O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Asceza i dyscyplina - droga piękna 4-6 października 2019 - ho ...


Asceza i dyscyplina - droga piękna
SZKOŁA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO
4-6 października 2019

 

W dniach 4-6 października 2019 r. odbyła się sesja formacyjna: „Asceza i dyscyplina - droga piękna. Spotkanie prowadził Amedeo Cencini FdCC [więcej].

NAGRANIA konferencji >>>
INFO – o sesji >>>

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Albo zdecydujemy się stać się małymi, albo...
homilia – wspomnienie św. Franciszka z Asyżu, 4 października 2019
Ga 6, 14-18; Ps 16, 1-2a. 5. 7-8. 11; Mt 11, 25-30 [ze wspomnienia]

Dobrego popołudnia wam wszystkim! Przepraszam, jeśli z mojego powodu przerwano lectio continua czytaniami przewidzianymi na wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. Rano w samolocie korzystałem z mojego Mszalika włoskiego, a w nim są czytania przewidziane na to święto liturgiczne [w Kościele we Włoszech, których św. Franciszek z Asyżu, 4 października ma rangę liturgiczną święta - przyp. red.]. W każdym razie wejdźmy w ten nasz kurs w świetle tego Słowa, a w szczególny sposób w świetle fragmentu z Ewangelii wg św. Mateusza, fragmentu bardzo pięknego i bardzo pocieszającego, a równocześnie tak samo prowokującego. Ponieważ zawiera pewną pochwałę Ojca, która staje się dla nas błogosławieństwem, ale pod jednym warunkiem: pod warunkiem, że my jesteśmy mali. Co więcej, że stajemy się mali, jak Jezus powie w innym fragmencie Ewangelii. Jezus prosi nas, byśmy się stali, byśmy się nawracali, byśmy nawracali się stając się małymi. Paradoksalnie, nie rodzimy się mali, a stajemy się mali. To jest wielka mądrość i wolność wewnętrzna zdecydować, że staniemy się mali. Zresztą wierzę, że w życiu mamy jakby te dwie alternatywy: albo zdecydujemy się stać się mali, a więc nawrócimy się z pewnego domniemanego stanu wiecznej dojrzałości; albo będziemy się cofać. Nie ma drogi wyjścia. Albo zdecydujemy się stać się małymi, albo będziemy się cofać do stanu infantylnego, niezdrowego. Pierwsza operacja, operacja tego, kto decyduje, że stanie się mały, jest operacją wysoce duchową; operacją psychologiczną, ale też wysoce duchową. Druga operacja, która prawdopodobnie w mniejszym stopniu jest przedmiotem rozeznania i decyzji, jest natomiast operacją patologiczną, która mogłaby się dokonać w nas tak, iż nawet tego nie zauważymy. Powiedzmy, że w nas wszystkich, ilu nas tu jest, jest pewna część w nas, która zdecydowała się stać się małymi i jest taka część w nas, która cofnęła się do stanu infantylnego. Byłoby ważne, by zdać sobie z tego sprawę.

Co znaczy stać się małym? To oznacza, że osoba dojrzała jest podobna do tego dziecka odstawionego od piersi, o którym mówi psalm; które jest w ramionach swojej matki, które nie szuka rzeczy wielkich ani przerastających jego siły. Fundamentalnie jest to osoba wolna w sercu, bo ufa rzeczywistości, ufa Bogu, ufa życiu, ufa innym, ufa także osobom, których nie zna, właśnie wychodząc od swojej ufności złożonej w Bogu. Jest to więc osoba, która może też powierzyć się życiu, powierzyć się rzeczywistości, powierzyć się innym, zdać się. To jest osoba, która ma wolność oddać siebie na służbę innym i żyje z głęboką wewnętrzną pogodą ducha, przedstawiając się innym zawsze w sposób pozytywny, bez podejrzeń, lęków, negatywnych uprzedzeń, bez niezdolności do zawierzenia siebie, bez lęku przed kochaniem i byciem kochanym. Taki jest człowiek, który decyduje się, by stać się małym. Temu „maluczkiemu” są objawiane rzeczy niebieskie, jak mówi Jezus. Natomiast ten, który cofa się do stanu infantylnego, to ktoś, kto żyje otoczony tysiącami lęków, więc musi ciągle bronić się przed innymi, bronić się przed Bogiem. A jeśli wierzący, broni się przed słowem Bożym; broni się przed tym, o co Bóg mógłby go poprosić. Oczywiście, broni się przed innymi. Widzi wszędzie nieprzyjaciół czy rywali. Przeżywa życie relacyjne pomiędzy zazdrością a zawiścią. Nie potrafi ufać i powierzyć się. Nie potrafi zawierzyć siebie życiu. Nie potrafi dać się objąć, jak dziecko w psalmie.

Idźmy dalej z tym fragmentem Ewangelii. Jezus w drugiej części mówi o wszystkich, którzy są przygnębieni i utrudzeni. I zaprasza ich do siebie. Kim są utrudzeni i uciśnieni? To właśnie ci, którzy cofnęli się do stanu infantylnego. Jest jasne, że nie żyją pięknym życiem. Są zmęczeni, bo w ich życiu jest wielka strata energii, bo wbili sobie do głowy, że oni muszą troszczyć się o siebie, że muszą sami zadbać o swoją samorealizację. Przezywają życie jako ciągłą rywalizację: raz z jednym, innym razem z drugim. Jest jasne, że się męczą. To są osoby wykończone. Co więcej, możnaby powiedzieć, że są to osoby zdesperowane, a więc też uciśnione, jak mówi Jezus. Bo to są osoby, które uciskają innych. Trudno żyje się z człowiekiem dojrzałym, który cofnął się do stanu infantylnego. On komplikuje ci życie. Bo to są osoby, które ciągle muszą wtargnąć w cudze życie. Możemy powiedzieć, że są to osoby, które używają i nadużywają [wykorzystują] innych: uciskani i uciskający. Pięknie jest słyszeć to słowo Pana, że On może dać nam odprężenie. Powtarzam jednak, że jest jeden warunek: musimy uznać tę część w nas, która każdego dnia jest kuszona, by wrócić do tego stanu patologicznego, do tego dzieciństwa patologicznego. Prośmy Pana, by dał nam znaleźć w Nim prawdziwe ukojenie! On usuwa wszelkie nasze lęki. On, którego jarzmo jest słodkie, a ciężar lekki.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Pewność, której żaden wiatr nie będzie mógł zabrać
homilia – wspomnienie św. Faustyny Kowalskiej, 5 października 2019
Ba 4, 5-12. 27-29; Ps 69, 33-35. 36-37; Łk 10, 17-24 [czytania z dnia]

Dajmy się oświecić fragmentowi Ewangelii wg św. Łukasza, w którym ukazuje się w sposób bezpośredni temat radości. Siedemdziesięciu dwóch uczniów powraca pełnych radości z misji, bo odnieśli sukces. To jest całkowicie zrozumiałe. Któż z nas nie okazywał radości stwierdzając sukces własnego głoszenia ewangelicznego. Może nie zdarzyło się to wiele razy, ale myślę, że wszyscy kiedyś doświadczyliśmy tej radości. A Pan okazuje, że przyjmuje to uczucie wielkiej radości swoich uczniów. W pewien sposób je potwierdza: „Widziałem szatana, który spadł z nieba jak błyskawica”. Ale Jezus w jakiś sposób koryguje motyw tej radości. Radość, która leży na sercu Jezusowi, jest inna. Radość, jaką Jezus poleca swoim uczniom, ma inną motywację. Jezus mówi wprost: „Nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. To jest trochę niezwykły, niesłychany sposób mówienia.

Co to znaczy, że nasze imiona „są zapisane w niebie”? To sugestywne wyrażenie, które też trzeba interpretować z pewną fantazją, ale myślę, że oznacza ono coś bardzo ważnego. Ponieważ niebo jest symbolem… Czego symbolem jest niebo w porównaniu z ziemią? Niebo jest symbolem definitywności, stabilności, gdzie będziemy mieć wieczny odpoczynek, gdzie mieszka Bóg. Ziemia natomiast jest miejscem niestabilności; rzeczy, który przychodzą i odchodzą; życia ludzkiego, które się zaczyna, a potem się kończy; także pięknych rzeczy, miłości, które zaczynają się, a potem czasem się kończą. Pamiętam, że była taka włoska piosenka muzyki lekkiej kilkadziesiąt lat temu: „Napisałem «kocham cię» na piasku, a wiatr stopniowo zabrał to ze sobą”. Co chcemy powiedzieć? I co, jak się wydaje, Jezus chce powiedzieć?

Źródłem radości jest fakt, że jesteśmy absolutnie pewni miłości Odwiecznego Boga. Jest czymś pięknym nazywanie Go właśnie tak: „Odwieczny” - Ten, który jest na zawsze; Ten, który umiłował nas od zawsze. My jeszcze nie istnieliśmy, a On już nas kochał i będzie nas kochał na zawsze. Wiele rzeczy może się skończyć czy zmienić, ale miłość Boga się nie zmieni. I to jest źródło radości! Moje imię „zapisane jest w niebie” – oznacza absolutną pewność, definitywną pewność, której nikt nie będzie mógł usunąć, której żaden wiatr nie będzie mógł zabrać, jak to się dzieje z tyloma miłościami ludzkimi. Obraz piasku przywołuje inny obraz użyty przez Jezusa w Ewangelii: dom na piasku w przeciwieństwie do domu zbudowanego na skale, skale miłości Boga. To jest źródło radości!

Kiedy młody człowiek poświęca się Bogu, kiedy zostaje księdzem, ale również kiedy dwoje młodych ludzi zawiera małżeństwo, jest pewne kryterium, jest pewien warunek, który pasuje do wszystkich stanów życia: zarówno wtedy, gdy ktoś wchodzi w małżeństwo, jak i gdy ktoś poświęca się Bogu w życiu zakonnym czy kapłaństwie. Warunkiem czy kryterium dopuszczenia jest właśnie to, żeby osoba posiadała tę podwójną pewność: pewność, że już została ukochana od zawsze i na zawsze oraz pewność, która rodzi się z tej [pierwszej], jako jej konsekwencja, pewność, że może kochać, że jest zdolna do miłości. Wtedy ktoś może zawrzeć małżeństwo, wtedy może się oddać Bogu w dziewictwie, wtedy może zostać kapłanem. Ale jeśli nie ma tej pewności, nie może. Jeśli nie posiadałby tej pewności w sposób definitywny, byłoby nawet czymś okrutnym dopuścić go do święceń, bo jego życie byłoby ciągłym chodzeniem i szukaniem jakiegoś strzępu miłości czy pocieszenia. A tym gorzej, gdyby zawarł/zawarła małżeństwo, bo w jakiś sposób wykorzystywałby/wykorzystywałaby w sposób instrumentalny relację „żona-mąż”, by mieć tę pewność, której brakuje. Wszystko stałoby się nadużyciem, instrumentalizacją. Oto dlaczego Jezus precyzyjnie wskazuje nam źródło radości. Prawdziwym i definitywnym źródłem radości jest to, że zostaliśmy ukochani, że nasze imię jest zapisane w niebie. Nikt nie będzie nam umiał zabrać tej pewności.

Odnieśmy ten epizod do tego, co dzieje się często w życiu apostoła. Jak jest niebezpieczne wiązać własną radość z rezultatami tego, co robimy. To jest wieczna pokusa, ciągła pokusa, która grozi tym, że stracimy z oczu to, co jest naszą tożsamością jako wierzących. A jako wierzący wszyscy jesteśmy posłani, aby głosić Ewangelię, bo wszyscy jesteśmy powołani, aby głosić Ewangelię. Nasza tożsamość to bycie głosicielami! Ale są tacy, którzy robią trochę zamieszania. Są oni zadowoleni nie po prostu z tego, że mogą głosić, że mogą siać, ale potrzebują widzieć zbiory. Czy rozumiecie ten zamęt? Ktoś jest szczęśliwy, gdy widzi, że siał, ale też dużo zebrał. Jest szczęśliwy, że miał wielki rezultat, którym mniej lub bardziej może się szczycić, więc jest zadowolony tylko wtedy, gdy widzi rezultat tego, co robi. To coś błędnego.

Nasza tożsamość, nasze powołanie to powołanie, by być wezwanymi łaską do głoszenia Ewangelii. Ty martw się, byś głosił Ewangelię, byś siał! Nie martw się o zbory! Nie do ciebie należy zbieranie! Także dlatego, że ty nie masz narzędzi, by zrozumieć i zobaczyć, że to, co zasiałeś, wydało owoc. To należy do tajemnicy spotkania ludzkiej wolności z łaską Bożą. A my nie mamy narzędzi, żeby widzieć ten rezultat. Ale jeszcze ważniejsze jest i powinno to być przekonaniem, że siać Ewangelię to już jest piękna rzecz! To już jest nagroda! To już jest źródło radości! Nie powinieneś potrzebować tego, by widzieć rezultat, żeby być zadowolonym. Żeby trwać w radości, niech ci wystarczy fakt, że możesz siać, bo siać to już jest coś pięknego w samym sobie! Prosty fakt głoszenia Ewangelii… Nie ma piękniejszej rzeczy od tej! A my powinniśmy mieć ukształtowaną i ciągle kształtować naszą wrażliwość, by doświadczać właśnie tej radości, która pozwala nam w samym fakcie głoszenia słowa Bożego głębokie poczucia szczęścia i radości, nie zapominając przy tym o pięknie naszej tożsamości. Dlatego martw się o to, żebyś siał! Korzystaj z każdej relacji, by siać! A kiedy skończyłeś siać w jednym miejscu, siej w innym! I nie myśl nigdy, że jakieś miejsca, okoliczności czy osoby są nieodpowiednie do tego, by siać. Nie do ciebie należy jakieś uprzednie decydowanie, kto jest godny, by otrzymać głoszenie Ewangelii. Do ciebie należy zadanie głoszenia: wszędzie i w jakikolwiek sposób, każdej osobie.

Jezus kończy ten fragment Ewangelii czymś, co moglibyśmy nazwać błogosławieństwem zmysłów, po linii tego, o czym mówiliśmy dzisiaj. Jezus mówi: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. (…). Szczęśliwe ubodzy, które słyszą to, co wy słyszycie”. Można by powiedzieć, że Jezus błogosławi nasze zmysły i uznaje w nich zdolność pozwolenia nam na doświadczenie Boga. Prośmy Pana, byśmy także mogli doświadczyć tego błogosławieństwa, tego podwójnego błogosławieństwa: błogosławieństwa siewcy i błogosławieństwa tego, który wychował swoje zmysły, by doświadczać obecności Odwiecznego.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Być, jak Bóg, kimś, kto znajduje radość w służeniu
homilia – 27. Niedziela Zwykła (rok C), 6 października 2019
Ha 1, 2-3; 2, 2-4; Ps 95, 1-2. 6-7c. 7d-9; 2 Tm 1, 6-8. 13-14; Łk 17, 5-10

N

Myślę, że możemy się poczuć, jak apostołowie, którzy proszą Pana. Zwracają się do Niego z prośbą bardzo prostą i zasadniczą: „Przymnóż nam wiary!”. Wiara jest tematem wszystkich naszych rozważań w tych dniach. Jeśli mówiliśmy o dyscyplinie i o ascezie, o mistyce i o pięknie, to dlatego, że wierzymy, że Pan przewidział dla nas i pomyślał dla nas drogę tego rodzaju, która prowadzi nas powoli do oglądania Jego Oblicza. To jest najwyższy punkt wiary każdej mistyki i każdej ascetyki. Tym jednak, co jest zaskakujące, jest odpowiedź Pana, który wobec wiary swoich uczniów nigdy nie był zbyt czuły, ale zawsze oceniał ją jako coś słabego, coś ubogiego, jako coś niższego od tej wiary, którą pochwalił u niektórych pogan: u Kananejki czy u rzymskiego setnika, u których uznał wielką wiarę. To jest wyrzut, który dociera także do nas. Zresztą, Jezus ucieka się do bardzo ewidentnego obrazu. Mówi: „Gdybyście wasza wiara była jak ziarnko gorczycy, moglibyście powiedzieć tej morwie…”. W innym fragmencie Ewangelii powie: „…moglibyście powiedzieć tej górze: ‘przesuń się i przenieś się w morze’, a byłaby wam posłuszna”. Jeśli spojrzymy dokoła, widzimy, że wszystkie góry są na swoim miejscu, więc nasza wiara nie za bardzo urosła.

Ale pomijając ten wyrzut, zaskakuje pozostała część wystąpienia Jezusa, w którym wydaje się, że mówi On o minimalnym poziomie wiary, jakby dostosowując się do małej wiary swoich uczniów. I wygłasza mowę, która jest bardzo ludzka: o sługach, którzy idą do swojej pracy, a kiedy wracają z pola, nie mogą oczekiwać, że pan powie im: „Chodź, zaraz, i siadaj do stołu!”. Przeciwnie, Jezus mówi bardzo realistycznie, że pan powie do tych sług: „Ej, przygotuj mi jedzenie! Obsłuż mnie! Bo najpierw muszę zjeść ja, a później będziesz jadł także ty!”. I trzecie, Jezus jeszcze nalega: „Czy ten pan będzie miał wdzięczność wobec swoich sług, którzy zrobili to, co mieli zrobić? Niekoniecznie”. W tym punkcie, moglibyśmy powiedzieć, że to jest minimalny poziom. To najbardziej realistyczny sens życia. Ale wiara jest czymś, co czyni cuda, skoro może nawet przenosić górę. Jest inny poziom odczytania [tego fragmentu]. Używając tego samego obrazu sługi i pana, inny obraz mówi nam o wyższym poziomie naszej wiary. Wydaje mi się, że jest to kontekst, w którym należy interpretować także to słowo. Odwołuję się do tego fragmentu Ewangelii, gdzie Jezus w jakiś sposób mówi coś przeciwnego do tego, co mówi tutaj. Pamiętacie, kiedy Jezus mówi: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan, gdy powróci z długiej podróży, zastanie ich czekających na niego. Powiadam wam, pan – używa Jezus tych samych sług – przepasze się, każe zasiąść do stołu tym sługom, którzy czekali na niego i będzie im usługiwał”. Oto jakby punkt docelowy wiary, który pozwala nam odczytać rzeczywistość w sposób zupełnie odmienny. Nie według tej prostej ludzkiej logiki, którą znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii, poprzez którą Jezus jakby chciał dać do zrozumienia swoim uczniom, że ich wiara jest naprawdę bardzo mała, bardzo uboga, bardzo słaba, nawet identyfikuje się z pewną ludzką logiką. Ale właśnie po to, by podkreślić absolutną i niesłychaną nowość objawienia chrześcijańskiego, które przede wszystkim ukazuje obraz Boga absolutnie nie do pomyślenia. Mówiliśmy dzisiaj rano o obrazie Boga…

Jaki obraz Boga wyłania się z tych dwóch fragmentów zestawionych razem? To obraz Boga, który jest Sługą! To obraz Boga, który przychodzi, by nam służyć! Ktoś powiedział, że niebo będzie polegało na tym, że my siedzimy na uczcie, a Bóg nas obsługuje. Może to wizja mistyczna. Ja mam współbrata, bardzo drogiego, który gdy czyta ten fragment Ewangelii, gdzie Jezus mówi o panu, który każe usiąść sługom przy stole i przechodzi, by im usługiwać, wzrusza się i płacze (to a propos wrażliwości). Bo to jest bardzo piękny obraz, naprawdę niesłychany. W świecie, w którym wszyscy chcą być panami, Bóg objawia się jako Sługa, jako Ktoś, kto znajduje radość w służeniu tym, którzy Go oczekiwali. Skoro to jest prawdziwy obraz Boga, skoro to jest prawdziwe Oblicze Boga, to jest oblicze Wszechmocy, to tym bardziej jest to obraz nas. Prawdziwym sensem tego fragmentu Ewangelii nie jest ów sens minimalny: „Zrobiliśmy to, co do nas należało”, ale znalezienie radości w tym, że jesteśmy sługami: przywilej służenia. Jak wczoraj mówiliśmy, głosiciel Ewangelii musi znaleźć smak w tym, że jest po prostu siewcą, nie mając pretensji do zbierania nie wiadomo jakich zbiorów, tak dzisiaj wobec tej Ewangelii mówimy, że radość życia nie polega na panowaniu, na władzy, na nadzwyczajnej mocy, ale na tym, by być sługą jeden wobec drugiego. Jezus nie mówi, że błogosławionym jest jakiś tam sługa, ale że błogosławionym jest ten, kto odkrywa wielki przywilej bycia sługą, kto odkrywa piękno tych gestów, które czynimy, by być w służbie innych, by kogoś uszczęśliwić. W tej chwili my ukazujemy prawdziwe Oblicze Wiecznego.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

- W PRZYGOTOWANIU -
NAGRANIA I TEKSTY UDOSTĘPNIAMY W MIARĘ MOŻLIWOŚCI

---------------------------------------------------------------------
* tytuły/podtytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------

 


homilie z rekolekcji „Rozpal w sobie na nowo charyzmat powołania” (25-27 I 2017)


homilie z sesji „Cielesność i duchowość” (20-22 II 2015)


homilie z sesji „Zranienia miejscem wzrastania” (14-16  XI 2014)


homilie z sesji „Życie w rytmie Słowa” (5-7 XI 2010)

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl