O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 7-15 lutego 2018 - info i homilie cz ...


Rekolekcje Lectio Divina
7-15 lutego 2018

 

W dniach 7-15 lutego 2018 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 75 osób, którym towarzyszyło ośmiu kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia byli zaangażowani: czterech duszpasterzy CFD, dwóch innych kapłanów (archidiecezja przemyska, zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo) oraz dwie siostry zakonne (zakon Urszulanek Unii Rzymskiej, zgromadzenie misyjne Służebnic Ducha Świętego).

Uczestnicy modlili się słowem Bożym z Ewangelii wg św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza. W ramach etapu tzw. pogłębienia przeżywali lectio divina z Maryją do wybranych fragmentów z Ewangelii. Wprowadzenia do modlitwy dawali duszpasterze CFD. Etap pogłębienia prowadził Joachim Stencel SDS.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie – część druga
10-12 lutego 2018 >>>
.

homilie – część trzecia
13-15 lutego 2018 >>>
.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
7-9 lutego 2018

---------------------------------------------------------------------

Daje nam wcześniej i „znacznie więcej” niż my Mu dajemy
homilia – środa 5. tygodnia zwykłego (rok I), 7 lutego 2018 r.
1 Krl 10, 1-10; Ps 37, 5-6.30-31.39-40; Mk 7, 14-23

NAGRANIE HOMILII Z 7 LUTEGO 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Na progu ośmiodniowych rekolekcji wsłuchujemy się w historię z pierwszej księgi Królewskiej opowiadającą o wizycie królowej Saby w Jerozolimie, u króla Salomona. Spróbujmy zobaczyć siebie w tym obrazie. Z jednej strony jest to łatwe, bo tu, na rekolekcjach, chcemy spotkać się z Jezusem Chrystusem, który jest większy od Salomona, i którego mądrość nieporównanie, o niebo, o całe niebo, przewyższa mądrość Salomonową. Z drugiej strony trudno zobaczyć się w tym obrazie, bo pewno nie przyjechaliście do Krakowa „ze świetnym orszakiem i wielbłądami dźwigającymi wonności i bardzo dużo złota oraz drogocennych kamieni”. Przyjechaliście sami, z bagażem, którego rozmiary znacznie ograniczyły środki komunikacji, które mieliście do dyspozycji.

Mnie poruszyła informacja, którą kończyło się dzisiejsze pierwsze czytanie, a mianowicie, że królowa Saby „dała królowi sto dwadzieścia talentów złota i bardzo dużo wonności oraz drogocennych kamieni”. Autor księgi dodaje, że „nigdy nie przyniesiono więcej wonności od tych, które królowa Saby dała królowi Salomonowi”. Ale nie zwróciłbym na tę informację, gdyby nie coś, co autor księgi zaznaczył kilka wersetów później, a czego dziś nie słyszeliśmy. Otóż, również Salomon obsypał królową Saby prezentami. Nie tylko zadziwił ją mądrością, ale podarował jej „wszystko, w czym okazała swe upodobanie i czego pragnęła”, czyli spełnił jej oczekiwania, spełnił jej pragnienia, ale oprócz tego, a nawet najpierw, sam, z własnej woli, obdarował ją „z królewską hojnością”, obdarował ją „z gestem”, moglibyśmy powiedzieć, jak przystało na króla (1 Krl 10, 13). Autor drugiej księgi Kronik opowiadając to samo wydarzenie wspomni, że Salomon podarował jej „[znacznie] więcej niż to, co sama przywiozła królowi” (2 Krn 9, 12 – [BP]). I to jest pierwsza intuicja, która chciałbym, żeby nam mocno zapadła w serce, że Bóg chce nam dać „z królewską hojnością”, z Bożą hojnością, wcześniej niż Go o to poprosimy i chce nam dać znacznie więcej niż to, co my jesteśmy Mu w stanie dać. Przecież również to, co Mu przynosimy na Eucharystię jako owoc pracy naszych rąk, owoc naszych zmagań, u swoich źródeł ma Jego hojność. Ziarno i winogrona, z których przygotowujemy chleb i wino, składane na ołtarzu, to Jego dary. A On przecież teraz daje nam „znacznie więcej”. Daje nam „znacznie więcej”, bo daje nam Ciało i Krew swego Syna.

Jezus, z którym się spotykamy, to ktoś „więcej niż Salomon” (Mt 12, 42; Łk 11, 31). O Nim św. Paweł napisał do Koryntian: „znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Prawdziwym bogactwem nie jest to, co Jezus może nam dać, ale On sam, On - Dawca wszelkich darów, który sam staje się Darem! Może i Bóg nie daje nam skarbów tego świata, tak jak Salomon dał królowej Saby, ale w Jezusie daje nam znacznie więcej, bo daje nam Siebie. Ubóstwem swoim nas ubogacił: daje Siebie! I zaprasza, byśmy Go w tym, w takiej hojności, naśladowali. I tu znajduję kolejną ważną intuicję na czas rekolekcji. Kluczem do „zagadek”, które ze sobą przywozimy, do „enigm”, które nosimy w swoich sercach, jest Misterium Paschalne. Jezus Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały jest Kluczem, którego potrzebujemy, żeby otworzyć skarbce naszych serc. Miłość otwiera serca. Jezus, który dał Siebie, ten Jezus, otwiera nasze serca. W jaki sposób? Przede wszystkim pokazując, że On niczego nie zabiera, ale że On wszystko daje! Jesteś bezpieczny i jesteś bezpieczna, bo Bóg niczego nie chce ci zabrać! Bóg chce cię obdarować! Bóg chce ci dać „znacznie więcej” niż to, co ty możesz Mu dać. Więc z jednej strony jesteś bezpieczny, a z drugiej strony… taka Miłość jest w pewien sposób „niebezpieczna”. Dlaczego? Ponieważ otwiera nasze serca, ponieważ prowokuje naszą wolność do tego, żebyśmy będąc bezpiecznymi i niezagrożonymi tym, że coś chce się nam zabrać, żebyśmy poczuli pragnienie dawania, dawania siebie, tak jak to zrobił Jezus. W tych dniach będziesz mieć okazję uczyć się hojności od samego Mistrza, od Jezusa Chrystusa. Uczestnicy etapu pogłębienia będą mogli jej się uczyć od Mistrzyni, którą jest Maryja.

Autor księgi pisze, że królowa Saby przybyła, aby Salomona „osobiście wypróbować przez roztrząsanie trudnych zagadnień” (1 Krl 10, 1). Tekst hebrajski mówi, że przyjechała „wystawić go na próbę przez trudne pytania” (dosł. z TH). Przyjechał, aby „przez zagadki poddać próbie jego mądrość” (BP). Była to forma rozmowy, wymiany zdań, w której lubowali się nie tylko ówcześni dyplomaci, ale również ludzie z innych warstw społecznych. Rozmowa. A czym jest lectio divina, jeśli nie rozmową? Sobór Watykański II mówił o tym w konstytucji o Objawieniu Bożym: „modlitwa towarzyszyć powinna czytaniu Pisma świętego, by ono było rozmową między Bogiem a człowiekiem. Gdyż…” i tu cytuje św. Ambrożego: „do Niego [Boga] przemawiamy, gdy się modlimy, a Jego słuchamy, gdy czytamy boskie wypowiedzi” (DV 25). Jaka to rozmowa?

Widzimy z jednej strony królową Saby, która odbyła z Salomonem rozmowę „o wszystkim, co ją nurtowało”. Bardziej dosłowny przekład Biblii Poznańskiej mówi, że była to rozmowa: „o wszystkim, co leżało jej na sercu”. Królowa Saby rozmawiała z Salomonem „o wszystkim, co było w jej sercu” (dosł. z TH). A więc te zagadki, trudne sprawy, te trudne zagadnienia, trudne pytania, którymi „doświadczała” czy „wystawiała na próbę” Salomona, to były zmyślone zagadki, wymyślone sprawy, wydumane zagadnienia czy pytania, ale to było coś, co ją angażowało osobiście, ponieważ stanowiło jej życie. A on, Salomon, jak reagował? Odpowiedział na wszystkie sprawy i „nie było sprawy ukrytej przed królem” (dosł. z TH). T akie jest literalne tłumaczenie tekstu hebrajskiego: „nie było sprawy ukrytej przed królem”. To mi przypomina Natanaela i jego pełne zadziwienia pytanie: „Skąd mnie znasz?” (J 1, 48). Zadziwienie. Królowa Saby też „wpadła w zachwyt”. Jezus mówi do Natanaela: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym” (J 1, 48). Wszystko jest odsłonięte przed oczami Tego, któremu musisz zdać świadectwo (Hbr …, …). Jezus zna twoje życie. Jezus zna twoją dotychczasową drogę modlitwy Słowem. I jak Natanaelowi obiecuje ci: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to” (J 1, 50). Znów wraca to „więcej” charakterystyczne dla Boga.

Czego sobie życzyć na ten czas? Myślę, że pięknie oddał to św. Hieronim. Ponieważ tłumacząc to opowiadanie na język łaciński włożył w usta królowej Saby takie wyznanie, które mi przypomina starożytne powiedzenie: „veni, vidi, vici” („przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”). Nam Polakom może ono przypominać słowa Jana III Sobieskiego z listu do papieża Innocentego XI po zwycięstwie pod Wiedniem: „venimus, vidimus, Deus vicit” („przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył”). Królowa Saby według św. Hieronima mówi tak: „veni et vidi oculis meis et probavi” („przybyłam, zobaczyłam na własne oczy i doświadczyłam”). Doświadczyłam czegoś, czego do tej pory ni wiedziałam. Dotąd nie wiedziałam nawet połowy z tego, czego teraz dowiedziałam się osobiście. Właśnie dlatego, że przybyłam. Przybyłam, zobaczyłam i dowiedziałam się osobiście. Życzę wam takiego doświadczenia Natanaela, doświadczenia królowej Saby, że Bóg wie „znacznie więcej” o nas, niż my wiemy o sobie, i tego doświadczenia, że Bóg chce nam dać i daje nam „znacznie więcej” niż to, co my jesteśmy Mu w stanie dać.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Z tej głuchoty i niemoty może wyleczyć tylko Bóg
homilia – piątek 5. tygodnia zwykłego (rok I), 9 lutego 2018 r.
1 Krl 11, 29-32; 12,19; Ps 81, 10-11b.12-15; Mk 7, 31-37

NAGRANIE HOMILII Z 9 LUTEGO 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Jesteśmy dzisiaj w okolicach Dekapolu, gdzie dochodzi do spotkania Jezusa z głuchoniemym i tymi, którzy go do Niego przyprowadzili. Jesteśmy więc w bliskości dziesięciu miast, w większości pogańskich kulturowo i w sposobie życia, gdzie „przewala się” wiele spraw, wiele problemów, gdzie nie brakuje gwaru, pośpiechu, gdzie toczy się życie, w którym głuchoniemy nie może uczestniczyć. Nie może uczestniczyć w bogactwie życia, a właśnie do bogactwa życia, do pełni życia, wezwał człowieka Bóg. Są jednak wokół niego ludzie, którzy próbują słuchać Boga i potrafią cieszyć się bogactwem życia. To właśnie oni usłyszeli o Jezusie, uwierzyli w Jezusa i Jezusowi. To dzięki nim głuchoniemy może znaleźć się blisko Jezusa. Głuchoniemy jest symbolem człowieka zamkniętego na słowo Boga. Takie zamknięcie było powszechne w krainach pogańskich. Wielu nawet słuchało Pana Boga, ale Go nie słyszało. A jeśli się nie słucha Słowa, to często nie ma się nic do powiedzenia. W naszym życiu, podejrzewam, że były, są i może będą sytuacje, gdy „dopadnie” nas ów brak słuchu i nie będziemy mieć nic do powiedzenia. Z tej głuchoty i niemoty może wyleczyć tylko Bóg.

Jezus wychodzi naprzeciw tej biedzie, wychodzi naprzeciw temu człowiekowi, ale tym razem dzieje się to przez pośrednictwo drugiego człowieka, przez pośrednictwo wspólnoty. Drugi człowiek, który słucha Boga i żyje „pod jednym dachem” z Jego słowem, może doświadczać pełni życia i jego bogactwa, i nim się dzieli. I tego doświadcza głuchoniemy. Miał szczęście, że spotkał wokół siebie takich bliźnich. Ci zobaczyli, jak on jest biedny i nieszczęśliwy, dlatego przyprowadzili go do Jezusa. I już tu, moi kochani, dokonało się pierwsze jego otwarcie. To bardzo ważny krok na drodze do nowego życia: otworzyć się na pomoc; otworzyć się na Boga, którego nie słyszę, o którym jeszcze nie mogę nic powiedzieć, otworzyć się na Boga pośrodku swojej biedy. Bóg często posługuje się pośrednictwem. Tak jest w całej wspólnocie Kościoła. Trzeba jednak zgody na pomoc. Trzeba zaryzykować otwarcie się, trzeba zaryzykować zawierzając drugiemu. Najbardziej dramatycznymi sytuacjami są te, w których nie chcemy sobie dać pomóc, - z powodu obojętności czy lekceważenia -, kiedy wydaje nam się, że sami sobie poradzimy albo kiedy dochodzimy do wniosku, że tak już będzie do końca, że trzeba będzie już z tym żyć. Takie postawy pogłębiają głuchotę i niemotę. Głuchoniemy pozwala Jezusowi zająć się swoją biedą.

Jezus bierze go osobno od tłumu. Tu dokonuje się coś bardzo ważnego, tu dokonuje się jego „exodus” jego wyjście, a temu wyjściu towarzyszy też cisza. To konieczne warunki, by usłyszeć słowo. Jezus bierze go osobno od tłumu. Temu spotkaniu towarzyszy swego rodzaju intymność. Tak Jezus traktuje każdego: traktuje każdego w sposób jedyny i niepowtarzalny. Tak dzieje się tu, na rekolekcjach, gdzie jesteśmy we wspólnocie, a jednak Jezus ze swoim słowem do każdego z nas przychodzi osobiście. Każdego bierze na bok, każdego dotyka. Dotyka swoim słowem. Temu słowu – w przypadku głuchego i niemego – towarzyszą dodatkowe znaki. Jezus dotyka palcem jego uszu, aby mógł słuchać. Dla Ojców Kościoła palec był symbolem Ducha Świętego, a więc Jezus pomaga mu wreszcie usłyszeć to, co za chwilę powie. „Śliną dotknął mu języka”. Ślina dla Ojców Kościoła była znakiem smaku Bożej mądrości. Sama litera nie wystarczy. Między słuchaniem i działaniem potrzebny jest zawsze Duch Święty z całym bogactwem Jego darów. Wszystko zaś dzieje się w jedności z Ojcem. Jezusowe spoglądanie w niebo przypomina podobny Jego gest podczas rozmnożenia chleba, kiedy także spojrzał w niebo, w stronę Ojca. Jezus nieustannie pragnie nas karmić swoim życiem. Pragnie stawać się życiem dla każdego. A Jego westchnienie jest preludium do tego westchnienia, które oddał na krzyżu. Słowo, które kieruje z krzyża, jest zawsze zdolne pokonać wszelkie zamknięcia. Potrafi uzdrowić z każdej głuchoty.

I będąc dopiero w ten sposób przygotowanym, głuchoniemy w spotkaniu z Jezusem słyszy słowo: „effata” , „otwórz się”. Słowo, które przedziera się przez dramat jego zamknięcia, przez dramat jego biedy. Słowo, które działa z mocą i wyzwala. Słowo, które otwiera granice bólu, bezradności, cierpienia i nędzy. Słowo, które prowadzi do nadziei i radości. Bez słowa Jezusa, bez otwarcia się na nie i przyjęcia go z wiarą, pozostałby głuchy i niemy. I my, moi kochani, stańmy blisko Jezusa podczas tej Najświętszej Ofiary, i tak samo każdego dnia, choć nasze oczy nie potrafią Go dostrzec, choć nasze uczy nie potrafią Go usłyszeć (tego doświadczył ten biedny człowiek), to jednak prośmy Jezusa, by nas uzdalniał swoim słowem do doświadczania nowego życia; aby uzdrawiał nasze uszy, uszy naszego serca, abyśmy mogli Go słyszeć; abyśmy mogli się z Nim jednoczyć; abyśmy mogli doświadczać uzdrowienia. Prośmy Jezusa, aby uzdrawiał nasze usta, by mogły wypowiadać słowa przeniknięte Jego słowem życia. Jezus pragnie szczęścia każdego i każdej z nas. Pragnie nieustannie nas wyzwalać i uzdrawiać z tego, co nie pozwala na się cieszyć w pełni życiem.

„Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”. Oby dzisiaj i każdego dnia każdy z nas tak właśnie mógł mówić o Jezusie, doświadczając spotkania z Nim: „Panie, Dobrze wszystko uczyniłeś. Niech będzie uwielbione święte imię Twoje”. Amen.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl