O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   







  Radość - sól życia chrześcijańskiego 5-7 października 2018 - ...


Radość – sól życia chrześcijańskiego
SZKOŁA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO
5-7 października 2018

 

W dniach 5-7 października 2018 r. odbyła się sesja formacyjna: „Radość - sól życia chrześcijańskiego”. Spotkanie prowadził Amedeo Cencini FdCC [więcej].

NAGRANIA konferencji >>>
INFO – o sesji >>>

 

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

 

Aby wejść w tajemnicę radości Boga, zamilknij i…
homilia – piątek 26. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 5 października 2018
Hi 38, 1. 12-21; 40, 3-5; Ps 139, 1b-3.7-10.13-14b Łk 10, 13-16

Drodzy bracia i siostry! Tą celebracją eucharystyczną zaczynamy ten weekend, ten czas refleksji, na temat, który jest przedmiotem uwagi i zainteresowania. To temat, który leży na sercu nam wszystkim, wszystkim ludziom. Temat radości. Istota ludzka jest stworzona do tego, żeby się cieszyć. W tym napięciu ku radości może rozpoznać jedną z cech Bożego pochodzenia człowieka. Nosimy w sobie to pragnienie, to dążenie do radości, które sam Bóg, Stwórca, umieścił w naszym sercu. Z drugiej strony, radość jest też terminem bardzo ludzkim tym sensie, że dzisiaj społeczeństwo i kultura, w której żyjemy, ciągle nam powtarza jako pewien rodzaj przykazania: „Mamy żyć w radości!”. Często ta kultura, w której żyjemy, wydaje się obiecywać nam radość jako coś łatwo dostępnego. Pomyślmy, na przykład, o logice reklamy. Wydaje się, że aby być zadowolonym i szczęśliwym wystarczy kupić jakiś sprzęt domowy, maszynę czy samochód. Wydaje się to bardzo proste i w zasięgu ręki, a tymczasem, jaki jest rezultat. Cała depresja, jaką widzimy wokół siebie. Wiemy, że depresja jest pierwszym zaburzeniem osobowości, z jakim trzeba „walczyć” z punktu widzenia psychoterapeutycznego. Dzisiejsza liturgia proponuje nam dwa czytania, które zostały odczytane. My wiemy, że liturgia dnia ofiaruje nam zawsze jakieś słowo, które odpowiada na nasze potrzeby tego dnia. To słowo pozornie nie mówi radości, ani w księdze Hioba, ani we fragmencie Ewangelii według św. Łukasza. A tymczasem oba te czytania mówią nam coś bardzo ważnego o radości.

We fragmencie z księgi Hioba mamy obraz, emblematyczny obraz: obraz człowieka doprowadzonego do nędznej sytuacji, który kładzie rękę na usta. Mówi: „Wypowiedziałem słowo i nie chcę go powtarzać. Kładę rękę na usta, ponieważ nie chcę już więcej mówić” (por. Hi 40, 4-5). Hiob znajduje się w dramatycznej sytuacji. Moglibyśmy powiedzieć, że jest jak desperat. Z pewnością nie żyje w radości, jest smutny. Co więcej, dokładnie mówiąc, Hiob przechodzi od sytuacji radości poprzedniej ku sytuacji nowej. A my wiemy, bo dalszy ciąg księgi Hioba nam o tym opowie, że będzie to sytuacja pełnej radości. Ale teraz musi przejść przez ten dramatyczny moment. Musi uświadomić sobie, że wcześniejsza radość była radością powierzchowną, ulotną, banalną, opartą na przekonaniu o własnych zasługach; tak jakby zasłużył sobie na wszystkie te doczesne dobra, którymi się cieszył. Hiob ma wejść w inną logikę. I właśnie dlatego przechodzi przez tę dramatyczną sytuację, sytuację niemal rozpaczy. Aby zrozumieć prawdziwą radość musimy uświadomić sobie, że często nasze kryteria, kryteria radości i szczęścia, są pogańskie. To są kryteria, które nie dają nam prawdziwej radości. Trzeba przejść przez to samo doświadczenie Hioba, aby zrozumieć, że radość jest pojęciem duchowym. Radość jest pojęciem teologicznym. To prawda, że przejawia się jako odczucie ludzkie, ale prawdziwa radość pochodzi od Boga. My chrześcijanie wierzymy w Boga, który trwa w radości. A radość u Boga nie jest cechą drugorzędną. Niestety, jest też prawdą, że może teologia nie pogłębiała za bardzo tego aspektu. Ale Bóg, w którego my wierzymy, to Bóg, który jest w radości. Co więcej, moglibyśmy powiedzieć, że Bóg to radość, a radość to Bóg. Oto dlaczego Hiob przykłada rękę do ust, żeby być cicho. Bo rozumie, że musi wejść w tajemnicę. Musi zmienić całkowicie swoje pojęcie radości. To jest coś, co Hiob w jakiś sposób wskazuje także nam. Te dwa dni powinny być dniami, kiedy naprawdę przyłożymy rękę do ust, aby wejść w tajemnicę radości Boga i aby przekonać się, że może nie mamy właściwego pojęcia o tym, czym jest radość.

Także obraz zaczerpnięty z Ewangelii jest bardzo znaczący, bo wskazuje nam inny szlak, szlak naprawdę szczególny, do doświadczenia radości. To jest droga, którą nie poszły ani Korozain, ani Betsaida, ani nawet Kafarnaum, bo nie „skruszyły się”, bo nie nawróciły się. To tak, jakby liturgia nam mówiła, jakby Jezus nam mówił, że nie istnieje większa radość od tej, którą odczuwa skruszony grzesznik. To jest największa radość. Dopóki nie staniemy w postawie kogoś, kto uznaje swój grzech, nie możemy doświadczyć prawdziwej radości. Dopóki jesteśmy na tej ziemi, mamy tylko tę możliwość, by naprawdę doświadczyć radości. Ta możliwość przechodzi przez uznanie naszego grzechu, naszej słabości. Tylko ten, kto jest wolny w swoim sercu, by uznać swoją winę, może doświadczyć radości uścisku od Ojca. Nie ma większej radości od tej.

Amedeo Cencini FdCC

 

---------------------------------------------------------------------

 

Przeżyj doświadczenie stopniowego oczyszczenia!
homilia – sobota 26. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 6 października 2018
Hi 42, 1-3.5-6.12-17; Ps 119, 66.71.75.91.125.130; Łk 10, 17-24

Słowo Boże naprawdę towarzyszy nam w tych dniach i wskazuje nam punkty odniesienia w naszej refleksji, w szczególny sposób w naszej refleksji nad radością. Zarówno fragment z księgi Hioba, jak i z Ewangelii według św. Łukasza, dają nam bardzo świetlane wskazówki, aby zrozumieć autentyczne znaczenie naszego cieszenia się Panem. Hiob jest u kresu pewnego doświadczenia naprawdę dramatycznego, w którym został pozbawiony wszystkich swoich dóbr; dóbr; w których pokładał swoją nadzieję szczęścia i radości. I właśnie to doświadczenie prowadzi Hioba do zrozumienia, gdzie jest źródło prawdziwej radości. Hiob przechodzi przez tragiczne doświadczenie życiowe, w którym zostaje pozbawiony wszystkiego. Traci wszystko: od uczuć po dobra materialne. Ale to wszystko rodzi u Hioba taki skutek, że go oczyszcza właśnie z tego nieporozumienia, z tego domniemania, z tej idei Boga, z tej idei ówczesnej teologii, według której Bóg miałby nagradzać tych, którzy postępują dobrze, dając im dobrobyt, szczęście, dobra materialne. Hiob, myśląc o tej swojej dawnej koncepcji Boga, mówi właśnie tak: „znałem Cię tylko ze słyszenia” (Hi 42, 5). To znajomość, która jest tylko teologią, która nie dotyka serca, która jest tylko intelektem albo intelektualizmem, która nie pozwala doświadczyć Serca Boga. „Teraz moje oczy Cię ujrzały” (Hi 42, 5). To doświadczenie, które przeżywa Hiob, po przejściu drogi tak ostrej, tak twardej, tak trudnej. Na koniec to ofiaruje mu autentyczne doświadczenie Boga. „Teraz moje oczy Cię ujrzały”. To jest nowe doświadczenie. To jest teofania, która prowadzi Hioba do otwarcia się na radość Boga, która staje się też jego radością.

Pojawia się tu piękne wyrażenie, które opisuje życie Hioba. Brzmi ono tak: „Pan pobłogosławił przyszłość Hioba bardziej niż jego przeszłość” [Hi 42, 12 – w języku włoskim: „Il Signore benedisse il futuro di Giobbe più del suo passato”]. To tak jakby powiedzieć, że Hiob odkrył jeszcze więcej radości, jeszcze więcej błogosławieństwa z wysoka. Jeśli odniesiemy to wyrażenie nie tylko do naszego życia osobistego, ale także do życia Kościoła, do naszych diecezji, do naszych instytutów zakonnych… Dziś wszyscy przeżywamy trochę doświadczenie Hioba. Wszyscy poznajemy to oczyszczenie, które wyraża się w mniejszej liczbie, które wyraża się w kryzysie i ubóstwie powołań, które wyraża się w kryzysie Kościoła (pomyślmy o skandalach, nadużyciach). Czy nie moglibyśmy odczytać tego wszystkiego właśnie z perspektywy Hioba? Czy nie moglibyśmy odczytać tego właśnie jako oczyszczenia? Być może niegdyś chlubiliśmy się tym, że jesteśmy liczni, że mamy władzę, że jesteśmy doceniani przez społeczeństwo i przez innych, że jesteśmy uważani za ważnych; być może w tym pokładaliśmy źródło naszej radości. Zostaliśmy oczyszczeni. Przeżywamy to doświadczenie stopniowego oczyszczenia. Jak Hiob. I teraz moglibyśmy odczytać, jak Hiob, to zdanie jako obietnicę Pana: „Pan pobłogosławił przyszłość Hioba bardziej niż jego przeszłość”. Idziemy na spotkanie przyszłości, którą niektórzy odczytują w sposób pesymistyczny, bardzo negatywny, tymczasem wejście w logikę i perspektywę Boga, oznacza wiarę w to błogosławieństwo. W sytuacji kryzysu mogłoby być ukryte błogosławieństwo, którego my jeszcze nie widzimy, a które mogłoby być bardzo obiecujące. Może nawet byłoby to coś piękniejszego niż przeszłość, którą przeżyliśmy. Tylko Pan może to spełnić.

Jedno słowo na temat Ewangelii, w której powraca słowo „radość”. Apostołowie wracają z doświadczeń apostolskich opowiadając Jezusowi o swoich sukcesach. Także tutaj trzeba dokonać oczyszczenia, właśnie jak u Hioba. Jezus przywołuje swoich uczniów: „Nie bądźcie dumni z tego, co uczyniliście! Nie szukajcie tam źródła waszej radości i waszego szczęścia, bo ono mieszka gdzieindziej!”. Jezus używa tu wyrażenia naprawdę szczególnego: „cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10, 20). To bardzo piękne wyrażenie: „moje imię jest zapisane w niebie”. Pamiętacie św. Tereskę, Małą Teresę, która w rozgwieżdżone wieczory patrzyła w niebo i mówiła, że rozpoznawała inicjał swojego imienia, literę „T”, na rozświetlonym niebie. To jest wyrażenie, które oznacza coś pięknego. Niebo w przeciwieństwie do ziemi, jest znakiem tego, co stabilne; tego, co jest definitywne; tego, co jest na zawsze; tego, co jest wielkie. Powiedzieć: „moje imię jest zapisane w niebie”, oznacza: „ja mam pewność, że zostałem umiłowany od zawsze i na zawsze”. Ta miłość jest pewnikiem definitywnym i stabilnym. To jest źródło mojej radości. Nie jest nim [źródłem radości] moja godność, moja pozytywność, mój szacunek dla samego siebie czy coś związanego z dobrami tej ziemi, ale jest nim coś, co jest ukryte z Chrystusem w Bogu. A więc jestem tego absolutnie pewien, bo to Bóg mnie kocha, więc jestem z tego zadowolony. To jakby powiedzieć: „Jestem zadowolony z Boga”.

Przychodzi mi na myśl zdanie z testamentu duchowego pewnego biskupa włoskiego, zmarłego w wieku 56 lat, biskupa diecezji Belluno-Feltre na północy Włoch, bardzo kochanego przez swoich księży i diecezjan. Zaczął piękną drogę odnowy tego Kościoła. W wieku 56 lat zostaje dotknięty przez nowotwór, który go dewastuje. Siedem dni przed śmiercią pisze w swoim testamencie duchowym te słowa, to zdanie: „najpiękniejszą rzeczą, jaką mogę wam powiedzieć, jest to, że jestem zadowolony z Boga” i dodał: „to coś cudownego!”. „Umieram zadowolony z Boga; zadowolony z tego, co Bóg mi dał; zadowolony z tego, kim Bóg jest; zadowolony z tego, co Bóg dał przeżyć na tej ziemi; zadowolony z tego, co Bóg mi da w życiu przyszłym. Umieram zadowolony z Boga. Idę Mu na spotkanie z uczuciami wdzięczności. Bóg jest moją radością! To On pozwolił mi żyć w radości!”. I dodaje: „I to On mi pozwala umierać w radości!”. Tego wieczoru proponuję, byście do rachunku sumienia dodali to pytanie: „Czy jestem zadowolony z Boga?”.

Amedeo Cencini FdCC

 

---------------------------------------------------------------------

 

Stworzeni do relacji – płodnej i na zawsze
homilia – 27. Niedziela Zwykła (rok B), 7 października 2018
Rdz 2, 18-24; Ps 128, 1b-6; Hbr 2, 9-11; Mk 10, 2-16

N

 

Powiedziałem już tyle słów. Obawiam się, że Pan każe mi odbyć długi czyściec za wszystkie słowa, które powiedziałem za dużo, więc nie powiem ich tak wielu w tej homilii.

1. Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam
Stoimy wobec słowa, które odsyła nas do początków. Powrócić do początków oznacza odkryć nasze korzenie, odkryć naszą prawdę, odkryć to, czym jesteśmy i to, czym jako powołani mamy się stać. Te nasze początki i korzenie są ukazane w księdze Rodzaju, której fragment odczytaliśmy, gdzie rozbrzmiewa piękne zdanie, także uroczyste, jako stwierdzenie definitywne, jakie Stwórca wygłasza wobec tego, którego stworzył. A stwierdzenie brzmi: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). W tym zdaniu nie tylko komentuje się pewną cechę istoty ludzkiej, ale ogłasza się jej naturę, jej tożsamość, jej powołanie, to, co daje jej szczęście. Bóg mówi: „Nie jest rzeczą piękną, żeby człowiek był sam. Bo to nie wyraża jego prawdy”. A jaka jest prawda o człowieku? Prawdą o człowieku jest to, że jest stworzeniem Boga, który nie jest sam. Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam, ponieważ został stworzony przez Boga, który nie jest sam. Bo został stworzony przez Boga, który jest Relacją, który jest Komunią, który jest Wspólnotą. I ten Bóg stworzył człowieka właśnie dlatego, właśnie dlatego, że nie może nie dać początku czemuś czy komuś, co lub kto w jakiś sposób nie odzwierciedlałby tej Jego tożsamości. Więc nie tylko nie jest rzeczą piękną, żeby człowiek był sam, ale jego samotność byłaby nawet czymś fałszywym; byłaby czymś, co by go dezorientowało, co by go oddalało od siebie, co nie pozwalałoby mu żyć w szczęściu i w radości. Oto dlatego Bóg stwarza tę „odpowiednią pomoc”, czyli istotę podobną do niego we wszystkim, począwszy od godności, żeby odpowiadało, że jest na tej samej wysokości.

2. Wszyscy jesteśmy powołani do płodności
„Odpowiednia pomoc” nie oznacza jedynie, że jest podobna do niego, ale oznacza przede wszystkim tajemnicę pociągania, pociągania między mężczyzną a kobietą. A to jest coś przepięknego, coś tajemniczego. Seksualność jest właśnie wyrazem tej tajemnicy. My zrobiliśmy z niej królestwo pokus, patrząc na seksualność podejrzliwym wzrokiem, jakby chodziło o coś niebezpiecznego, jakby seksualność była stworzona przez Belzebuba, a nie była wyrazem Boga Trynitarnego. Niemal mamy wątpliwości, czy używać tych słów: by mówić, że seksualność jest wyrazem Boga w Trójcy. Wydaje się nam to niewłaściwym sposobem mówienia, nie całkiem liturgicznym. A tymczasem jest tak, bo seksualność jest tą bardzo cenną energią, która czyni nasze życie dynamicznym, otwiera nasze życie na drugiego, nie pozwala nam umrzeć uduszonymi przez ten fałszywy uścisk ze strony samego siebie. Seksualność jest tym, co burzy te płotki, które spontanicznie stawialibyśmy na granicach naszego „ja”. Czyni nas osobami otwartymi, dalekimi od wszelkiej formy autoerotyzmu. Autoerotyzm jest dokładnie przeciwieństwem seksualności. I nie tylko… Seksualność jest tą energią, która pozwala nam otworzyć się na drugiego, respektując go w jego odmienności, nie upodabniając go do nas samych. Wiecie, że jest wiele form upodabniania drugiego do siebie. Seksualność to ta błogosławiona energia, która pozwala nam przyjąć drugiego w jego odmienności. Pozwala nam więc przeżywać relacje komplementarne, w których każdy jest wezwany, by dać swój specyficzny, osobisty wkład, równocześnie prowokując drugiego, by zrobił to samo. Kiedy tak jest? Jest tak wtedy, kiedy respektuje się cechy tej cennej energii, jej dynamizm, jej pobudkę do otwierania się na innych, do respektowania odmienności drugiego, do przeżywania relacji komplementarnych. Wtedy życie staje się płodne; każda relacja staje się płodna. Najwyższym wyrazem tej płodności jest dziecko, które rodzi się z miłości ojca i matki. Ale w rzeczywistości wszyscy jesteśmy powołani do płodności, do dawania życia, tak jak Bóg dał je nam. Przychodzi mi na myśl to przekleństwo biblijne: „Biada niepłodnym łonom…”. To jest ryzyko, na jakie wszyscy jesteśmy narażeni: bezpłodność, przeciwieństwo życia; bezpłodność, która jest przeciwieństwem radości; bezpłodność, która jest przeciwieństwem relacji. Dobrze byłoby, żebyśmy zastanowili się nad tym, my, którzy jesteśmy powołani do życia w dziewictwie; byśmy byli zdolni do błogosławienia seksualności. Nie może dobrze przeżywać dziewictwa ten, kto nie nauczył się błogosławić seksualności i przeżywać jej jako błogosławieństwa płynącego z wysoka, które przejawia się w naszym ciele.

3. Miłość ze swej natury jest na zawsze
Właśnie po tej linii, wydaje mi się, idzie odpowiedź, jaką Jezus w Ewangelii daje niektórym saduceuszom, szczególnie wtedy, kiedy odmawiając odpowiedzi kazuistycznej co do możliwości rozwodu Jezus dokonuje tej operacji powrotu do początków: „na początku stworzenia tak nie było” (por. Mk 10, 6). I znowu powraca ta idea początków jako tego, co objawia nam naszą prawdę. Ale tu jest też coś więcej. Tu Jezus mówi o przyszłości: „opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Mk 10, 7-8). Staną się jednym życiem: już nie dwoje, ale jedno ciało. Także to każe mi myśleć nie tylko, co byłoby słuszne, o nierozerwalności małżeństwa, ale znowu każe mi myśleć o naturze miłości. Bo miłość zawiera w sobie ideę wieczności. Nie można kochać na ustalony czas. Miłość ze swej natury jest na zawsze. Powiedzieć jakiejś osobie: „ja cię kocham”, to jakby powiedzieć: „ty nigdy nie umrzesz”. Akt miłości przekazuje ideę wieczności, bo ze swej natury, - a jest to natura Boska, bo Bóg jest miłością -, mówi o czymś, co potrzebuje nieskończonej przestrzeni, by się wyrazić. To jest miłość, do której wszyscy jesteśmy powołani, która nie może być doświadczeniem jednego momentu, jakimś wrażeniem, czym, czemu później zada się kłam. W tym sensie już to życie, które tutaj zaczynamy, jest początkiem tego, które będziemy dalej prowadzić w niebie, a elementem łączącym oba te doświadczenia jest właśnie miłość. Tutaj zaczynamy coś, co będziemy kontynuować przez całą wieczność. Prośmy Pana, byśmy nauczyli się sensu tego słowa, byśmy przyjęli to powołanie do miłości, które jest powołaniem do radości, bo ostatecznie radość jest cała ukryta tutaj: w wolności, by dać się kochać i w wolności, by kochać na zawsze.

Amedeo Cencini FdCC

 

---------------------------------------------------------------------

- W PRZYGOTOWANIU -
NAGRANIA I TEKSTY UDOSTĘPNIAMY W MIARĘ MOŻLIWOŚCI

---------------------------------------------------------------------
* tytuły/podtytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

 


homilie z rekolekcji „Rozpal w sobie na nowo
charyzmat powołania” (25-27 I 2017)


homilie z sesji „Cielesność i duchowość” (20-22 II 2015)


homilie z sesji „Zranienia miejscem wzrastania” (14-16  XI 2014)


homilie z sesji „Życie w rytmie Słowa” (5-7 XI 2010)

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl