O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Świat ludzkich myśli i uczuć. Aktualność przesłania Ewagriusz ...


Świat ludzkich myśli i uczuć.
Aktualność przesłania Ewagriusza z Pontu
i innych ojców pustyni

SZKOŁA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO
2-4 marca 2018

 

W dniach 2-4 marca 2018 r. odbyła się sesja rekolekcyjna „Świat ludzkich myśli i uczuć. Aktualność przesłania Ewagriusza z Pontu i innych ojców pustyni”, którą prowadząili Józef Augustyn SJ i Piotr Słabek. Dzielimy się nagraniami/tekstami homilii...

info o sesji >>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji rekolekcyjnej wygłosili
Ryszard Stankiewicz SDS, Józef Augustyn SJ i Krzysztof Wons SDS *

---------------------------------------------------------------------

Zapytajmy o stan Bożej winnicy w sercach Polaków
homilia – piątek 2. tygodnia Wielkiego Postu, 2 marca 2018 r.
Rdz 37, 3-4.12-13a.17b-28; Ps 105, 16-21; Mt 21, 33-43.45-46

NAGRANIE HOMILII Z 2 MARCA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Najpierw chciałbym zwrócić waszą uwagę na pewien drobny wątek z pierwszego czytania, który pozwoliłem sobie nazwać „celebryckim”. Celebryta, kiedy spadają mu słupki popularności, szuka sposobu, aby je podnieść na nowo, z powrotem. Często ucieka się do wywołania skandalu, a później do tego, by ten skandal nagłośnić. Wtedy nieważne dla niego jest to, co o nim mówią, źle czy dobrze, ale jest ważne, że o nim mówią, dużo mówią. A mówi telewizja i radio, rozpisują się gazety czy media społecznościowe. Słupki rosną, a celebryta znowu jest w centrum uwagi. Bracia Józefa mieli quasi podobny problem. Pytali głosem Judy, jaką będą mieli korzyść z tego, że uśmiercą swego brata, a nie ogłoszą tego, nie ujawnią tego wszem i wobec; będą musieli z tą tajemnicą, ukrytą w swoich sercach, żyć do końca życia. Cały „splendor” z tego zbrodniczego czynu, jeśli można tak powiedzieć, przypadnie dzikiemu zwierzowi, którego mieli oskarżyć i potem rzeczywiście oskarżyli o pożarcie brata. Józef chwalił się swymi snami, swoją szatą z długimi rękawami, a oni nie będą się mogli pochwalić swym czynem, którego zamierzali dokonać wobec swego brata. Ostatecznie, wiemy to, znalazło się rozwiązanie, nawet bardzo „humanitarne” i przynoszące im korzyść. Sprzedali brata w niewolę, zarobili dwadzieścia sztuk srebra, a winę za śmierć swego brata, Józefa, jak wspomniałem, zwalili na dzikiego zwierza.

Czas Wielkiego Postu, który przeżywamy, to czas intensyfikacji naszych czynów miłości, czynów dobroci, czynów miłosierdzia. Chcemy czynić ich w tym czasie i nie tylko w tym czasie, jak najwięcej, pamiętając jednak o zaleceniu Pana Jezusa, który prosił nie tylko w odniesieniu do postu, modlitwy i jałmużny, aby je czynić nie robiąc rozgłosu, szumu, wrzawy; nie zwracając uwagi na siebie, ale aby czynić to w pokorze serca, w ukryciu, wobec Tego, który widzi w ukryciu. Czas Wielkiego Postu to również czas, kiedy demaskujemy zło, które niszczy nasze serca i najlepiej, kiedy czynimy to w zaciszu konfesjonału u źródeł Bożego Miłosierdzia, w sakramencie pokuty i pojednania. A wszystko to chcemy czynić po to, by nie tyle rosły nasze słupki popularności, ile pragniemy u kresu tego czasu, jakim jest Wielki Post, być Bożymi celebrytami. Chcemy celebrować Święta Wielkanocne z ogromną radością i godnością. Chcemy celebrować Zmartwychwstałego. Chcemy wpaść w ramiona wielkanocnej radości, a nie w ramiona wielkanocnej nieokiełznanej konsumpcji.

Ze słów Ewangelii wynika, że także my, Polacy, należymy do szczęściarzy. Bo oto Gospodarz podarował nam nie tylko winnicę, ale wręcz swoje królestwo. Chcemy pytać o stan Bożej winnicy w sercach Polaków; pytać o owoce. Zapewne są serca (w domyśle: Polaków), które ciągle usiłują zagłuszyć głos Bożych sług, które to sługi upominają się u nich o plon Bogu należny. I nie dlatego, że nie chcą się z Panem Bogiem podzielić, ale dlatego, że nie mają czym. Bo winnica, którą otrzymali w dzierżawę, została przez nich doprowadzona na skraj bankructwa, a jeśli rodzi, rodzi cierpkie i gorzkie owoce. Stąd taka niechęć do tych, którzy przypominają o tym, aby być winnicą pełną życia. Są serca, które wcale nie myślą o tym, by zabić Dziedzica, a które jednak chcą Go wykorzystać do swoich własnych celów. To serca, które nie tyle szanują Jezusa, ile Go tolerują. To nie On mówi do nich: „Pójdźcie za Mną!”, ale to one mówią do Niego: „Pójdź za nami, a uczynimy Cię na swój obraz i podobieństwo! Uczynimy z Ciebie Boga, który będzie na nasze usługi!”. Dopiero kiedy Pan zdecydowanie odmówi, uśmiercają Go w swoim sercu i w swojej duszy. Są też serca, które nie sprzedadzą Pana Jezusa, jak uczynił Judasz czy jak uczynili bracia Józefa, sprzedając Jezusa za trzydzieści srebrników czy Józefa za dwadzieścia sztuk srebra. Nie sprzedadzą Jezusa za tak śmieszne pieniądze; nie sprzedadzą. Dlatego te serca, wykorzystując uroczystości związane z Jezusem, sprzedają towary i usługi za miliony, a może nawet za miliardy złotych, dolarów czy euro. To one, te serca, rozpoczynają przygotowania do świąt, choćby Bożego Narodzenia, długo przed Adwentem. To dzięki tym sercom zające nie wyginęły i nawet mają się dobrze, gdy chodzi o zające wielkanocne. Są wreszcie serca, które w sprawowaniu władzy publicznej, kościelnej czy rodzicielskiej, chętnie odwołują się do Bożego autorytetu, zapominając przy tym, czym jest władza według tego Bożego autorytetu. A według Bożego autorytetu władza to służebna miłość, to ofiarność, to poświęcenie, to być sługą, a nawet niewolnikiem wszystkich. Owszem, one służą, ale sobie i jakiejś wąskiej grupie interesów, a z życia innych wyciskają, co się da; wyciskają do ostatniej kropli dla siebie.

Ale na szczęście są serca, które nie tylko szanują Dziedzica, ale Go kochają. Starają się tę miłość przekuwać codziennie na zażyłą, piękną i owocną relację. Są serca, które we właściwej porze i o czasie oddają Gospodarzowi plon Jemu należny. I nie trzeba im o tym przypominać. Doskonale wiedzą, kiedy należy to uczynić i czynią to z ogromną radością. W sercach tych ludzi Boża winnica nieustannie się rozwija, rozkwita, jest coraz piękniejsza, a owoce są coraz dorodniejsze. Królestwo zaś, Boże królestwo, w tych sercach się umacnia. Można by było pytać, gdzie znaleźć takie serca. Ufam, mam głęboką nadzieję i przekonanie, że szukając tych serc nie musielibyśmy opuszczać tej kaplicy. Amen.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Maryja - Matka i uczennica Syna, kobieta walcząca
homilia – sobota II tygodnia Wielkiego Postu, 3 marca 2018 r.
Ap 12, 1-18; Ps 45, 11-12.14-17; J 19, 25-27
[teksty czytań wybrane dla grupy rekolekcyjnej]

NAGRANIE HOMILII Z 3 MARCA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Józef Augustyn SJ

---------------------------------------------------------------------

Im wcześniej Bóg zrobi porządek w świątyni mojego serca, tym lepiej
homilia – III Niedziela Wielkiego Postu (rok B), 4 marca 2018 r.
Wj 20, 1-17; Ps 19, 8-11; 1 Kor 1, 22-25; J 2, 13-25

Powoli zbliżamy się w liturgicznym czasie Kościoła do centrum czasu Wielkiego Postu. To już niemal środek. W tym czasie, nazwijmy go, „centralnym”, słowo Boga przypomina nam o tym, kto jest w centrum, kto ma być w centrum naszego czasu, w centrum naszych dni, w centrum naszego życia. Zacznijmy jednak od pierwszego czytania, które po raz pierwszy mnie poruszyło w ten oto sposób, że Bóg, kiedy wypowiada słowo Dekalogu, Dziesięć Słów, to zanim je wypowie, mówi o tym, co centralne, co ma być na początku, co ma być zawsze pierwsze, a raczej, Kto ma być zawsze pierwszy w życiu, a wtedy wszystko w życiu się porządkuje. „Ja jestem Pan, Bóg twój”. Jeden jest Bóg! I dlatego każde z Dziesięciu Słów, niemal wszystkie, oprócz tego, które jest wypowiedziane jako czwarte, niema wszystkie rozpoczynają się od „nie”: „Nie…, nie…, nie…”. „Nie to jest Bogiem, nie tamto jest Bogiem”. Jeden jest Bóg! Wszystko, co zaczynamy w życiu absolutyzować, musi nas prędzej czy później rozczarować, bo absolutny jest tylko Bóg. To, co kochamy nad Boga, co zaczynamy w życiu ubóstwiać, a dzieje się to często w sposób niedostrzegalny, niezauważony, musi nas rozczarować. I takie rozczarowanie jest błogosławieństwem, bo jest odczarowaniem tego, co uznawaliśmy za Boga, a co Nim nie jest. Tylko Bóg nas w życiu nie rozczaruje! Tylko On jest absolutny! On ma być w centrum!

I tak naprawdę w Dziesięciu Słowach, Bóg przypomniał pierwszą stronicę Biblii, którą później św. Jan w prologu Ewangelii skomentuje: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku…” (J 1, 1-2). To Ono mnie stworzyło i mnie stwarza. To Słowo, bez którego nie istnieję i które jest dla mnie źródłem życia, bez którego wszystko zaczyna prowadzić ku nieprawdzie. Tym Słowem jest On, Jezus Chrystus! Bo my nie jesteśmy religią Księgi. Jesteśmy religią Słowa osobowego, żywego. Tym Słowem, które ma być w centrum naszego życia, jest On, który dzisiaj przychodzi do świątyni i w niej się objawia. Dlaczego jest smutny? Bóg, Syn Boga, przychodzi do swojej świątyni i jest smutny. Smutny był już w drodze do świątyni. Już z daleka widział, że ona jest świątynią bez Boga, to znaczy, że jest świątynią, w której Bóg nie zajmuje pierwszego miejsca. A świątynia z definicji, z natury, ma mówić, że Bóg jest najważniejszy, że Bóg jest pierwszy. Każdy kamień w tej świątyni, każde złoto, każdy ornament, wszystko, co w niej się znalazło, ma mówić o tym: „Ja jestem Pan, Bóg twój”. Ma mówić, że Bóg jest pierwszy, że On jest najważniejszy i że jeśli tak nie jest, wszystko w tej świątyni jest kłamstwem jest zaprzeczeniem tego miejsca. On to widzi z daleka. U św. Łukasza w Ewangelii, tak jak i u św. Mateusza, będzie płakał nad Jerozolimą, która nie rozpoznaje swojego Boga; nie rozpoznaje Boga, który przychodzi do swojej świątyni, a oni Go z niej wyrzucają. Potem Go także wyrzucą poza mury miasta. Jak bardzo można się w życiu pomylić: przychodzić codziennie do świątyni i zamiast Boga, któremu ta świątynia została zbudowana i zgotowana, czcić siebie, dzieło własnych rąk, własne myśli, własne uczucia, własne przekonania, własne plany.

Kochani, ile razy musimy wyznać to, – począwszy ode mnie, który teraz do was mówi –, że jestem w świątyni i Bóg nie jest pierwszy: pierwsze są moje myśli, moje zmartwienia, moje plany; Bóg nie jest pierwszy. Im wcześniej zrobi porządek w świątyni mojego serca, tym lepiej dla mnie. David Turoldo, marysta, poeta, wspaniały kapłan, tak pisze o tym płaczu Boga: „Sądzę, że tego dnia kamienie Jerozolimy oblały się zimnym potem. Może odtąd wapno już nie wiązało. Łuki odczuwały swą kruchość. Fundamenty popękały. Tego dnia, gdy Jezus zapłakał, miasto poczuło bliską śmierć. Tego dnia miasto umarło”. Świątynia, w której Bóg nie jest pierwszy, – a po to świątynie są budowane, żeby nam ciągle przypominać, że On jest pierwszy –, nikomu nie jest potrzebna, a na pewno nie Bogu. Bóg się nigdy nie zgodzi na taką świątynię, w której jestem pierwszy przed Nim. Bo Bóg jest zazdrosny, zazdrosny o mnie, zazdrosny o moje życie w pełni, zazdrosny o moje życie szczęśliwe i uporządkowane. Dlatego nigdy się nie zgodzi na to, by On był drugi, bo tylko wtedy, gdy On jest pierwszy, życie jest uporządkowane. Pamiętamy tę często powtarzaną myśl św. Augustyna, biskupa Hippony, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. Tylko On, Bóg, może porządkować. Czy pamiętamy, jak zaczął stwarzać? Od czego zaczęło się to dzieło i tak nieustannie to dzieło jest kontynuowane? Zaczął od porządkowania! Bóg zaczął oddzielać światło od ciemności, wody górne od wód dolnych, noc od dnia… Porządek – od tego rozpoczyna się harmonia. Bóg jest źródłem harmonii, jest źródłem porządku, a wtedy wszystko staje się piękne i dlatego następne dni stworzenia wydobywały piękno. Wszystko zaczynało być piękne, na niebie i na ziemi. Kiedy pozwalamy Bogu porządkować nasze życie, oddzielać to, co prawdziwe, od tego, co fałszywe; oddzielać Tego, który jest Bogiem, od tego, co nie jest Bogiem, wtedy zaczyna się wszystko w życiu porządkować.

Zatrzymał mnie fakt, warto o tym przypomnieć, – idziemy do Ewangelii wg św. Jana –, że ten Ewangelista oczyszczenie świątyni umieszcza, jako jedyny, na początku Ewangelii. U św. Jana Ewangelia jest tak pisana, że ma swoje trzy momenty, w rytmie których jakby toczy się wszystko. To są trzy Paschy. Pierwsza Pascha to ta, o której mówi dziś Ewangelia. Jezus przychodzi i rozpoczyna od porządkowania świątyni. Nie da się życia duchowego rozpocząć, pozostając w bałaganie. Nie da się życia duchowego rozpocząć, pozostając dwuznacznym. Nie da się życia duchowego prowadzić, pozostając zakłamanym. Nie da się życia duchowego prowadzić, kiedy Bóg nie jest pierwszy. Bo życie duchowe to życie w Duchu Świętym; to życie, w którym dajemy się prowadzić przez Ducha Ojca i Ducha Syna. I dlatego Jezus płacze. Dlatego bierze do ręki bicz i, jak mówi A. Pronzato, musi zepsuć to święto, by wszyscy wiedzieli i zobaczyli, że jest bałagan. Jezus nie czyni bałaganu, ale On ten bałagan ujawnia tak, aby wszyscy go zobaczyli, aby wszyscy się poruszyli, a może nawet aby się zagniewali. Tyle tylko, że istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek w bałaganie swój gniew przenosi na Boga, tak jak ci obecni w świątyni zaczynali swój gniew przenosić na Jezusa. Nie rozumieli, że Jezus przychodzi porządkować, a nie bałaganić życie. I Jezus wypowiada słowa pełne bólu. Widzę także łzy w Jego oczach. Takie jest Słowo. Słowo jest zawsze pełne miłości i cierpi, kiedy widzi nas w bałaganie. I dlatego zaczyna od porządkowania. I to jest pierwsza Pascha, pierwsze przejście.

Drugie przejście, druga Pascha, jest w Ewangelii wg św. Jana w szóstym rozdziale. „A zbliżało się święto żydowskie, Pascha” (J 6, 4) – znowu rozpoczyna tak samo. I zdziwienie, bo tym razem Jezusa nie spotykamy w Jerozolimie. Spotykamy Go w Galilei, na peryferiach. Spotykamy Go w Galilei, o której Judejczycy mówili: „To jest ta gorsza część naszego kraju. To ci, którzy spoganieli, którzy zdradzili Boga. My mamy świątynię. My mamy Boga”. Ale mylili się, bo centrum jest zawsze tam, gdzie jest Jezus; nie tam, gdzie są nasze myśli, ale tam, gdzie jest On. Dlatego w szóstym rozdziale św. Jan pokazuje nam tłumy, które gromadzą się przy Jezusie. On wychodzi na górę, a oni tłoczą się wokół Niego, przychodzą do Niego. I znowu św. Jan przypomina, że Pascha jest wtedy, gdy Jezus jest centrum. To jest to prawdziwe Przejście. I wtedy rozpoczyna się drugi centralny monet: od oczyszczenia do oświecenia. To oświecenie, które następować będzie w kolejnych rozdziałach. Jezus powie dwa razy: „Ja jestem Światłością świata”. Ale jest w Biblii takie światło, które powoduje „ciemności”, to znaczy „ciemność” z nadmiaru światła. To jest wtedy, kiedy wchodzisz w tajemnicę: (gr.) „gnofos” – ciemność z nadmiaru światła. Patrzysz na słońce i masz ciemno w oczach, bo tyle jest tego światła. Trzeba przejść, bo oświecenie nie oznacza, że wszystko wiem, że wszystko rozumiem. Oświecenie w twoim czytaniu Słowa, w twoim życiu, oznacza, że wchodzisz w tajemnicę, że Bóg prędzej albo później odpowie ci, że wyjaśni ci sens tego, co dziś wydaje ci się nocą. Co wydaje ci się ciemnością, co wydaje ci się nie do przebrnięcia. On już wprowadza światło w twoje serce tak, jak wprowadził światło w serce Pawła, gdy ten jeszcze był Szawłem. Musiał oślepnąć, by wreszcie zrozumieć, że wcześniej nic nie widział i by wreszcie zobaczyć prawdę, by zobaczyć Najpiękniejszego z synów ludzkich, by zobaczyć Boga.

I dopiero wtedy jest trzecia Pascha, do której zmierzamy. To jest Pascha prowadząca do zjednoczenia. Jezus w Wieczerniku będzie jednoczył przy sobie uczniów. „Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca…” (J 13, 1-2). Wtedy stanie się to, co najpiękniejsze, na co czekamy i co będziemy świętować, a co się odsłoni najbardziej w Wielką Noc. „ A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). To jest Jego największe pragnienie! Jest gotowy pójść na krzyż i umierać za nas, pozwoli sobie Serce przebić, tylko po to, aby był pierwszy w naszym życiu. Bo On wie, że gdy jest pierwszy, to nasze życie się porządkuje, to w naszym życiu pojawia się wtedy światło i pojawia się synergia, zjednoczenie nasze z Bogiem. Tego sobie życzmy. Niech więc Słowo nas nadal prowadzi! Niech nas porządkuje! Niech nas oświeca! Niech nas jednoczy z Bogiem! Ale zgódźmy się na to, że to czas Paschy; czas przechodzenia ze śmierci do życia; czas, w którym trzeba być jak ziarno, które obumiera, by mogło wydać owoc, ale to właśnie z takiego obumierania rodzi się życie prawdziwe. Prośmy o taką odwagę, by umarło w nas wszystko, co sprawia, że ubóstwiamy coś lub kogoś, co lub kto zajmuje miejsce Boga w naszym życiu. Prośmy o taką łaskę, by Bóg dał nam umrzeć w tym wszystkim, co nie jest Bogiem i by On mógł w nas zmartwychwstać.

Krzysztof Wons SDS

-----------------------------------------------
* w tekstach homilii
spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego
-----------------------------------------------

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl