O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 30 VI - 8 VII 2018 - info i homilie ...


Rekolekcje Lectio Divina
30 czerwca - 8 lipca 2018

 

W dniach 30 czerwca - 8 lipca 2018 r. przeżywaliśmy rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 96 osób, którym towarzyszyło 10 kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia było zaangażowani: pięciu duszpasterzy CFD, dwóch innych kapłanów (archidiecezja przemyska, zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo) oraz trzy siostry zakonne (zgromadzenie misyjne Służebnic Ducha Świętego, zgromadzenie Sióstr od Aniołów, zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu).

Uczestnicy modlili się słowem Bożym z Ewangelii wg św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza. W ramach etapu tzw. pogłębienia przeżywali lectio divina do wybranych fragmentów Starego Testamentu pt. „W szkole biblijnych bohaterów”. Wprowadzenia do modlitwy dawali duszpasterze CFD, etap pogłębienia prowadził Ryszard Stankiewicz SDS.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

 

homilie – część druga
3-5 lipca 2018 >>>
.

homilie – część trzecia
6-8 lipca 2018 >>>
.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
30 czerwca - 2 lipca 2018

---------------------------------------------------------------------

 

Oby Jezus zdumiewał się każdego dnia naszą wiarą!
homilia – sobota 12. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 30 czerwca 2018
Lm 2, 2.10-14.18-19; Ps 74, 1b-7.20-21; Mt 8, 5-17

NAGRANIE HOMILII Z 30 CZERWCA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

U początku naszej drogi rekolekcyjnej jesteśmy z Jezusem i wszystkimi, którzy gromadzą się wokół Niego w Kafarnaum. Spróbujmy najpierw przybliżyć się do Niego, jak to zrobił setnik. Potem, spróbujemy się znaleźć w domu Piotra. A może ktoś z nas odnajdzie się pośród tych, zostali do Jezusa przyniesieni czy przyprowadzeni w swoich biedach czy chorobach.

Najpierw widzimy, że naprzeciw Jezusa wychodzi z prośbą poganin. Prosi Jezusa, aby przyszedł i uzdrowił jego sługę: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi” (Mt 8, 6). Setnik przychodzi i prosi Jezusa. Był poganinem, tym bardziej zdumiewa jego postawa. Był człowiekiem, który miał ludzi „pod sobą”. Był kimś, od kogo inni byli zależni, jak zresztą o tym słyszymy. Znał wartość słowa i moc, jaką ma słowo wypowiadane przez niego do jego podwładnych. Miał świadomość, że słowa i wykonanie tych słów stanowią całość. Ale wobec choroby i cierpienia zobaczył swoje granice, zobaczył swoją niewystarczalność. Zobaczył, że jego słowo nie jest w stanie pomóc słudze, którego bardzo kochał, jak z tego wynika. Słowo, którego Ewangelista używa tutaj na oznaczenie sługi, może oznaczać również „dziecko” albo „syn”; nadto mówi o nim do Jezusa: „mój”. Znaczy to, jak bardzo zażyła była więź między nim a jego sługą, czy też dzieckiem albo synem; jak bardzo mu na nim zależało, a więc jak wielka miłość nim kierowała. Nie był to więc dowódca „bez serca”, na zimno wydający i wykonujący rozkazy, ale ktoś bardzo wrażliwy, bardzo czuły. Zależało mu na słudze, który był chory, sparaliżowany. Jezus jest zdumiony zachowaniem tego poganina. Dlaczego? Ponieważ setnik potrafił wyjść, dał się podnieść i ponieść wierze, która zrodziła się w jego sercu; nie w momencie, gdy zobaczył Jezusa [oczami ciała], ale gdy zobaczył Go wcześniej. Z pewnością wcześnie słyszał o Jezusie i to słowo albo to, że był świadkiem uzdrowienia kogoś, zrodziło w nim wiarę. Zobaczył w Jezusie kogoś, kogo słowo przekracza każde ludzkie słowo. My, kochani, podczas tych dni również będziemy się spotykali ze słowem Jezusa, które jest większe od każdego słowa ludzkiego, które jest większe od każdej ludzkiej słabości, które jest większe od każdego paraliżu i od każdej biedy. Potrzeba jednak tego, by przyjść do Jezusa z otwartym sercem, jak to uczynił ów poganin. Jezus jest zdumiony jego wiarą i podkreśla to bardzo mocno. Ale jest również zdumiony niewiarą tych, do których przyszedł, a którymi są synowie Izraela. Jezus podkreśla wiarę tego poganina, ale też podkreśla ze smutkiem niewiarę tych, do których przyszedł. To często jest obraz naszego serca, dlatego u początku tych dni rekolekcyjnych warto zobaczyć, z jakim sercem staję przed Jezusem: ile jest we mnie wiary setnika i ile jest we mnie niewiary tych, o których Jezus powiedział ze smutkiem: „U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary, [jak u tego człowieka]” (Mt 8, 10).

Przejdźmy do domu Piotra, gdzie Jezus przychodzi i spotyka się z chorą teściową Piotra. Widzimy, że tutaj ani ona nie prosi o uzdrowienie, ani nie czyni tego nikt z uczniów. Jezus idzie i sam działa. Takie jest Jego serce. To, moi kochani, jest prawda o każdym z nas. Jezus zaprasza nas do współudziału, do relacji. Ale warto sobie uświadomić u początku rekolekcji, ile Jezus w nas uzdrowił bez prośby z naszej strony; ile Jezus już tej gorączki w nas obniżył bez prośby z naszej strony, dlatego że nie byliśmy w stanie poprosić. Gorączka nas „uziemiła”. I nie chodzi tu tylko o gorączkę fizyczną czy o jakąś chorobę, - choć tutaj akurat tak jest -, ale zwróćmy uwagę na te wszystkie gorączki, które uniemożliwiły nam w ogóle służbę Bogu czy drugiemu człowiekowi. To Jezus zawsze jest przy nas i trzyma nas za rękę. I warto - za te momenty Jego darmowej służby nam - podziękować u początku tych rekolekcji.

Trzeci obraz. Widzimy Jezusa, który słowem wypędza złe duchy i leczy wszelkie choroby. Tu warto zobaczyć tych wszystkich, dzięki którym wielu z nas albo nawet wszyscy zostaliśmy ocaleni; tych, którzy w modlitwie wstawienniczej przynosili albo przyprowadzali nas do Jezusa, gdy sami nie byliśmy w stanie tego uczynić. To wielka łaska, wielkie błogosławieństwo! Ile każdy z nas takiej modlitwie wstawienniczej zawdzięcza! Jezus leczy swoim słowem. Słowo Jezusa ma ogromną moc. Jego obecność ma ogromną moc uzdrawiającą. Sami często nie wiemy, jak to się dokonuje. Taki jest Jezus! Ale Jezus zdumiewa się zawsze, kiedy zaskakujemy Go naszą wiarą. Oby tego zdumienia Jezus doświadczał każdego dnia podczas tych dni, kiedy będziemy do Niego przychodzili, jak ów setnik; kiedy będziemy otwarci na Jego działanie, jak teściowa Piotra; kiedy będzie nas swoją obecnością „ujmował za rękę” budując z nami jedyną i niepowtarzalną więź, której pięknym owocem była posługa tej kobiety; kiedy będzie uwalniał nas od wszystkich demonów, które nie pozwalają nam kochać Boga, drugiego człowieka i siebie. Bo w Nim jest owa przeogromna moc, a nie w nas. Nie z nas wychodzi ta moc, ale zawsze z Niego.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

 

Od uzdrowienia do spotkania twarzą w twarz z Jezusem
homilia – 13. Niedziela Zwykła (rok B), 1 lipca 2018
Mdr 1, 13-15; 2, 23-24; Ps 30, 2.4-6.11-12a.13b; 2 Kor 8, 7.9.13-15; Mk 5, 21-43

NAGRANIE HOMILII Z 1 LIPCA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

1. „Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy ujrzał Jezusa, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła»”. Pierwsza intuicja, przy której chciałbym się z wami zatrzymać, może się komuś wydać nieco „nie na miejscu”. Być może źródłem tej intuicji jest fakt, że tu i teraz, w prezbiterium i w czasie rekolekcji, jest tylu księży, ale również to, że sam jestem księdzem. Widok Jaira, ojca, który pada do stóp Jezusa, przypomniał mi coś z listów św. Pawła do Tymoteusza i do Tytusa. W tych listach znajdziemy katalogi przymiotów, jakie winni posiadać „presbiteroi” i „episkopoi”, czyli „starsi” i odpowiedzialni za wspólnotę, „doglądający” wspólnotę (te pojęcia nie do końca pokrywają się z dzisiejszymi księżmi i biskupami). Wśród tych przymiotów jest też taki: prezbiterem może być „mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność” (Tt 1, 6); a „episkopos”, czyli „doglądającym”, według listu do Tymoteusza, może być „mąż jednej żony, (…) dobrze zarządzający własnym domem” (1 Tm 3, 2.4). Generalnie, wszystkie przymioty tam wymienione, nie tylko te, które wspomniałem, nie dotycząc wzniosłej duchowości czy wysokich kwalifikacji intelektualnych. Owi „presbiteroi” i „episkopoi” mieli być przede wszystkim osobami o głębokiej dojrzałości ludzkiej. Obraz Jaira; obraz ojca, którego dwunastoletnia córka „dogorywa”, jest na łożu śmierci; obraz ojca, który pada do nóg Jezusa, by prosić za swoją córkę, konfrontuje mnie z pytaniem o to, czy i kiedy ostatnio tak walczyłem na modlitwie o jakąś osobę. To nie jest pytanie o to, kiedy się modliłem ani o to, kiedy upraszałem łaskę Boga na jakąś – przepraszam za wyrażenie – „akcję duszpasterską”. To jest pytanie o zmaganie modlitwy, w którego centrum są osoby, o których mógłbym powiedzieć, jak św. Paweł mówił o Tymoteuszu, o Tytusie czy o Onezymie: „dziecko moje” (1 Tm 1, 2; Tt 1, 4; 1 Flm 10).

2. W historię związaną z wskrzeszeniem córeczki Jaira wpisana jest inna historia, historia uzdrowienia kobiety od dwunastu lat cierpiącej na krwotok. W obu historiach, choć szczególnie w drugiej, zwróciłem uwagę na powtarzające się słowo gr. „polys” (liczny, wiele, wielu). Tłum, który towarzyszył Jezusowi jest „liczny”, tworzy go wiele osób. Ta kobieta wycierpiała „wiele”, jak mówi Ewangelista, od „wielu” lekarzy. Jej dramat brzmi w informacji: „całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło”; wydała wszystko, nic sobie tym nie pomagając, ale „miała się jeszcze gorzej”. W domu Jaira Jezus spotka „wielu” płaczących i lamentujących. Wcześniej była informacja, że Jair prosił Jezusa „usilnie” (gr. „polla”, wiele). I opowiadanie kończy się informacją, że Jezus przykazał „z naciskiem” (gr. „polla”, wiele), żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby dziewczynce dano jeść. „Wiele, wiele, wiele…”, które jest jakby tłem, na którym widzimy jedną dziewczynkę, przegrywającą zmaganie ze śmiercią, i jedną kobietę, przegrywającą zmaganie z chorobą. Jedna dziewczynka i jedna kobieta w licznym tłumie. I widzimy Jezusa, który usłyszawszy prośbę Jaira… Co robi? „Odchodzi z nim”. Zostawia tłum, zabiera tylko trzech uczniów, w domu Jaira odsuwa wszystkich, a nawet dosłownie „wyrzuca” wszystkich, zabierając jedynie matkę i ojca dziecka, i zajmuje się… jedną osobą. Jak w przypowieści, według której pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i szuka jednej, bo taka jest teraz wola Ojca niebieskiego. W tych rekolekcjach, Jezus widzi mnie i ciebie pośród „wielu”, i zgodnie z wolą Ojca chce się ze mną i tobą spotkać.

3. Benedykt XVI w adhortacji o słowie Bożym napisał, że dzięki Chrystusowi „wiara przybiera kształt spotkania z Osobą, której powierzamy własne życie” (VD 25). Nasze życie, kondycja naszego życia może być różna. Jedni odnajdą się kobiecie od kilkunastu lat zmagającej się z czymś, co odbiera jej siły. To jest sytuacja kogoś, z kogo całymi latami „wypływa energia”, ucieka energia, i kto nie może znaleźć, przepraszam za wyrażenie, tej „dziury”, którą energia ucieka, a nawet jeśli ją już znalazł, nie znajduje sposobu, by tę „dziurę” zatkać i energia ucieka. Poruszające jest stwierdzenie, że gdy kobieta dotknęła się Jezusa, „zaraz też ustał jej krwotok”, ale tu oryginał jest bardzo dosadny: „zaraz wysuszyło się źródło krwi jej”. Źródło się wysuszyło i to zaraz, a to znaczy, że Jezus leczy źródło, a nie jedynie objawy. To my czasem koncentrujemy się jedynie na tym, żeby usunąć ból, a nie źródło bólu i problemu. Robimy wszystko, by jedynie zbić gorączkę, choć to też jest ważne, ale nie wystarczające, nie zajmując się wirusem. Nie wystarczy zajmować się jedynie objawami czy zewnętrznymi przejawami problemu, trzeba pozwolić Lekarzowi, Jezusowi, leczyć sedno problemu. Wrócił do mnie bardzo mocny obraz, kiedy Jezus mówi do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, że są jak groby pobielane. To jest dramat, gdy jesteś jak grób i zamiast otworzyć grób (tak, wszyscy by zobaczyli to dziadostwo i poczuliby ten smród), żeby wpuścić Jezusa, czyli żeby wpuścić Życie, do środka tego grobu, to my zajmujemy się… Czym? Zajmujemy się malowaniem grobu na biało, żeby nikt nie go zauważył; malowaniem tego, co na zewnątrz. Może się zdarzyć, że całą troskę, - zamiast na ujawnieniu problemu, może pośród łez -, koncentrujemy na trosce o makijaż, żeby się nie rozmył (cała troska, żeby się na rozmowie nie rozpłakać, a nie na tym, żeby ujawnić źródło bólu; nie wiem, czy się odnajdujecie w takim opisie).

Inni być może odnajdą się w dwunastoletniej dziewczynce, która wchodzi w życie i już straciła to życie. To sytuacja, gdy wszystko zapowiadało się tak obiecująco i już na początku życia małżeńskiego, kapłańskiego czy zakonnego, na wejściu w życie, które zapowiadało się tak obiecująco czy na początku posługi wydarzyła się sytuacja, że jesteś jak umarły, jak „chodzący trup”. Wszystko padło.

4. Kobieta cierpiąca na upływ krwi, mówi Ewangelista, „weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza”. Przyszła do Jezusa „w tłumie”, ale Ewangelista dodał, że przyszła „z tyłu”. Być może nie taki był jej zamiar, ale to, co ona robi, trochę przypomina próbę wykradzenia czegoś. Tymczasem, nie można Panu Bogu „wykraść” łaski, a tym bardziej nie można tego zrobić niepostrzeżenie. Nawet jeśli już uda się to zrobić, to nie można tego zrobić niepostrzeżenie. Jezus natychmiast się orientuje, że moc wyszła z Niego. Życie nie polega na wykradaniu łaski i Panu Bogu naprawdę nie trzeba wykradać łaski, ale czasem, żeby nam było „fajnie”, On na to pozwala. Może dlatego św. Teresa od Dzieciątka Jezus na kilka dni przed śmiercią tak sobie wyobrażała swój pobyt w niebie: „Będę kradła… Dużo rzeczy w Niebie zniknie, bo je wam przyniosę… Będę małą złodziejką, będę brała wszystko, co mi się będzie podobało” (31 VII 1897). Bóg chętnie daje łaski, ale zależy Mu na tym, by dać nam Siebie Samego. Czujemy też, że Teresa od Dzieciątka Jezus w tym, co mówi jest dzieckiem, jest jak dziecko. Istotą tego, co ona mówi jest to, że ona będzie się zachowywała jak dziecko. Możnaby zadać pytanie, dlaczego Jezusowi tak bardzo zależy na tym, by ujawniła się ta kobieta? On dobrze wie, która to była. Dobrze wie, która to była, ale dlaczego tak bardzo Mu zależy, żeby ona się ujawniła? Dlatego, że to będzie ciąg dalszy uzdrowienia.

Pomógł mi tu komentarz do tego wydarzenia, zrobiony w klimacie południowo-amerykańskim. Ta kobieta nie wiedziała, kim jest Jezus, nie znała dogłębnie Jezusa. On uszanował jej wiarę, taką wiarę „mało uczoną”, ale chciał tego, by ona mogła Go poznać „twarzą w twarz”. W tym komentarzu czytamy, że wiele osób prosi o sakramenty jako o rzeczy święte, nie szukając Chrystusa. A Chrystus? Chrystus robi wszystko, byśmy zbliżyli się do Niego; byśmy zbliżyli się do Niego, ale nie „z tyłu”, jak ci, którzy chcą „wykraść” nieco łaski i pójść sobie, ale byśmy spotkali się z Nim, rozmawiając z Nim. Ciekawe, że Jezus nie powiedział do tej kobiety: „twoja wiara cię uzdrowiła”, tylko powiedział: „twoja wiara cię uratowała, ocaliła”. Pierwszym etapem jest wprawdzie uzdrowienie ciała, ale Jezusowi zależy również na drugim etapie, czyli na spotkaniu twarzą w twarz z tą kobietą, czyli zależy Mu na relacji dwóch osób. Powtórzę więc jeszcze raz za Benedyktem XVI, że dzięki Chrystusowi „wiara przybiera kształt spotkania z Osobą, której powierzamy własne życie” (VD 25). To Jezus ma inicjatywę, żeby doszło do takiego właśnie spotkania. My możemy mieć np. odruchy celnika, który bije się, oczywiście, w piersi, bo jest grzeszny, ale „nie śmiał nawet oczu wnieść ku niebu”. Albo mamy odruch Jaira, który „upadł Jezusowi do nóg”. A Jezus, nas, którzy upadamy przed Nim na kolana, być może chce podnosić na poziom swoich ust, byśmy spotkali się z Nim twarzą w twarz. Chyba o to chodzi w tych rekolekcjach, by się spotkać się twarzą w twarz z Jezusem, by przeżyć siebie jako osobę przed Osobą. Chyba nie chodzi o to, żeby jedynie ukraść trochę łaski.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl