdzie i tylko miłosierdzie; nie ma innych motywów Jego działania. Oczywiście, możemy pytać, dlaczego tak działa? Jezus w świątyni działa tak, a nie inaczej, ponieważ widocznie nie ma innego sposobu dotarcia do tych, z którymi się spotyka, a w których sercu czyta. Jezus, ponieważ zawsze pobudza Go miłosierdzie, czyta w naszych sercach i w naszym życiu, jak w otwartej księdze. On nie tylko ma dużo wiedzy o mnie/nas, ale dogłębnie zna moją/naszą sytuację i kondycję. I słowem, które do mnie/nas mówi albo gestami, które czyni, zawsze trafia w przysłowiową dziesiątkę. Zawsze trafia w sedno tego, czego potrzebuję/potrzebujemy. Odpowiada nie na moje/nasze zachcianki, ale trafia w samo sedno moich/naszych potrzeb. 30-letni ks. Johann Baptist Jordan krótko po święceniach kapłańskich zapisał w dzienniku duchowym zdanie, które było owocem jego lektury duchowej: „To, czego ludziom najbardziej brakuje, to poznać Boga” (DD I/144). W tym zdaniu nie chodzi jedynie o wiedzę. Wiedza o Bogu też jest ważna, ale tu chodzi o poznanie Boga, o doświadczenie. Można przecież wiedzieć, że Bóg jest Życiem i daje życie, i nadal pozostawać w sytuacji bez życia. Pierwsi chrześcijanie określali czasem siebie imieniem: „żyjący”. Mówili: „Dotąd byliśmy umarli. Dopóki nie spotkaliśmy w Jezusie Chrystusa Boga, byliśmy umarli; wydawało nam się, że żyjemy. Ale od momentu, kiedy doświadczyliśmy w sobie życia, które On nam dał, od kiedy Jego życie objawiło się w nas, żyjemy; jesteśmy żyjący”. Sama wiedza takiej przemiany w nas nie dokonuje. Jeśli pozwalam Jezusowi wejść w moją rzeczywistość, rzeczywistość ku śmierci, On ją zmienia w rzeczywistość życia. To jest poznanie Boga, którego najbardziej potrzebujmy. Spróbujmy sobie wyobrazić Jezusa obecnego wśród nas i wsłuchać się jeszcze raz w słowa Ewangelisty: „Jezus wszystkich ZNAŁ i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem WIEDZIAŁ, co jest w człowieku”. W każdym z nas, tu obecnym, Jezus czyta jak w otwartej księdze i chce odpowiedzieć na to, co dziś jest naszą największą potrzebą. Warto z wrażliwością posłuchać, co mnie porusza; jakie słowo, jakie zdanie albo obraz Bóg chce dziś uczynić kanałem łaski, która popłynie od Boga do mnie, aby życie Boże objawiło się w nas.

A dziś w liturgii przykuwa moją uwagę słowo św. Pawła: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego”. Apostoł Narodów pisze do chrześcijan z Koryntu i ukazuje kontekst swojej działalności. Mówi, że Żydzi szukają znaków, szukają cudów, czekają na Mesjasza triumfującego. Grecy, czyli druga część ludzkości, szukają mądrości. A my? My głosimy Chrystusa Ukrzyżowanego, który… dla Żydów szukających cudów jest zgorszeniem. Jeśli ktoś nastawił się na cuda, to patrząc na Jezusa, konającego na krzyżu, a więc nie dokonującego cudu zejścia z krzyża, jest zgorszony. Dla Greków szukających mądrości krzyż jest głupotą. A dla nas, którzy doświadczyliśmy w sobie życiodajnej łaski, która objawiła się właśnie w Jezusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, Chrystus jest mocą i mądrością Bożą. Pokazuje też św. Paweł, jak bardzo różnią się perspektywa Boża i perspektywa tego świata: „To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (zob. 1 Kor 1, 22-25).

Zatrzymałem się przy tych słowach: „My głosimy Chrystusa Ukrzyżowanego”, z których liczyłem, że zaczerpnę jakby snop światła, które naświetliłoby mi jakiś aspekt życia o. Jordana. Ale najpierw przypomniał mi się wywiad, który przed laty pewien włoski dziennikarz przeprowadził z Janem Pawłem II. Wywiad ten był planowany jako telewizyjny, ale ostatecznie ukazał się jedynie w formie książkowej pt. „Przekroczyć próg nadziei”. Vittorio Messori pytał wówczas Jana Pawła II m.in. o to, dlaczego Bóg nie objawia się w sposób bardziej wyraźny? Dlaczego się ukrywa? Dlaczego tajemnicza strategia Boga wydaje się przypominać zabawę w chowanego ze stworzeniami? Dlaczego Bóg się ukrywa? Dlaczego nie objawia się wyraźniej? Można by powiedzieć: dlaczego Bóg nie zrobi czegoś tak spektakularnego i wielkiego, by cały świat padł przed Nim na kolana, tymczasem ogromna większość ludzkości nie zna Jezusa Ukrzyżowanego jako prawdziwego Boga.

Papież odpowiedział: „Samo-objawienie się Boga łączy się z Jego ‘uczłowieczeniem’. (…) On naprawdę stał się człowiekiem w swoim Synu i narodził się z Dziewicy i właśnie w tym narodzeniu, a w szczególności poprzez mękę, krzyż i zmartwychwstanie, samo-objawienie się Boga w dziejach człowieka osiągnęło swój zenit: objawienie się niewyrażalnego Boga w widzialnym człowieczeństwie Chrystusa”. I nieco dalej pisze: „Czy jednak - starajmy się być bezstronnymi w naszym rozumowaniu - Bóg mógł pójść dalej (…), w swym zbliżaniu się do człowieka, do jego ludzkiej kondycji, do jego możliwości poznawczych? Wydaje się, że poszedł najdalej jak tylko mógł, dalej już iść nie mógł. Poszedł w pewnym sensie za daleko…! Czyż Chrystus nie stał się ‘zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan’ (1 Kor 1, 23). Właśnie prze to, że Boga nazwał swoim Ojcem, że tego Boga tak bardzo objawiał sobą, iż zaczęto odnosić wrażenie, że za bardzo…! W pewnym sensie człowiek już nie mógł tej bliskości wytrzymać i zaczęto protestować. Ten wielki protest nazywa się naprzód Synagogą, a potem Islamem. I jedni, i drudzy nie mogą przyjąć Boga, który jest tak bardzo ludzki. Protestują: ‘To nie przystoi Bogu’. ‘Powinien pozostać absolutnie transcendentny, powinien pozostać czystym Majestatem - owszem, Majestatem pełnym miłosierdzia, ale nie aż tak, żeby sam płacił za winy swojego stworzenia, za jego grzech’. W pewnym sensie słusznie więc można mówić, że Bóg za bardzo się odsłonił człowiekowi w tym, co jest najbardziej Boskie, co jest Jego wewnętrznym życiem, odsłonił się w swej Tajemnicy” (Przekroczyć próg nadziei. Jan Paweł II odpowiada na pytania Vittoria Messoriego, Lublin 1994, s. 47-49).

Po lekturze cytowanego fragmentu wywiadu, pytałem siebie, na czym polega protest Synagogi czy Islamu. Jak protestuje Synagoga? Protestuje: „Niech Bóg będzie ‘Święty, Święty, Święty; w świątyni, w Miejscu Świętym w Przybytku, za zasłoną, gdzie wejść mógł tylko kapłan, ale żeby miał być obecnym na krzyżu, na Golgocie, w tym przeklętym miejscu… Nie, to jest niedopuszczalne! Paradoks polega na tym, że kiedy Jezus umrze na krzyżu, Ewangeliści zaznaczą, że zasłona w przybytku została rozdarta na dwoje, z góry na dół. Dostęp do Miejsca Świętego został więc otwarty dla wszystkich. A jak protestuje Islam? „Niech Bóg będzie czystym Majestatem, nawet Majestatem pełnym Miłosierdzia, tam wysoko, w niebie. My Mu będziemy bili pokłony aż do samej ziemi, ale nie ma takiej możliwości, żeby On, który jest Panem, klęknął przede mną, aby mi myć nogi! To niedopuszczalne, aby On, Pan, mi służył! Tak być nie może, aby On, Pan, mył mi nogi!”. Zobaczcie, jak ważne jest odkrycie, że Bóg jest Miłością, ponieważ tylko Miłość jest zdolna się tak uniżyć. I nie myślmy, że to są formy protestu, które wydarzyły się jedynie kiedyś albo gdzieś tam, w innych religiach. Ten protest, rodzący się z poczucia, że Bóg zszedł za nisko i blisko, odkryć możemy i w nas. Protestujemy tak, jak Synagoga: „Święty Bóg w kościele, w tabernakulum… Niech będzie! Ale ja jestem zbyt grzeszny, żeby On wszedł do mojego domu. Jestem zbyt grzeszny, by On wszedł w moje życie i próbował coś zmieniać”. I tak, droga świętości we mnie nie może się rozpocząć, ponieważ nie wpuszczam Boga w moje życie. Potrzebowałbym Go jako Tego, który mnie przemieni i uświęci, ale nie godzę się, aby wszedł w mój brud.

Protestujemy tak, jak Islam, kiedy nie pozwalamy, aby Bóg zajmował się zwyczajnymi sprawami mojej codzienności. Pozwalamy Bogu, żeby się zajmował kwestiami „liturgicznymi”, ale nie dopuszczamy Go do żadnej kwestii naszego codziennego życia; nie pozwalamy, aby Ewangelia czy Dekalog dotykały jakiejś kwestii z naszego codziennego życia. Ogromne niebezpieczeństwo, które możemy zaobserwować w sobie, to trzymanie Boga na tzw. „bezpieczny dystans”, aby przypadkiem nie zszedł na nasz teren. Skutek jest taki, że z przestrzeni, które najbardziej potrzebują w nas miłości, wypychamy Boga i nie doświadczamy tam życia.

Żydzi szukają znaków. Potwierdza to dzisiejsza Ewangelia: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas?”. A Jezus odpowiada: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo”. Jezus mówi, że znakiem, w jakim Bóg objawi się światu, jest On, ukrzyżowany („Zburzcie tę świątynię”) i zmartwychwstały („a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo”). Słuchający tych słów, a wśród nich nawet uczniowie Jezusa, myśleli, że ON mówi o świątyni materialnej, którą przez wiele lat budowano. Dopiero po zmartwychwstaniu, kiedy trzeciego dnia zmartwychwstał, dzięki Duchowi Świętemu przypomnieli sobie, co powiedział i uwierzyli, że mówił o sobie. To jest znak, który Bóg daje światu, szukającemu cudowności i nastawionemu na coś spektakularnego: Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały. Może jeszcze Jezusa triumfującego byśmy przyjęli, ale nie ma „z-martwych-wstania” bez wcześniejszego doświadczenia śmierci („martwych”). Dlaczego Bóg, który jest wszechmogący, wybiera taki sposób działania, w którym jest element porażki? Posłuchajmy notatki o. Jordana z jego dziennika: Szukamy sukcesów? Osiągniemy je, jeżeli będziemy ich oczekiwać wyłącznie od łaski, oczywiście nie zaniedbując takiej z nią współpracy, jakiej żąda Bóg; i sukcesy będą zwykle tym większe, im mniej znajdziemy w nich uznania i jeśli dojdą do skutku wśród przeciwności i w cieniu krzyża. Drognens, 1.8.1906” (DD II/100-101). Drodzy, droga do świętości, droga do sukcesu, to często droga przez krzyż, przez mękę, to droga przez lata ukrytej pracy. Ci, których dziś podziwiamy jako mistrzów w różnych konkurencjach sportowych (to taki pierwszy z brzegu przykład), przez lata podejmowali i podejmują pracę i wyrzeczenia w ukryciu. Ile porażek ponosili w życiu! Ile razy coś im nie wychodziło, coś się nie udawało!

W Boże Narodzenie 1891 roku, kiedy dom salwatorianów w Rzymie opuszczała kolejna, trzecia grupa misjonarzy, którzy udawali się do Assam w Indiach, gdzie była pierwsza salwatoriańska placówka misyjna, o. Franciszek Jordan, żegnając ich, wręczył im krzyże, mówiąc: „(…) daję wam dzisiaj krzyż jako znak nieustannej łączności z Chrystusem; macie głosić Chrystusa ukrzyżowanego, bądźcie – sami ukrzyżowani – obrazami, naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego i nie dajcie się zwieść pozorom świata. Nie sądźcie, że będziecie prowadzić dusze do nieba inną drogą niż Jezus, wieczna mądrość. Jeśli zatem chcecie tam prowadzić dusze nieśmiertelne, musicie iść boską drogą, tj. być naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego i w całym waszym myśleniu, postępowaniu i działaniu mieć przed oczyma Ukrzyżowanego, tak abyście to nie wy działali, ale Chrystus w was. A gdy tylko popatrzycie na krzyż, przypomnijcie sobie, że głosicie Ukrzyżowanego i że musicie przeciwstawiać się zasadom tego świata….

W różnych miejscach znajdują się figury o. Jordana. Dwa proste sygnały. Często w lewej ręce o. Franciszek Maria od Krzyża trzyma zwiniętą w rulon regułę, opatrzoną pieczęcią. Komunikat, który daje tym gestem, swoim duchowym synom, salwatorianom, jest taki: „Zachowuj tę regułę, a dojdziesz do świętości! Bądź wierny w rzeczach drobnych, a dojdziesz do świętości!”. Przesłanie dla żyjących w innych stanach życia jest analogiczne: „Bądź wierny zwyczajnym obowiązkom wynikającym z twojego życiowego powołania, a dojdziesz do świętości! Zacznij od wierności w rzeczach drobnych!”. To „przesłanie” lewej ręki. A w prawej wyciągniętej ręce o. Franciszek trzyma przed sobą krzyż i wpatruje się w ten krzyż (trzyma krzyż tak, jak wielu spośród nas trzyma smartfona i wpatruje się w jego ekran). Ta prawa ręka z krzyżem, w który się wpatruje, mówi o jego życiu, które było nieustanną adoracją Ukrzyżowanego. Jordan szedł przez życie i nieustannie rozważał zupełnie niezrozumiały dla świata sposób działania Boga. Nieustannie rozważał tę prawdę, że w ukrzyżowanym Jezusie Bóg zniżył i zbliżył się do niego (do mnie), żeby przemienić jego (moje) życie. Bóg przemienił życie o. Jordana. Czasem prostolinijnie mówię, że o. Jordan za życia był znany niewielu i dziś też wielu o nim nie słyszało. Jaki wzór świętości Kościół nam podaruje przez jego beatyfikację? Myślę, że Kościół w o. Jordanie postawi nam przed oczami kogoś, kto jak każdy ojciec czy matka z oddaniem zajmował się rodziną, którą z woli Bożej założył. O. Jordan z woli Bożej założył zgromadzenia zakonne salwatorianów i salwatorianek i całe życie spędził na zajmowaniu się rozrastającymi się wspólnotami, które założył. Miał wielkie pragnienia: żeby cały świat został zbawiony; ale skupił się na trosce o swoich synów i córki duchowe, którzy poszli na cały świat. I to była dla niego droga do świętości. W codzienności, w ukryciu, bez spektakularnych wydarzeń, bez wielkiej mądrości… Nie zostawił po sobie żadnych napisanych przez siebie książek. Mamy tylko kilkadziesiąt przemówień, które stenografujący współbracia utrwalili dla potomnych.

Nie mów, że jesteś zbyt grzeszny, aby Święty Bóg wszedł w twoje życie i je przemienił! Nie mów, że wszystko stracone i nic już się nie da zrobić. Nie mów, że twoje życie jest zbyt zwyczajne, aby Bóg się nim zajmował. A gdy przychodzą ci do głowy takie myśli, posłuchaj i daj się przekonać Ukrzyżowanemu, który nalega: „Chcę wejść w twoje życie i je przemienić! Chcę wziąć na siebie twój grzech, a tobie dać życie! Chcę Cię uświęcić! Chcę być życiem w twoim życiu! Chcę, żeby w twoim życiu było 100% życia! Chcę, żebyś mógł wyznać: ‘teraz żyję’, ‘jestem żyjący’”. Droga do świętości w punkcie wyjścia to działanie Boga w nas. Potem dochodzi nasza współpraca. „Macie głosić Chrystusa ukrzyżowanego” – nalega o. Jordan. „Gdy tylko popatrzycie na krzyż, przypomnijcie sobie, że głosicie Ukrzyżowanego…”. Patrząc na krzyż, przypomnijcie sobie Boga, który chce wejść w wasze życie i je przemienić, i je uświęcić. Patrząc na krzyż, przypomnijcie sobie Boga, który zszedł w otchłań naszej grzesznej rzeczywistości i w naszą codzienność, by je uświęcić, by je przemienić.

Kończąc… Kiedy o. Jordan chciał powiedzieć coś ważnego salwatorianom czy salwatoriankom, swoim synom czy córkom duchowym, używał czasem zwrotu: „Kładę wam na sercu”. To również tytuł książki, która ukazała się całkiem niedawno, będącej zapisem rekolekcji, które Józef Tarnówka SDS prowadził dla salwatorianek i salwatorianów. Jednak również osoby spoza tych wspólnot, dzięki tej publikacji mogą poznać to, co dla o. Jordana było ważne i znaleźć wsparcie na swojej drodze do świętości. Kiedyś w dniu imienin (4 października 1892 r.), kiedy współbracia złożyli mu życzenia, dziękując za nie, mówił: Was, którzyście w szczególny sposób wyrazili dzisiaj swoją wierność, napominam, abyście nie wybierali nigdy innej drogi niż droga krzyża. Dlatego gdy widzicie krzyż, pomyślcie, gdzie mamy iść, jaką drogę musimy przejść! (…) Nie dajmy się zatem zwodzić – stoimy w opozycji do świata, bo świat jest przeciwnikiem krzyża. Tę naukę o krzyżu kładę wam dzisiaj do serca z całą mocą, gdyż kocham was, a ponieważ was kocham, pragnę dla was wiecznego dobra.

PSz

 

________________________

 

„Kładę Wam na sercu. Rekolekcje z ojcem Franciszkiem od Krzyża Jordanem”
[ Wydawnictwo Salwator, Kraków 2021 ]


REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE Z OJCEM FRANCISZKIEM JORDANEM
[ wsd.sds.pl/wydarzenia/wp21 ]


ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl