O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Rekolekcje Lectio Divina 7-15 sierpnia 2019 - homilie cz. 3


Rekolekcje Lectio Divina
7-15 sierpnia 2019

 

W dniach 7-15 sierpnia 2019 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. Poniżej dzielimy się nagraniem/tekstem homilii Krzysztofa Wonsa SDS w uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia 2019 r., w dniu zakończenia rekolekcji.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie – część pierwsza
7-10 sierpnia 2019 >>>
.

homilie – część druga
11-14 sierpnia 2019 >>>
.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ TRZECIA -
15 sierpnia 2019

---------------------------------------------------------------------

Jej i nasza droga do nieba: pośród walki
homilia – uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia 2019
Ap 11, 19a; 12, 1.3-6a.10ab; Ps 45, 7. 10-12. 14-15; 1 Kor 15, 20-26; Łk 1, 39-56

Dziś, można rzec, upewniamy się raz jeszcze w Kościele co do tego, że skoro Chrystus zmartwychwstał to i my zmartwychwstaniemy. Jakże przekonywał Paweł Koryntian, - także Tesaloniczan -, do tej prawdy! Jakże szukał argumentów w swoim sercu, jakże szukał argumentów w swojej wierze, by powiedzieć braciom to, co pominięte zostało w dzisiejszym drugim czytaniu, kiedy zaczął od słów: „Jeśli w Chrystusie pokładamy nadzieję tylko w tym życiu, wszyscy my, wierzący w Niego, jesteśmy najbardziej godni politowania”. Jeśli wierzymy w to, co się kończy razem ze śmiercią, … godne politowania. Tymczasem Kościół wyznaje, że skoro Jezus zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy! I patrzy dzisiaj na Maryję, i mówi do ciebie: „Zobacz! Zobacz, jak Ona zmartwychwstaje w swoim Synu, w Chrystusie! Zobacz, jak Ta, która nosiła Go pod sercem, która Go urodziła i karmiła, która Go wychowywała i towarzyszyła Mu aż po krzyż, która towarzyszyła Mu aż po zmartwychwstanie, a także w pierwotnym Kościele, jak dzisiaj z duszą i ciałem jest w niebo wzięta! Patrząc na ikony wschodnie, widzę Jezusa, Jej Syna, który przychodzi po Nią i Ją zabiera. W tej przepięknej wschodniej tradycji Zaśnięcia Dziewicy, Zaśnięcia Maryi, - przedstawionej na ikonie -, widzimy Ją na łożu śmierci. Zasnęła tak, jak mówił o tym Jezus, gdy mówił o Łazarzu: „umarła”, ale dla nas, wierzących w Chrystusie, śmierć, która jest rzeczywista, jest jak zamknąć i otworzyć oczy. Była na łożu śmierci. Ale w centrum tej ikony widzimy Jezusa w chwale, który trzyma w rękach małą dziewczynkę. I to był akt wiary Kościoła: ta mała dziewczynka to dusza Maryi. Przychodzi po Nią i zabiera Ją z ciałem i duszą do nieba.

Kochani, - to takie oczywiste, ale warto o tym przypomnieć -, zmartwychwstanie Jezusa nie dokonało się w niebie; dokonało się na ziemi. Zmartwychwstanie Maryi nie dokonało się w niebie; dokonało się na ziemi. Nasze zmartwychwstanie ma się dokonać na ziemi. I tak, jak Ona, wierzymy w to, a Jezus pierwszy ma taką nadzieję, będziemy razem z duszą i ciałem wzięci do nieba. Oto dlaczego dzisiaj tak bardzo potrzebujemy tej uroczystości: byśmy z tym wzrokiem często wbitym w ziemię nigdy nie zapominali, że chodzenie chrześcijanina po ziemi jest drogą, która prowadzi do nieba. Ale droga do nieba nie odrywa mnie od ziemi, aż do zmartwychwstania. To jest niezwykłe! Bóg tak umiłował świat, który stworzył i który w Nim zostanie przemieniony, bo przemija postać tego świata! Bóg, który umiłował ten świat, chce, abyśmy tak jak Jego Syn stąpali mocno po ziemi, pamiętając o tym, że ziemia to droga do wieczności, która nas nie oddziela ani od tego miejsca, ani od Niego, ale prowadzi prosto w Jego ramiona.

Tym, co w tę uroczystość, może po raz pierwszy tak bardzo mnie zatrzymało, w lekturze świętych tekstów z liturgii, jest fakt, że w dniu Wniebowzięcia NMP tak mało o niebie i tak dużo o ziemi. Tylko na początku pierwszego czytania i potem jeszcze w trakcie pierwszego czytania słyszymy o świątyni w niebie: „Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni”. To jest nasz dom! To jest nasze miejsce wiecznego zamieszkania! Kiedy Jezus chciał mówić o niebie, o Ojcu, mówił o domu: „w domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. Ale jednocześnie, zaraz potem, kiedy mowa jest o niebie, mowa jest o niebie, ale z perspektywy ziemi: że „na niebie ukazał się znak”. Ten piękny znak, znak opisany w Apokalipsie, w którym Kościół od początku widział Maryję i Jej Syna. W Niej widział obleczoną w słońce, dwanaście gwiazd i księżyc pod Jej stopami. Musimy jednak pamiętamy, że w zamyśle autora Apokalipsy ten znak to najpierw obraz Kościoła. A w Kościele jest Ona i jest najpiękniejszym wizerunkiem Kościoła: Ona, która pielęgnuje Dziecko. A Kościół jest Tym, który wpatrzony w Nią, jakby rodzi w Słowie i w sakramentach. Kościół, wsłuchany w Słowo i wpatrzony w Boże znaki, rodzi Chrystusa. To także mi mówi i przypomina, nigdy o tym nie zapominajmy, że Kościół nie ma większych skarbów nad Słowo i sakramenty i ich przede wszystkim szukajmy w Kościele. Wszystko inne wynika z tego! To jest największe bogactwo Kościoła! Maryja, która słucha Słowa i która wydaje na świat najpiękniejszy Owoc, jest cała utkana ze Słowa i dlatego tak piękne owoce rodzi. I staje się znakiem, niejako sakramentem, jak Kościół, żywej obecności Jezusa w tym świecie! Ona uczy mnie dzisiaj wiary w Słowo i w znak, w słowo Boga i w sakramenty Kościoła.

Jednak wszystkie trzy czytania jednomyślnie podkreślają, że ta nasza droga, po której idziemy także za Nią, z nadzieją, że i my będziemy wzięci z duszą i ciałem do nieba, ta droga – także ta, która kontynuację będzie miała w codzienności, po tych rekolekcjach – toczy się pośród walki. W każdym z czytań, - nie wiem, czy to zauważyliście -, mocno podkreślony jest ten dualizm: dwie drogi. W pierwszym czytaniu to droga dobra, którą uosabia Kościół, Maryja i Dziecko oraz droga zła, którą uosabia Smok barwy czerwonej jak krew, żądny krwi, żądny zła, siewca zła. Tak będzie do skończenia czasu. Zły wie, że jego dni są policzone, ale ta walka trwa. My jednak możemy być spokojni: „Dziecko jej zostało porwane do Boga”. My mamy być wpatrzeni w Nie jak Maryja i mamy jak Ona szukać drogi na pustynię. To jest droga, która nam będzie pomagała uczyć się rozeznawania, wybierać dobro i nie dać się łudzić przez zło.

Drugi wybór wydaje się tak oczywisty, a o nim pisze Paweł, to wybór między życiem i śmiercią. W Jezusie jest życie i w śmierć w Nim raz ostatni będzie pokonana. Doświadczamy śmierci, każdy z nas codziennie. Doświadczamy jej od poczęcia, bo od poczęcia nasze życie z perspektywy biologicznej zmierza ku śmierci. Doświadczamy śmierci tyle razy w życiu, kiedy coś musimy stracić, kiedy czemuś musimy obumrzeć, kiedy coś musimy oddać. Tyle razy umieramy, nieraz mamy takie poczucie: „umieram”. Doświadczamy śmierci, a On wie o tym. Nigdy jednak nie zapominajmy, że przyjdzie dzień, kiedy śmierć przestanie istnieć i już jej nie będzie. Przekonuje nas o tym Maryja, która w glorii Swojego Syna, w glorii Ojca i Ducha Świętego przemawia do nas wieczną miłością, wiecznym pięknem. Jaka tęsknota jest w nas, żeby Ją widzieć! Być może dlatego Bóg odpowiada na te tęsknoty w prywatnych objawieniach, które niczego nie dodają do Objawienia, które czytamy w Biblii, które czytamy także w dzisiejszej lekturze, że Ona jest cała piękna. Każdy, kto zobaczył Ją w tych prywatnych objawieniach, potwierdzonych przez Kościół, mówi: „Jaka Ona piękna! Jej piękna nie da się opisać!”. Ale to piękno Jej z Apokalipsy mówi nam o tym, że takie będzie nasze życie. Bóg otrze z oczu ostatnią łzę i zmarszczki znikną, pozostanie tylko piękne życie na zawsze, w Nim. To jest przesądzone! Jednak musimy się zgodzić na to, że walka między życiem i śmiercią trwa. Ale śmierć wie, - bo już została zabita na krzyżu -, że kiedyś ostatecznie i całkowicie zniknie z horyzontu. I będzie tylko wieczność z Nim.

I, wreszcie, trzeci dualizm: to, co Maryja wyśpiewała w Magnificat. To, co wyśpiewała w tej – jak niektórzy mówią – „pierwszej pieśni” czy „pierwszym hymnie” Kościoła. To walka między pychą i pokorą, między ubóstwem i bogactwem. Maryja uświadamia sobie, że Bóg umiłował ubóstwo, że Bóg umiłował pokorę. Mówi o sobie „służka”: „służka jestem Pana mego i wielkie rzeczy On czyni w moim życiu!”. Także człowiek bogaty może być bardzo pokorny, a człowiek biedny może być bardzo pyszny. Ta linia życia przebiega przez postawę serca. Jedno jest pewne: to nie jest tak, jak świat głosi, że władza ludzi pysznych ostatecznie przemoże. Jest dokładnie odwrotnie i Maryja już to wyśpiewała! I być może dlatego Kościół potrzebuje Magnificat w nieszporach! Dlatego Kościół powtarza te pierwsze nieszpory, które wydarzyły się w domu Elżbiety, byśmy nigdy nie dali się zwieść myśleniu tego świata. Nie pycha, ale pokora ma ostatnie zdanie! I nie bogactwa tej ziemi, ale to, co mamy u Boga, jak pięknie to po polsku nazywamy: „ubóstwo” - mieć wszystko u Boga, bo On jest źródłem bogactwa i to ostatecznie zwycięży. Wpatrujemy się w to niezwykłe spotkanie góralki Elżbiety i wieśniaczki Maryi. Zawsze sobie wyobrażam, że te spotkania były takie zwyczajne, takie zwyczajne, jak one są zwyczajne w swoim życiu i takie niezwyczajne, jak ich dialog, jak rozmawiają ze sobą osoby nasycone Słowem, jak rozmawiają i spotykają się ze sobą osoby nakarmione słowem Boga: z daleka się rozpoznają. Elżbieta wręcz wydaje „wielki okrzyk”. Możemy sobie wyobrazić ten krzyk w domu Elżbiety, kiedy w progu pojawia się Maryja. I to zadziwienie, i zdumienie. Jedna i druga… zdumiewają się działaniem Boga w ich prostym, zwyczajnym życiu! A już nieopodal dalej świat nie ma zielonego pojęcia o tym, co się dzieje.

Maryja od początku do końca idzie w ślady Jezusa. A Jezus jako pierwszą zabiera Ją tam, gdzie jak się modlił do Ojca chciał, aby i Ona była i chce, aby każdy z nas był. Tradycja widzi Jej śmierć w Efezie, na wzgórzu, być może dlatego, że wiązała Maryję ze św. Janem apostołem, apostołem Azji Mniejszej. Tyle mówi tradycja, ale jak słusznie zwracają uwagę bibliści Ona umarła tam, gdzie umarł Jezus: w Jerozolimie, w tym mieście, w którym także, tak jak Jej Syn, mocą Jej Syna, Ojca i Ducha Świętego zmartwychwstała, wzięta do nieba. Chciejmy podążać Jej śladami, bo to najpewniejsze ślady! One gwarantują, że kończą się w niebie. A tam jest już wieczne zamieszkanie z Tym, który wziął Maryję do nieba i który każdego z nas chce wziąć z ciałem i duszą do nieba.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
[ w tekście homilii spisanym z nagrania
zachowano styl języka mówionego ]
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl