O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Życie ludzkie jako życie eucharystyczne 1-3 VI 2018 - homilie ...


Życie ludzkie jako życie eucharystyczne
Szkoła Wiary, 1-3 czerwca 2018

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie Szkoły Wiary
wygłosił Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

Owoc, którego Bóg oczekuje:
człowieczeństwo przeżywane na sposób Boży
homilia – piątek 8. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 1 czerwca 2018 r.
1 P 4, 7-13; Ps 96, 10-13; Mk 11, 11-25

„Niechaj już nikt nigdy nie je z ciebie owocu!” (Mk 11, 14). Ale przecież nie był czasem na owocowanie moment, kiedy Chrystus ich szukał. Wydawanie owoców w tym czasie nie należy do natury figowca. A jeśli nie należy to do natury, jak On może oczekiwać owoców. Zobaczmy. Co dzieje się przed tym fragmentem w Ewangelii św. Marka? Mamy uroczysty wjazd Chrystusa do Jerozolimy i oczyszczenie świątyni. On nazywa świątynię „jaskinią zbójców” (Mk 11, 17). Świątynia [właśnie świątynia] tym się stała. Więc z pewnością ten figowiec, który nie wydaje owoców, ma jakieś powiązanie z epizodem z poprzedniego dnia.

Wiecie, że Izrael nie miał świątyni. Wszystkie ludy sąsiadujące z Izraelem mają opowiadanie o stworzeniu świata. Także Żydzi [mają takie opowiadanie], bardzo podobne, jak wszystkie ludy dokoła. Ale jest jedna wielka różnica. Kiedy inne opowiadania kończą opis stworzenia, ostatnim aktem stwórcy jest zbudowanie świątyni dla samego siebie. A później ludy będą tam pielgrzymować i będą składać bogu stworzenia. Nasza Księga Rodzaju tego nie opowiada. Ale Izrael otrzymał nie świątynię, ale namiot [przybytek]; i to dopiero w ostatnim rozdziale Księgi Wyjścia. A namiot [przybytek] to coś zupełnie innego. Przede wszystkim składał się z dwóch namiotów i nazywał się Namiotem Spotkania. A potem w pewnym momencie namiot można zwinąć i nieść go ze sobą, kiedy się maszeruje. Więc Bóg nie poświęcił jakiegoś miejsca, ale historię, drogę, czas. Dlatego, widzicie, już zaczynamy coś wyczuwać. [Zaczynamy wyczuwać], że chociaż nie był to czas na owoce figowca, dla Boga czasy to nie te czasy. Bo Namiot wędrował razem z ludem.

W pewnym momencie Izrael chce mieć świątynię, jak wszystkie ludy. I zaczęli narzekać. „Daj nam świątynię! Daj nam świątynię!”. Na koniec Dawid postanawia zbudować świątynię. Natan był bardzo entuzjastyczny; mówi: „Wspaniały pomysł”. Później idzie spać i słyszy Boga: „Wracaj zaraz do Dawida. On nie zbuduje żadnej świątyni. Natomiast kiedy spocznie wśród swoich przodków od wieków, Ja z jego boku zbuduję dom dla Mnie” (zob. 2 Sm 7, 1-14). I to jest Chrystus. A w Ewangelii wg św. Jana się precyzuje, że prawdziwą świątynią jest ciało Chrystusa, Jego człowieczeństwo. I kiedy On wjeżdża do Jerozolimy obwołują go „królem Dawidowym”. Nie zdołali zobaczyć tego, co Bóg przygotował, że nie przyjdzie król według tego świata, aby dać chwałę i cześć Izraelowi, ale przychodzi Syn Boży, który jest prawdziwym człowiekiem, a Jego człowieczeństwo jest prawdziwą świątynią. Tak więc, skoro człowieczeństwo jest świątynią, powinno zawsze i wszędzie Coś objawiać. Natomiast świątynia religii proklamuje rzeczy, które należą zarówno do profanum, jak i do sacrum. Jest czas na rzeczy święte i jest czas na rzeczy świeckie. Czas na modlitwę i czas na pracę. Natomiast dla Chrystusa tak nie jest, bo sam człowiek jest świątynią. Tak, że w 15. rozdziale u św. Jana, kiedy On zaczyna mówić o krzewie winnym, - że jeśli latorośl nie otrzyma soku, to nie wyda owocu, - mówi: „by owoc wasz trwał” (J 15, 16). Czyli jest to owoc, który pozostanie na zawsze, w każdym czasie, na wieki. Jaki jest ten owoc? U św. Jana to bardzo proste: to miłość! Tak iż mówi u św. Jana: „Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i… że ten owoc będzie trwał, bo …wy staniecie się moimi uczniami” (por. J 15, 8). Tak więc widzicie, że św. Piotr odpowiada nam na tę zagadkę.

Słyszeliśmy dziś, że św. Piotr mówi: „Cokolwiek czynicie, powinniście to robić w taki sposób, żeby Ojciec został otoczony chwałą przez Jezusa Chrystusa. Nawet jeśli macie jakąś posługę, cokolwiek robicie, poprzez was ma zostać ukazany Ktoś inny”. Na tym polega otoczenie chwałą, żeby został ukazany Ktoś inny. Chrystus przeklął ten figowiec, bo tamto przymierze nie było już w stanie niczego objawić. Tamta świątynia już niczego nie objawiała. Tamta religia już nie ukazywała swojego Boga. A to dla nas, chrześcijan, dzisiaj jest poważną sprawą. Jesteśmy dzielni i możemy nawet tacy być. Ale ważne nie jest to, czy jesteśmy dzielni, ale ważne jest to, czy w tym, co czynimy, przejawia się człowieczeństwo przeżywane na sposób Boży. Nie ma żadnego sensu nawet odmawianie długich modlitw, jeśli nasze człowieczeństwo nie jest przeniknięte miłością. Jeśli mamy coś przeciw komuś, to nie ma sensu się modlić. Nie modlimy się, aby móc kochać, ale dlatego, że się kocha, można modlić się dobrze. Czyli jest dokładnie na odwrót. I tu jest kwestia, w której świat ma rację wobec nas. Świat ma prawo widzieć to, co my mówimy. Ma prawo widzieć, a nie słyszeć. Ma prawo widzieć. Człowieczeństwo jest symbolem, który ukazuje Kogoś w głębi.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

Eucharystia jest doświadczeniem zmartwychwstania!
homilia – sobota 8. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 2 czerwca 2018 r.
Jud 17, 20b-25; Ps 63, 2-6; Mk 11, 27-33

Powiedzmy homilię wychodząc od liturgii. Postawmy sobie kilka pytań duchowych, aby zabrać się za pogłębienie duchowe. Widzieliśmy już w tych kilku konferencjach, że mniej więcej od dwunastego/trzynastego wieku zaczyna się dostrzegać dość radykalną zmianę w rozumieniu Eucharystii. Stopniowo kładzie się cały akcent na rzeczywistą obecność Chrystusa w postaciach eucharystycznych. Widać, że historycznie było ważne, by zwrócić uwagę na rzeczywistą obecność Chrystusa. Także wszystkie cuda eucharystyczne tamtych czasów ukazują tę rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. To samo w sobie było w tamtych czasach bardzo ważne. [Zauważmy] jednak to, co stało się później, zwłaszcza wraz ze scholastyką, że postawiono mocny akcent na jedną rzeczywistość, ale zaczęto porzucać inne. Postawiono akcent na jednym aspekcie, ale stopniowo pomijano inne aspekty. Fakt tak jednostronnego mocnego podkreślania rzeczywistej obecności Chrystusa w chlebie i winie pociągnął za sobą wiele konsekwencji. A jako że nie mieliśmy równocześnie wizji globalnej, inne aspekty praktycznie zniknęły. Jak powiedzieliśmy już wczoraj, a dziś Maria ukazała to jeszcze mocniej, jeśli czegoś brakuje, to właśnie wizji całościowej.

Fakt, że chleb i wino staje się Obecnością Chrystusa, jeśli nie zostanie umieszczony w całości liturgii eucharystycznej, stwarza pewien rodzaj dynamiki, która sama z siebie jest wspólna dla wszystkich religii świata; czyli jest to miejsce święte, a ja muszę przyjąć konieczną, właściwą, odpowiednią postawę wobec tego sacrum. Zaczyna się lokalizować sacrum, a ja stoję wobec tego sacrum. A więc przyjmuję postawy, które są konieczne wobec sacrum. Więc wybraliśmy kolana, klęka się. A później, jako że się klęka w momencie, który uznaliśmy za najważniejszy, w momencie konsekracji, zapomnieliśmy, że na kolanach trudno jest chodzić. A właśnie w tym momencie liturgii „idziemy”. Właśnie w tym momencie jest Przejście, a my wszyscy nieruchomi, co jest bardzo dobre, ale musimy wiedzieć, że musimy przyjąć konsekwencje. Bardzo dobrze, jeśli wszyscy klęczymy, ale musimy wiedzieć, że wybraliśmy pewien szczegół i że umyka nam ogół. Kto wie, dlaczego chrześcijanie przez tyle wieków nie potrzebowali ławek w kościele? W niektórych kościołach jeszcze dziś w czasie wielkanocnym klękanie jest zakazane. Dlaczego Ojcowie domagali się postawy „ēgeire” (gr.), którą przyjął Chrystus Zmartwychwstały wobec Marii Magdaleny? Kto wie, dlaczego środowisko kościoła nie miało w niczym przypominać tego świata, ale Królestwo Boże? Nawet Ukrzyżowany nie miał być realistyczny, ale miał być przemieniony! Kto wie, dlaczego?

Dobrze, my wybraliśmy sacrum zlokalizowane i określoną postawę wobec tego sacrum. Później w dwunastym/trzynastym wieku zaczęliśmy podnosić Hostię podczas konsekracji. Są różne studia na ten temat. […] albo Jungmann mówią, że to był czas, kiedy zaczęła być modna Komunia „wzrokowa”, że wystarczyło widzieć, by przeżyć Komunię, bo nie byliśmy przygotowani do Komunii. Potem są inni, którzy mówią: „Nie, to była kwestia doktrynalna. Trzeba podnieść Hostię, bo to jest Obecność Pana!”. Faktem jest, że jesteśmy jedynymi, którzy to robią wśród tradycji apostolskich i dopiero po dwunastu wiekach. Ale faktycznie to znowu trochę przesuwa akcent, bo teraz, od Mszału Pawła VI, nie mówi się już, że trzeba „podnieść”, ale że trzeba „pokazać” ludowi. Dlaczego nie „podnieść”? Bo podniesienie to punkt finalny. „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze…” – to tam Kościół, w kapłaństwie Chrystusa, zostaje uniesiony przed Ojca. Tak więc „anafora”, która oznacza „wznoszenie się”, była pomyślana jako ciągłe wstępowanie w górę, aż do tego punktu, gdzie naprawdę jesteśmy przed Ojcem. I faktycznie, w tym momencie zaczynamy odmawiać „Ojcze nasz”. Chcę przez to wskazać, jak stopniowo koncentrowaliśmy się tylko na jednej rzeczy, która jest bardzo ważna. Nie ma nikogo w Tradycji Kościoła, kto byłby pasterzem Kościoła, Ojcem Kościoła, który powiedziałby coś innego niż to, że chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. To pozostaje poza wszelką dyskusją w naszej wierze. Ale…

Ale, skoro tak jest, musimy podjąć konsekwencje. My jesteśmy w stanie przyjąć postawę pełną szacunku i pobożności wobec Hostii. Jesteśmy w stanie klęczeć. To jest punkt A, ale gdzie są punkty B, C, D, E, F, G…, czyli gdzie jest nasze doświadczenie zmartwychwstania? Gdzie? My jeszcze sobie mówimy, że musimy wierzyć w zmartwychwstanie. Ale Eucharystia jest doświadczeniem zmartwychwstania! Gdzie w naszej kulturze widzi się, że naprawdę jesteśmy ludem zmartwychwstania? Gdzie? To jest wielka dziura. Analizy socjologiczne, które nie są nauką Kościoła, mówią, że w Europie Wschodniej i Zachodniej mniej więcej 10-12 procent katolików wierzy w zmartwychwstanie. Ale jeśli zadamy sobie pytanie, kto ma doświadczenie tego, co mówi św. Paweł, że „byliśmy umarli, a On nas wskrzesił w Chrystusie”, że „jesteśmy żywymi, którzy powrócili ze stanu śmierci”? Jak to możliwe, że wszyscy jesteśmy gotowi klękać, ale mamy bardzo słabą, niemal nieobecną, świadomość spełnienia mnie samego, jeśli powierzę się w ręce, jeśli się nie oszczędzę, jeśli się nie będę bronić, jeśli się oddam…; jeśli istotą Eucharystii jest przemiana daru w życie wieczne. Jak to możliwe, że we wspólnotach zakonnych męskich i żeńskich, w rodzinach chrześcijańskich, jest indywidualizm straszliwy, straszliwy? Są wspólnoty zakonne, w których nie da się żyć, kwaśne, kwaśne jak ocet, gdzie broni się siebie, a wszyscy [są] na kolanach przed Hostią. Jak to możliwe? To jest redukcjonizm, który deformuje duchowość, czyli życie wiary. Nie powiedziałem ani jednego słowa przeciw klęczeniu przed Hostią. Powiedziałem tylko, że jest to redukowanie, a nie widzenie całości. Ale…

Inny mały punkt: eschatologia, spełnienie. Jak to możliwe, że nie są one nam bliskie? Ile razy w roku słyszycie piękną homilię o piekle, czyśćcu i niebie? Najpierw mówiliśmy [o nich] wiele homilii idąc śladem Hegla – idealizm romantyczny; potem przyszedł Marks –przywiązał nas do tej ziemi. Ale my, chrześcijanie, w każdej Mszy św. mamy doświadczenie spełnienia się historii w Chrystusie! Doświadczenie! Doświadczenie. Gdzie ono jest? Nie ma go. A gdzie widać, że go nie ma? Ludzie starsi są problemem. Ludzie starzy są problemem. Zamykamy ich w domach starców, także duchowieństwo, siostry…, w domach starców. Bo już nie mamy doświadczenia osoby, która dochodzi do celu, by „zebrać miód”. Także dlatego, że te osoby są często zgorzkniałe, bo nie żyły szczęśliwie. A potem wypełnienie, jak dziś mówiła Maria, my je przerwaliśmy przez nowoczesny racjonalizm. Gdzie dokonuje się projektów duszpasterskich? Na „złotym placu” czy w wielkich grupach studyjnych i dyskusyjnych? Dlaczego we Mszy św. modlitwy następują po tym, jak stajemy przed Ojcem? Modlimy się za Kościół, za papieża, za biskupów, za kobiety rodzące, za matki, za umierających, za tych wszystkich… Dlaczego? Bo kiedy doszedłem do pełni, do końca, widzę, czego mi jeszcze dziś brakuje. Jak to możliwe, że wypracowujemy projekty duszpasterskie, formacyjne, opierając się na filozofii, pedagogice, socjologii, politologii, …, ale nie na Apokalipsie.

Jeśli każdego tygodnia jesteśmy na Mszy św., jak to możliwe, że Apokalipsa jest nam tak obca, że nikt jej nie czyta? A to jest tekst na nasze dni. Listy, które [św. Jan] pisze do Kościołów, stanowią po prostu memorandum po wizycie apostolskiej biskupa w Kościele. Jak to możliwe, że najbardziej rodzinny, zażyły tekst Kościoła, – jeśli zapytasz stu katolików, kto go zna –, zna jeden na stu albo nikt. Ewangelię, jeszcze coś [znają]. Ale tekst, który opisuje to, co ma się wydarzyć, to Apokalipsa. A my w każdej Eucharystii tam wchodzimy. A jak są dla nas dziwne te obrazy? Ja po prostu chciałem otworzyć pewne kwestie – nie w konferencji, ale w homilii –, żeby powiedzieć: „Uwaga! Bardzo zamknęliśmy sobie horyzont”. I nie chodzi o to, żeby zmienić, ale żeby poszerzyć, żeby odzyskać, żeby odzyskać, żeby ponownie podjąć wizję bardziej globalną. Nie mówmy już o Komunii, nie mówmy już o homiletyce!

Popatrzcie! Najlepsi mówią, że Eucharystia ma dwie części: liturgię Słowa i liturgię Eucharystii. Nawet mówi się o dwóch Stołach. Tak, ale skoro już się odwołują do Ojców i cytują [nauczanie] o dwóch Stołach, to niech cytują wszystko. Pierwsza część, czyli liturgia Słowa, która kończy się homilią, jest sakramentem eucharystycznym. Mówił o tym już św. Justyn, którego wczoraj wspominaliśmy. On już to mówił! To nie jest słuchanie Słowa, bo Słowa słucham w moim pokoju. A to jest sakrament Eucharystii. Co to oznacza? Oznacza to, że słuchanie czytań i słuchanie homilii, które powinno pomóc w tym, by widzieć, jak Słowo realizuje się w życiu, znajdują swój „upływ”. Gdzie? „Wpływają” do ołtarza. Bo w Eucharystii to Słowo, które wcześniej słyszeliśmy, – Ewangelia, którą [ksiądz] przeczytał i czytanie, która przeczytała ta pani –, w Eucharystii się wcieliło i zrealizowało jako Słowo zrealizowane w człowieczeństwie i stało się Pokarmem.

I popatrzcie! Ja jem i piję Słowo zrealizowane w człowieczeństwie. A czym staje się człowiek? Staje się tym, co je. Jeśli jem Słowo zrealizowane, stanę się słowem zrealizowanym. Tylko że my jesteśmy racjonalistami, spieszymy się i musimy powiedzieć: „Tak mówi Ewangelia, więc tak róbcie!”. A to jest moralizm, który męczy i sprawia, że odrzuca się wszystko. Tymczasem Kościół jest cierpliwy. My jemy Słowo zrealizowane i stopniowo stajemy się słowem zrealizowanym. Widzicie, że tu zamyka się drzwi wszelkiemu moralizmowi, wszelkiemu ideologizowaniu. A to czyni nas pokornymi. Już św. Cyryl Jerozolimski mówił: „Jak pójdę przyjąć Komunię? Jak żebrak!”. I właśnie opisuje: „Umieszczę jedną rękę na drugiej i tą ręką zrobię tron dla Króla, którego przyjmuję”. Ale jak żebrak! Bo Adam wziął, a nowe ręce nowego człowieka otrzymują, przyjmują. Co? Słowo zrealizowane. To nie ja formuję samego siebie! Moje ręce nie są rękami artysty, który tworzy samego siebie! Ja przyjmuję! Nie robię reklamy jednej czy drugiej rzeczy. Ja tylko ukazuję doświadczenie Kościoła w Jego wielkim ogromie.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

„Ja chcę zdobyć! Nie chcę daru!”. Jezus odpowiada: „Przyjmij Mnie!”
homilia – IX Niedziela Zwykła (rok B), 3 czerwca 2018 r.
Pwt 5, 12-15; Ps 81, 3-8a.10-11b; 2 Kor 4, 6-11; Mk 2, 23 - 3, 6

Kiedyś przepytywano Pana: „Nauczycielu, jakie jest największe przykazanie?”. Oni oczekiwali, że odpowie dobrze. Oczekiwali odpowiedzi, że trzeba przestrzegać szabatu, ponieważ to było wielkie przykazanie, które według uczonych w Piśmie nawet sam Bóg zachował, bo nie pracował w szabat. Dlaczego pytali Go o to? Pytali Go o to, bo zaraz na początku Ewangelii wg św. Marka, także w dzisiejszym fragmencie, a jesteśmy dopiero w drugim rozdziale i na początku trzeciego, a Chrystus już uczynił serię rzeczy, które są zakazane. Dwukrotnie, otwarcie, w dzisiejszej Ewangelii „złamał” prawo szabatowe. Pytali Go, bo mieli nadzieję, że On sam wpadnie w pułapkę jako, że powinien był odpowiedzieć: „Tak, szabat to jest wielkie przykazanie”. [Zapytaliby go wówczas:] „Więc dlaczego je łamiesz, skoro wiesz, że jest to wielkie przykazanie”. Tym razem Chrystus nie wpadł w pułapkę. Dzisiaj widzimy w Ewangelii podobną pułapkę, ale dużo sprytniejszą, ponieważ nie zatrzymuje się na dyskusji, ale pułapka jest tam, gdzie Chrystus wykonuje gest.

Gdy wszedł w szabat do synagogi „śledzili Go”, a tekst grecki mówi, że „czyhali na Niego”. Widać, że postawili tego człowieka z uschłą ręką, żeby zobaczyć, czy On go uleczy. Scenografia jest tu ważna, bo Chrystus woła tego człowieka i stawia go w środku. Ale w synagodze w środku stała pewnego rodzaju szafka ze zwojami Prawa, zwojami Słowa. I rzeczywiście oni opierając się na Prawie, chcieli aresztować Chrystusa. Ale Chrystus nie miał w centrum Prawa, ale człowieka. To jest wielka zmiana. I daje małą lekcję, zresztą dość poważną: „Wy nic nie rozumiecie z Prawa, bo dla was Prawo stanęło na pierwszym miejscu. Natomiast Prawo zostało uczynione dla człowieka, a nie człowiek dla Prawa”. On jest bardzo odważny. „Gdybyście uważnie słuchali Prawa, zauważylibyście, że Prawo nie mówi i nie wyraża nic innego, jak troskę Ojca o człowieka. Wy jednak doszliście do takiego punktu, że bycie religijnym stawia was w opozycji do dramatu człowieka”. Doszło do tego, że w rozdziale ósmym Ewangelii wg św. Jana słyszymy, że przyszli mówiąc: „My mamy Prawo i zgodnie z tym Prawem taka kobieta, jak ta, powinna zostać ukamienowana” (por. J 8, 5). A w rozdziale dziewiętnastym powiedzą: „My mamy Prawo, a według tego Prawa ten, czyli Syn Boży, Chrystus, powinien umrzeć” (por. J 19, 7). Prawo, tak jak je zrozumieli, jest w pełnym kontraście wobec planu Ojca. Ale jeśli prawdziwa świątynia to człowieczeństwo Chrystusa i jeśli człowieczeństwo jest w Chrystusie złączone z Bogiem w sposób nierozerwalny, - tak jak natura Boska jest nieodłączna od Osoby Chrystusa, tak też natura ludzka jest też nieodłączna od Chrystusa -, to jest tak bardzo ewidentne, że jeśli ty chcesz uczynić jakiś gest Bogu, to przechodzi to przez człowieka. Tego nie zrozumieli. Od Dziecięcia w Betlejem i później, jeśli chcesz coś zrobić dla Boga, zrób to dla człowieka. Nie ma już antagonizmu między miłością do Boga i miłością do człowieka. Miłość jest jedna i jest Bosko-ludzka.

Teraz Chrystus jest w tej pułapce, ale On czyni gest i uzdrawia chorego. W dziesiątym rozdziale Ewangelii wg św. Marka do Jezusa przychodzi człowiek, który miał się źle (miał się źle, ponieważ biegł, a w Ewangelii wg św. Marka biegają tylko opętani). Ten miał się bardzo źle, już nie mógł więcej. Przybiegł do Chrystusa. Był to człowiek bogaty i doskonale religijny, ale nie był szczęśliwy. I zadaje bardzo głupie pytanie: „Nauczycielu, co mam czynić, aby odziedziczyć [osiągnąć] życie wieczne?” (por. Mk 10, 17). Tymczasem każde dziecko wie, że aby odziedziczyć nie trzeba robić czegoś; trzeba jedynie być dzieckiem. To jest bycie dziećmi. Natomiast religia zawsze postępuje tak samo: „Masz robić to, ażeby…! Jeśli zrobisz tamto, to otrzymasz…!”. Musisz ciągle coś robić. Tymczasem trzeba przyjąć! Chrystus po prostu o to prosi: „Jestem tu przed tobą. Wybierz Mnie! Chodź ze Mną! Kto Mnie przyjmuje, stanie się dzieckiem Bożym. Św. Jan mówi to zaraz na początku Ewangelii (zob. J 1, 12). Ale natura ludzka chciałaby zdobywać, żeby zasłużyć. Człowiek nie chce daru. Ukrzyżowany to świadectwo pychy religijnej: „Ja chcę zdobyć! Nie chcę daru!”. Schmemann mówi, że ukrzyżowanie Chrystusa to odrzucenie daru Ojca. Ojciec dał nam Syna, a my powiedzieliśmy: „Nie! Nie chcemy Go! My chcemy stać się dziećmi sami [własnym wysiłkiem]!”.

My chcemy dojść do Boga sami, naszą dzielnością. Tu rodzi się cała ta długa seria rzeczy do robienia i przestrzegania. W liście do Galatów, który jest listem Pawłowym najbardziej „rozzłoszczonym”, gdzie Paweł już naprawdę nie potrafi się kontrolować, nie potrafi nawet zrobić takiego wstępu, jaki robi zazwyczaj, bo naprawdę już nie może. Z jakiego powodu? Mówi: „Jak jesteście głupi!”, czyli „bez pamięci” (gr.). Co się z wami stało? Jesteście dziećmi! Macie życie Syna! On nas wyzwolił, abyśmy byli wolni. A znowu chcecie stworzyć sobie religię. I mówi dosłownie: „Nie macie już nic wspólnego z Chrystusem!” (zob. Ga 5, 4: „zerwaliście więzy z Chrystusem” wg BT – przyp. red.). Straszne! „Nie macie nic wspólnego z Chrystusem! Wypadliście z łaski! Jakże nie możecie zrozumieć, że tym, co się liczy, jest wiara, która działa poprzez miłość! Jak to możliwe, [że nie możecie zrozumieć]?”. Dwa rozdziały wcześniej mówi: „Jakże nie możecie zrozumieć, że nikt nigdy nie zbawił się sam przez Prawo!”. I dodaje: „I nikt nigdy się nie odkupi!”. Mówi: „To jest inna Ewangelia. Choćby nawet przyszli aniołowie, by ją wam głosić, nie wierzcie!” (por. Ga 1, 8). Paweł jest mocny. Ale on był świadomy, jako że on sam wcześniej był faryzeuszem, jak mocne jest w naszej naturze, to dążenie do zasługiwania, robienia, a nie przyjmowania.

W trzynastym rozdziale Ewangelii wg św. Jana widać, jaka jest postawa życia synowskiego. To gest sługi. To gest tak pokorny, że nie wykonywali go nawet niewolnicy żydowscy, a jedynie niewolnicy nieżydowscy. Szata liturgiczna u św. Jana to ręcznik, [którym Jezus jest] przepasany. Chrystus zabiera się do pracy, do umywania nóg. To jedyny raz, kiedy mówi: „Tak czyńcie i wy! Ja pokazałem wam, jak to się robi! Uczyniłem was dziećmi, uczyniłem was przyjaciółmi! Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi! Macie teraz życie, więc teraz rozdawajcie je sobie nawzajem!” (por. J 13, 14-15; J 15, 15). Ale to nie daje ci poczucia wielkości. To wypełnia cię tylko komunią z Bogiem i z innymi. Tymczasem „ja” indywidulane potrzebuje aprobaty; potrzebuje pewności, że jest na właściwym miejscu. Natomiast w Ewangelii pewnością jest tylko miłość. Choćby upadł świat, choćby zatrzęsła się ziemia, choćby zrobiło się ciemno o godzinie trzeciej po południu, jedynym stałym punktem jest relacja Ojciec-Syn. To jest jedyna pewność duchowa. Ale człowiek niewierzący, a religijny, który chce zdobywać, potrzebuje pewności, że zdobył i dlatego wybiera drogę: „To – tak, a to – nie”. I faktycznie św. Paweł złości się także na tych i wyjaśnia na czym to polega.

W drugim rozdziale listu do Kolosan mówi: „Nie bierz ani nie kosztuj, ani nie dotykaj. Te wszystkie rzeczy są przeznaczone na zniknięcie, do zużycia. To są przepisy i pouczenia ludzkie, które mają pozór mądrości z ich fałszywą religijnością, z fałszywą pokorą, z umartwianiem ciała, ale w rzeczywistości nie mają żadnej wartości, jeśli nie tę, że zadowalają ciało ” (por. Kol 2, 21-23). Jest to łatwe przestrzeganie, bo nadyma pychą, bo każe mi czuć się lepszym od innych, że jestem bardziej na właściwym miejscu i czuję się upoważniony do osądzania. A osąd wobec innych zdradza mnie. Ukazuje mi, że nie jestem [człowiekiem] wierzącym, ale fałszywym. Bo wierzący nie osądza, a niewierzący czuje się upoważniony do osądzania. Dlatego widzicie… Co dziś robi Chrystus w Ewangelii? On przyszedł dla człowieka i On daje siebie.

Jesteśmy u początku trzeciego o rozdziału [Ewangelii wg św. Marka], a już mamy „link” między religią i polityką: „faryzeusze ze zwolennikami Heroda”. Ci, którzy się nie cierpieli, stają się towarzyszami, tworzą koalicję i decydują: „On musi zginąć”. A On przyszedł, żeby umrzeć. Nie przyszedł, żeby ratować siebie samego, ale żeby się wydać. W dwunastym rozdziale Ewangelii wg św. Jana Jezus mówi: „Przykazania mojego Ojca są życiem wiecznym” (por. J 12, 50), a w rozdziale dziesiątym: „Takie przykazanie [taki nakaz] otrzymałem od mojego Ojca, by dać życie” (por. J 10, 17-18). A jeśli przykazanie jest życiem wiecznym, to dać życie oznacza wejść w życie wieczne. To jest Chrystus.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

tytuły homilii pochodzą od redakcji
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia Danuty Piekarz
(red.)
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

 


Dostępne już są nagrania konferencji, które w ramach Szkoły Wiary 2018
wygłosili: Marko Ivan Rupnik SJ, Maria Campatelli i Nataša Govekar

 


Nowy chleb z „nowego snopa” - niezniszczalny pokarm nowego życia
Marko Ivan Rupnik SJ - homilia w Boże Ciało, CFD Kraków (4 VI 2015)

 


Być dojrzałym duchowo, to znaczy mieć oko „niepodzielone” (20 VI 2014)
Marko Ivan Rupnik SJ - homilia w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie

 

Zachęcamy do skorzystania z nagrań Szkoły Wiary 2009-2017:

 
   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl