I. Lectio: Czytaj z wiarą i uważnie święty tekst, jak gdyby dyktował go dla ciebie Duch Święty:
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc:
Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, ocal sam siebie;
jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża.
Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali:
Innych wybawiał, siebie nie może wybawić.
Jest królem Izraela: niechże zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.
Mt 27,39-42
II. Meditatio: Staraj się zrozumieć dogłębnie tekst. Pytaj siebie: „Co Bóg mówi do mnie?”
Przechodzić obok, być obok, z boku, tak jakby do końca nie być zainteresowanym, to o wiele łatwiejsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze. Owszem, można na chwilę się zatrzymać, wyrazić słowem, gestami swoje uczucia, opinie czy emocje i pójść dalej, wycofać się, zapomnieć o wszystkim, nie angażując się do końca, zostawić to innym. Nasi bohaterzy ograniczyli się do przekleństw, kręcenia, potrząsania głową, słów i zapewne gestów pełnych drwiny, ironii, kpiny.
Ja jestem obok cierpiącego Jezusa, z daleka od Niego, czy przy cierpiącym Jezusie, tuż, tuż, blisko, na odległość nie ręki, ale serca? Kręcę głową z dezaprobatą, wyrazem pogardy, niezrozumienia, czy trzymam ją podniesioną w górę w geście adoracji pełnej zadziwienia, smutku i bólu? Moje usta milczą, szepcą cichą modlitwę czy też przeklinają, drwią? Czy w moim słowniku są słowa wulgarne, przekleństwa? Czy używam ich? Jak często? Czy jest we mnie coś, takiego szpetnego, co wymaga zburzenia a potem z Jezusem odbudowania, postawienia na nowo?
Pana Jezusa zapewne najbardziej bolały nie tle przekleństwa przechodzących obok, czy szyderstwa elity Żydowskiej ale słowa, które zachęcały Go, aby sprzeniewierzył się Ojcu, aby zszedł z drogi przez Ojca wytyczonej. On nie mógł tego uczynić, nie przyszedł bowiem wybawić Siebie ale innych. Pozostał na krzyżu do końca. Po dokonaniu dzieła zbawienia z kryza zostanie zdjęty.
Czy i ja do dziś nie mam pretensji do Pana Boga, że jako drogę zbawienia wybrał drogę cierpienia, drogę krzyża? Czy ciągle nie marudzę, że mógł wybrać łatwiejszą, wygodniejszą, bardziej przystępną? Czy swoim życiem nie szydzę z Niego, nie obśmiewam Go, nie drwię z Niego? Czy nie próbuję być dla siebie Mesjaszem, Zbawicielem i o własnych siłach siebie wybawiać? Czy krzyż jest dla mnie miejscem Jezusowego zwycięstwa czy porażki, triumfu czy klęski? Czy z Bożą pomocą godnie niosę krzyż swego, codziennego życia?
Pomodlę się o łaskę owocnego, głębokiego przeżycia czasu Wielkiego Tygodnia, szczególnie Triduum Paschalnego. Dalej usilnie i wytrwale będę prosił o pokój dla świat, ludzkich serc, za wszelkiej maści agresorów i napastników o opamiętanie i nawrócenie.
III. Oratio: Teraz ty mów do Boga
Otwórz przed Bogiem serce, aby mówić Mu o przeżyciach, które rodzi w tobie słowo. Módl się prosto i spontanicznie – owocami wcześniejszej "lectio" i "meditatio". Pozwól Bogu zstąpić do serca i mów do Niego we własnym sercu. Wsłuchaj się w poruszenia własnego serca. Wyrażaj je szczerze przed Bogiem: uwielbiaj, dziękuj i proś. Może ci w tym pomóc modlitwa psalmu:
Sfora psów mnie opadła,
otoczyła mnie zgraja złoczyńców.
Przebili moje ręce i nogi,
policzyć mogę wszystkie moje kości...
Ps 22,17-18
IV. Contemplatio:
Trwaj przed Bogiem całym sobą. Módl się obecnością. Trwaj przy Bogu. Kontemplacja to czas bezsłownego westchnienia Ducha, ukojenia w Bogu. Rozmowa serca z sercem. Jest to godzina nawiedzenia Słowa. Powtarzaj w różnych porach dnia:
Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka, pomocy moja, spiesz mi na ratunek
opracował: ks. Ryszard Stankiewicz SDS

ul. św Jacka 16, 30-364 Kraków




